Dark Fantasy Role Play

mroczne mięcho ku czci Melpomeny złożone w ofierze

  • .
    - Witaj! Poniżej znajdziesz pomysły na przygody, scenariusze rpg, generatory i opowiadania w klimatach fantasy - wszystko (poza poezją i scenariuszami do Gemini rpg) autorstwa Maestro, choć często inspirowane różnymi źródłami. Fani systemów Warhammer, Monastyr, Gemini, Warlock!, Cień Władcy Demonów, D&D, Veasen czy Symbaroum i innych światów RPG powinni znaleźć tu coś dla siebie. Szczególnie chciałbym pomóc początkującym Mistrzom Gry. Nie szukajcie tu rzeczy, które szybko się dezaktualizują. To ma być źródło konkretnych inspiracji do sesji gier fabularnych z niewielkim dodatkiem teorii rpg. Krwiste mięcho role playing.



Zimowe Winterfell skąpane w ogniu walki. Pomiędzy basztami i murami grają rogi, od szarych, kamiennych ścian odbija się echem głośny szczęk żelaza pomieszany z wrzaskami ludzi i koni. Nad głowami niebo koloru stali, pod nogami śnieżna breja barwiona szkarłatem. Bitewny zgiełk zrywa zęby sopli z okapów, gotuje krew w żyłach, zmusza serce do galopu. Pot zamarza na czołach. Dookoła rozbrzmiewa pieśń ognia i miecza, taniec śmierci.

Siódmy, który poprzedniego dnia podczas niebezpiecznej wspinaczki odpadł od śliskiego lica baszty, wykaraskał się z zaspy pomiędzy murami, spędził kilka godzin przy koksowniku udając zmiennika wartowników przy bramie wschodniej, a następnie bezczelnie wrócił do środka twierdzy. Tam zdołał dostrzec Kalisperę i wspierającego się na niej poturbowanego Muchę, którzy przesuwając się podcieniami, za kulisami potyczki na dziedzińcu, wyraźnie zmierzali w tym samym kierunku, co on – do baszty stanowiącej więzienie Jona Hollarda. Nie dotarli tam jednak, bitewny zamęt odciął im drogę i dwoje przyjaciół wybrało bezpieczne schronienie w przybudówce szybko pustoszejących koszar. Co chwila wypadali z nich zbrojni wzmacniający obsadę północnego i wschodniego barbakanu, część udała się do bramy zachodniej lub/i Bożego Gaju.

Tymczasem Kell, świadom szybującej bardzo wysoko nad głową mewy, unoszony falą ludzi, opuścił dymiącą już jak komin Wielką Komnatę i ruszył w stronę baszty Hollarda, po drodze próbując ocenić sytuację pod zachodnią bramą (Myśliwego). Na wąskim, ograniczonym murem i zabudowaniami psiarni, dziedzińcu łowieckim trwała zacięta rąbanina, ludzie Stannisa wdarli się do środka mając jednak przeciwników aż z trzech stron, a częściowo też nad głowami (barbakan wewnętrzny). Obrońców zasilił kolejny oddział, inny ustawiał powoli mobilną barykadę z wozów, mogącą odciąć dziedziniec łowiecki, zabezpieczając się przed ewentualną konną szarżą przeciwnika. Kell ominął rozległy plac przed Wielką Siedzibą (olbrzymi donżon zajmowany przez lorda Pijawkę jego zaufanych i zbrojnych), na którym konni Boltona rozganiali ludzi Hothera Kurwistracha Umbera, i spotkał się szczęśliwie z Siódmym pod niepilnowaną wieżą Hollarda. Siódmy wprawnie pokonał zamki i dwaj przyjaciele ruszyli do środka.

W międzyczasie sir Eryk i Virion przetrwali ostrzał z Wielkiej Siedziby i atak setki konnych Boltonów, przewracających i tratujących dzielnych acz wiekowych, przerzedzonych już, ludzi Kurwistracha. Umberowie poszli w rozsypkę, ale Hother zdołał ich zebrać i przesunąć na północ, pod kamiennym pomostem, do bocznych drzwi Wielkiej Siedziby, zdeterminowany dostać w swe ręce Boltona. Jeźdźcy wroga im w tym nie przeszkadzali, przeformowali szyk i wzywani rogami ruszyli do Bramy Myśliwego. Wszyscy, z wyjątkiem dwóch, którzy upatrzyli sobie jako cel sir Eryka w lśniącej, nieco już pokiereszowanej zbroi. Virion nie opuścił druha. Rozpędził się z tarczą i pod kątem zderzył (!) z pierwszym koniem, który na szczęście, z racji niewielkiego dystansu, nie zdołał nabrać dużego pędu. Virion prawdopodobnie ocalił tym dowódcę, ale zapłacił solidnym wstrząsem, szokiem i obrażeniami wewnętrznymi. Sir Eryk uniknął włóczni jeźdźca (cóż tam naramiennik) i za pomocą dwuręcznego flamberga podciął nogi wierzchowca. Konny zwalił się z siodła i już nie stanowił zagrożenia. Nieco więcej czasu, wysiłku i bólu zajęło zabicie drugiego kawalerzysty. Podpierając zataczającego się i rzygającego Viriona, sir Eryk ruszył za ludźmi Umbera, próbującymi już sforsować boczne wejście do donżonu.  Koszary naprzeciwko opuszczały dwa piesze oddziały wroga: większy pobiegł w stronę Bramy Myśliwego (lub na północ), mniejszy zaś, w sile sześćdziesięciukilku ludzi, sformował  szeroki czworobok najeżony glewiami, włóczniami oraz partyzanami i zaatakował liczniejszych zbrojnych z Ostatniego Domostwa. Wiekowych ludzi Kurwistracha było wciąż więcej, blisko dwustu, z czego trzecia część rannych. W momencie przybycia sir Eryka i Viriona zasłabł trafiony bełtem Umber. Rycerz wprawnie, w ostatniej chwili, przejął dowództwo i dwa oddziały zwarły się w krwawej walce. Virion podjął krwawą pracę na skrzydle.


Tymczasem Kell i Siódmy zdążyli załatwić sprawy w wieży. Zabili dwóch strażników pilnujących przechodniej celi na piętrze i uwolnili z więzów wycieńczonego Jona Hollarda oraz przerażonego Mikaela. Wyzwolonym zostawili klucze, broń i kazali bronić pozycji ;-). Sami wrócili na dół i widząc starcie Umberów z Boltonami za pomocą strzał odgonili od okien Wielkiej Siedziby łuczników wroga zagrażającym plecom sir Eryka i jego ludzi. Chwilę później dobra pozycja strzelecka Kella i Siódmego utrudniła Boltonom atak na tyłu Umberytów bocznym wyjściem z donżonu. Świadomy zagrożenia sir Eryk zapobiegł otoczeniu, zawinął prawą flankę, zepchnął, a potem przepędził wroga na południe, pod kamiennym mostem. Wycieczka Boltonów z budynku musiała wracać. Podczas starcia Virion wziął „na kolczugę” i tarczę kolejne razy, ale odpłacił przeciwnikom ich śmiercią. Uff, kolejne starcie minęło, ale czasu na odpoczynek nie było. Odejmujemy punkty Żywotności, dodajemy znaczniki Wyczerpania, podliczamy strzały, wymieniamy tarcze i… gnamy dalej!

Hother Umber jeszcze dycha, on i jego ciężej ranni ludzie trafiają pod opiekę Kalispery i Muchy, którzy zadomowili się nieopodal. Virion znajduje sobie kuszę, sir Eryk rumaka i odbiera Światłonoścę od Umbera, zbrojni lady Dustin wciąż chyba nie zdecydowali włączyć się do walki, niemal od każdej bramy niesie się hałas. W tle wiele się dzieje, ale drużyna „jest tu i teraz”, jej świat ogranicza się do zasięgu wzroku.

Pora na decyzje. Wiedząc, że brat Kurwistracha – Mors „Wronojad” Umber jest gdzieś za bramą wschodnią, od strony spalonego Zimowego Miasteczka, bohaterowie postanawiają zdobyć to wejście do Winterfell. Wciąż mają pod komendą ludzi z Ostatniego Domostwa. Nieco ponad setkę już poharatanych, goniących resztką sił brodatych starców, którzy jednak dają z siebie wszystko, być może zdając sobie sprawę, że to ostatni bój w ich życiu, a umieranie w łożu srając pod siebie nie jest godne pieśni.      

Kell i Siódmy z piętnastką innych wchodzi na mur wewnętrzny przez znaną sobie wieżę, zabezpieczają ją od południa uniemożliwiając Boltonom zajście od tyłu i ruszają wzdłuż blanków na północ, ku barbakanowi. Ten atakowany jest od frontu przez Viriona z resztą Umberytów. Sir Eryk, unikając strzał, robi szybki konny zwiad zerkając na Bramę Myśliwego. Widzi jedynie, że została ona odcięta barykadą. Na zewnątrz południowych wrót do Winterfell też się coś dzieje... 

W masywnym wewnętrznym barbakanie wschodnim trwa zacięta walka. Virion wdziera się ostatnim niedomkniętym wejściem do środka, prowadzi swoich wyżej, wyrąbuje sobie toporem drogę, uderza tarczą, wokół chaos, półmrok, szczęk broni, wrzaski, ktoś opala mu brodę pochodnią, więc ginie, ktoś kręci się pod nogami, więc umiera. Na poziomie machikuł podgrzewany przez Boltonów olej zostaje nieszkodliwie wylany (przez tzw. smolny nos), walka toczy się w dymie zagaszonego paleniska. Tymczasem na murach wewnętrznych, po prawej (na południe) od bramy trwa nie mniej krwawy i dramatyczny bój. Bohaterowie zaskakują łuczników strzelających nawiją na przedpole zewnętrznej, niższej bramy, strącają kilku zanim reszta zacznie się bronić. Na czele atakujących jest wyjący obłąkańczo Kell w swojej niedźwiedziej skórze, wymachujący toporem, z oczami ogarniętymi szaleństwem zabijania. Nie straszne mu uderzenia łęczyskiem, śmigające strzały, a potem zbrojni w kolczugach ukryci za tarczami. Doskakuje do pierwszego, rzuca na kolejnego, jest nie do powstrzymania! Traci rachubę w tym rozmazanym biało-czerwonym świecie, pośród ostrych błysków nagiego, zimnego żelaza. Istnieje tylko rąbanie, cięcie i dźganie. Naprzód, wciąż naprzód! Co tam kolejne rany, liczy się szał berserka! Kell odskakuje przed pędzącym wielkim topornikiem, otwiera mu brzuch uwalniając parujące zwoje jelit, strąca w dół. Odsłania tym manewrem plecy przed kolejnymi wrogami, ale Siódmy jest czujny. Nie wpada w amok, na zimno prowadzi ostrzał wraz z Umberytami, wzdłuż i w dół muru, szachując Boltonów  przymierzających się do pomocy załodze barbakanu. Widzi zagrożenie i wypuszcza celnie pocisk ratując Kellowi życie. Chwilę później towarzysze są już w barbakanie, spotykają się z Virionem i resztą. Odpoczynek? Nigdy! Sir Eryk bezpiecznie wraca, w ostatniej chwili rygluje wejścia do barbakanu, zostawia oddział mający bronić parteru, bo zbrojni Boltonów, coraz liczniejsi, zamierzają odbić bramę.  

Chwile później kolejne salwy BG i ich ludzi ranią, zabijają i przeganiają z zewnętrznego, niższego o dobre 6 metrów muru, wrogich zbrojnych. Drużyna unieruchamia zwodzony most w pozycji opuszczonej, psuje mechanizmy brony, pozbywa się furty z wierzei bramy i wbija kliny. Bohaterowie zamierzają zdobyć barbakan zewnętrzny, otworzyć bramy, a potem szybko wrócić do wnętrza Winterfell. Bystooki Kell dostrzega na południu duży oddział jazdy, pozbawiony chorągwi, objeżdżający twierdzę. Czyżby wracał Bękart Boltona? Sir Eryk ma wątpliwości, czy lord Pijawka naprawdę nabrał się na sfałszowany list i kruka z Muru…  BG dostrzegają też nadzieję – pod bramą wschodnią, w zgliszczach podgrodzia powiewa Wystrzępiony Sztandar, Szara Kompania jest tuż!  

Nie ma co czekać, bohaterowie wiodą kolejny szturm. Przez zwodzony, dudniący most, pod zawartą bramę, pod ostrzałem, potem w lewo i prawo, w dwóch grupach po 30 ludzi każda, kamiennymi schodami w górę na zewnętrzne mury. Znów ostrzał, tarcze ponad głowy, lecą na BG belki, jakiś kamień. Drużyna obrywa ponownie, Virion zostaje trafiony w piętę mimo tarczy, Siódmemu strzała przybija lewe ramię do boku, sir Eryk zostaje lekko ranny. Kell znów w niedźwiedzim amoku, nic się go nie ima, bohaterowie przebijają się przez drzwi, wpadają do barbakanu, ich szeregi topnieją jak śnieg ciśnięty w ogień, ale walczą, otwierają bramę, do której już dobijają się szarzy bracia i nieliczni (może ze czterdziestu zostało) smarkacze Morsa Umbera. Siedmiu sprzyja odważnym, Wojownik obdarzył drużynę łaską, nie ma co. Nie można się jednak zatrzymać, odpocząć – biegiem z powrotem, przez most do bramy wewnętrznej, a tam już zbrojni Boltonów, próbują domknąć wierzeje, opuścić kratę, strzelają. Kolejne trupy na deskach mostu, brona zaczyna opadać, za chwilę zamknie przejście, odetnie od Winterfell! Dowodzi Hennick z Dorne, bohaterowie są tym razem z tyłu, ledwo zipią, Siódmego trzeba opatrzyć, gęby wszystkich są suche jak wiór, pchają do ust garście śniegu, łapią oddech na kamiennych stopniach. Nie widzą jak ich bracia, wszak „żądni chwały”, wbiegają pod kratę, blokują ją ramionami i podtrzymują dla towarzyszy, mimo że w brzuchach grzęzną im ostrza wroga. Barbakan wewnętrzny wzięty, nasze jest zwycięstwo!   

W pobliżu Koszar krótki odpoczynek, donżon wydaje się dziwnie cichy… Znów czas na opatrunki, dwa zdania z Muchą i Kalisperą. Kell w kącie wchodzi w trans, szuka swej mewy, chce widzieć jej oczami, wykonać zwiad. Z powietrza dostrzega pobojowisko pod południową bramą, biegających po murach we wszystkie strony ludzi, płonące drzewa w Bożym Gaju i mającą tam miejsce potyczkę. W samym Winterfell nikt już nie walczy, ale przed Bramą Myśliwego, na zachodzie pod Wilczym Lasem toczy się bój walny, bitwa z udziałem kilku tysięcy ludzi. Stannis jakoś wywabił obrońców z twierdzy? Jeszcze nie wszystkich, bo jakieś trzy setki formują szyki przed głównym wejściem do donżonu, kilkunastu konnych i piechota, w tym łucznicy. Na chorągwiach oskórowany człowiek i trzy sosny, chyba ruszą przez Bramę Myśliwego na zewnątrz.  

Dowiedziawszy się o tym sir Eryk, choć poobijany, pocięty, znajduje kolejnego konia, gniadą klaczkę, podpala oliwę na Światłonoścy i jedzie zwabić w pułapkę wroga formującego się na dziedzińcu za kamiennym mostem. Szara Kompania i sojusznicy rozstawiają się po obu stronach placu koszarowego, pod ścianami, maskują. Dzielny rycerz brawurowo i z talentem udaje Stannisa, macha ognistym mieczem, krzyczy! Boltonowie go ignorują, ale zbrojni Tallhartów (Trzy sosny) z jakiegoś powodu ruszają za sir Erykiem. Niemal setka ludzi wyprzedzana przez kilku konnych rycerzy. Wszyscy głupio wpadają w pułapkę, po ostrzale zostają wybici do nogi, choć też kładą kilkunastu szarych braci. Kto wie, może Tallhartowie chcieli uciec z Winterfell, szukali tylko pretekstu? Wciąż nie wiadomo jak zachowała się lady Dustin i inne rody północy sprzymierzone z Boltonem.

Kiedy kompania przesuwa się pod donżon, by mieć widok na niemal opustoszałą Bramę Myśliwego (pomijając masę ciał), z Bożego Gaju wychodzą poranieni zbrojni pod znakiem czarnego topora na białym tle. Cerwynowie, kilkunastu jeszcze trzyma się na nogach. Chcą wiedzieć kogo pobierają najemnicy. Sir Eryk przedstawia im ultimatum: poprzecie z nami Stannisa lub dacie gardeł. Z tym nie ma dyskusji. Wszyscy razem  ruszają ku Bramie Myśliwego, choć szarych braci trzeba zdyscyplinować. Ludzie się nawalczyli, chcą już grabić. „Chwała jest nasza, teraz chcemy łupów!” Sierżant żandarmerii staje na wysokości zadania. Kiedy ktoś pyskuje dowódcy, zostaje przez Viriona wgnieciony w krwawy śnieg. Szybko zbliża się zmierzch. Wyczerpanie rośnie, sił ubywa, a przed drużyną kolejny, może ostatni wysiłek.


Szara Kompania wychodzi przez otwartą, częściowo zniszczoną, Bramę Myśliwego (zachodnią) na zaśnieżone łąki prowadzące do Wilczego Lasu. Najbliżej przed sobą ma zwróconych na prawo łuczników Boltona ostrzeliwujących kilkuset górali spieszących z północy. Klanowi wojownicy rażeni są też pociskami z zewnętrznych murów, ich linia załamuje się, odskakują na zachód, bliżej lasu. Dalej za łucznikami widać sztandar lorda Boltona, którego niewielki oddział wbił się w wielką, splątaną ciżbę walczących. Znacznie dalej na zachód, bliżej lasu, kołysze się chorągiew Stannisa Bartheona. Sir Eryk prowadzi ludzi naprzód, kompania wpada na łuczników wroga, dziesiątkuje ich i rozpędza. Następnie uderza na zastęp Namiestnika Północy, wspierany przez Tallhartów. W tym momencie upada królewski sztandar, zbrojni Boltonów tryumfalnie wyją i rzucają się naprzód. Lord Pijawka trzyma się z tyłu, gdzie dopada go Szara Kompania. Strzały i topory usuwają przybocznych pana Dreadfort, padają z kwikiem konie, rycerze walą się na zamarzniętą ziemię. BG otaczają Boltona, który próbuje się przebić, rani sir Eryka i niemal zrzuca go z konia. Do swego dowódcy dołączają Kell i Virion, lord pada, ciężko ranny zostaje wzięty żywcem.

Osłaniani przez górali, rycerze i zbrojni wierni królowi wydają się wycofywać do lasu naciskani przez konnych Bękarta. Sir Eryk z przybocznymi postanawiają wrócić do Winterfell. Szara Kompania ponownie wkracza do warowni Bramą Myśliwego i przy niewielkim oporze, z udziałem taranów, wdziera do Wielkiej Siedziby, głównego donżonu twierdzy, w którym zostało ledwie kilku obrońców. Na szczycie BG zatykają sztandar Stannisa, tarasują drzwi wejściowe i pozwalają ludziom na szabrowanie. Sami muszą solidnie wypocząć, pozszywać rany, zmienić opatrunki, wyspać. Dowodzi sir Eryk. Stary i Łańcuch zostali w lesie, z niewielkim taborem króla...
W Winterfell (zwłaszcza na północy i południu twierdzy ) wciąż są zbrojni Boltonów i ich sojuszników. Kamienny most prowadzący do Zbrojowni jest zamknięty. Tam też muszą być (zapewne nieliczni) ludzie lorda Pijawki, który jest więźniem bohaterów.
Zapada niespokojna noc… Koniec sesji.

_______________

Uff, cała przygoda upłynęła na walce, to naprawdę męczące, kości się „grzały”, ale daje sporo satysfakcji, wszystkim (nie słyszałem komentarzy negatywnych ;-) się podobało. Korzystaliśmy z figurek rzadko, bardziej przydały się szkice sytuacyjne i duża mapa Winterfell ze znacznikami oddziałów. Starałem się nie zwalniać tempa, zachować dynamikę, opisując jednak najistotniejsze taktycznie elementy rzeczywistości.







Na koniec obiecane Graczom statystyki (choć to makabryczne i nie zalecam jako metody wychowawczej). Jakkolwiek mało realistycznie by to nie wyglądało, doliczyłem się następujących ilości (body counter w przybliżeniu):

Liczba przeciwników na pewno wyłączonych z walki przez BG (zabici, ciężko ranieni, niektórzy wspólnie przez dwie postaci na raz. Uwaga: łucznicy trafili więcej celów, ale nie każda strzała eliminuje):
Sir Eryk: 12
Virion: 27
Kell: 31
Siódmy: 28
Total: 98, w tym 5 zabitych “wspólnie” to daje łącznie 93 zabitych przez BG. Cóż, wyszło heroicznie…

Ogółem drużyna i podlegli im ludzie (a więc zbrojni z Ostatniego Domostwa, Szara Kompania i kilku Cerwynów) ukatrupiła podczas tej sesji około sześciu setek wrogów. Sir Eryk, jako dowódca, stracił łącznie 260 ludzi, głównie tych wiernych Umberom.  




    





Dziesięć przykazań najemnego miecza:

1.                 Nie walcz za darmo.
2.                 Nie walcz, jeśli nie musisz.
3.                 Szukaj wojny, unikaj bitew.
4.                 Przyjmuj wyłącznie gotówkę.
5.                 Nie zabijaj potencjalnych przyszłych klientów.
6.                 Wywiązuj się ze zobowiązań, ale:
7.                 Zawsze zostaw furtkę w kontrakcie.
8.                 Nie traktuj walki osobiście, to tylko praca, ale:
9.                 Kiedy walczysz, wygrywaj!
10.             Co z życia chcesz, za życia bierz… i w nogi.


Armia Stannisa jest coraz bliżej a drużyna postaci Graczy tkwi w Winterfell kombinując, jak zapewnić królowi zdobycie twierdzy. Realizując pomysł wywabienia bękarta Boltona wraz z pewnymi siłami z Winterfell, Siódmy i Mucha podjęli niezależne działania mające przechwycić kruka pocztowego. Siódmy wspinał się po zewnętrznej ścianie wieży i odpadł (w "Grze o tron" tak traktuję postaci nieobecnych Graczy, to już zasada ;-), na szczęście w wielką zaspę. Niemniej znalazł się poza murami Winterfell i nie miał wpływu na fabułę przygody. Mucha zakręcił się wokół maesterów pod przykrywką handlarza, który chce kupić od nich cenne rzeczy - wywary z ziół, przybory piśmiennicze, może jakąś miksturę. Poświęcił się i wydał kilka złotych smoków, żeby uwiarygodnić swoją wersję. Niestety, wracając ze sprytnie  "pożyczonym" krukiem w worku, wpada w łapy trójki zbrojnych, którzy dają mu solidny wycisk i sugerują powieszenie. Przeszkadzają im w tym Virion i Kell, zabijając wszystkich. Nie wyjaśnia się kto stał za napaścią na Muchę (czasowo trafia do lazaretu) - sir Patrik? Znudzeni żołdacy? Ktoś inny? Ważne, że Gracze otrzymują komunikat: nie rozdzielać się!

W tym czasie sir Eryk i Kalispera przeprowadzają długą rozmowę z lady Dustin. Kalisperze, od kilku dni będącej przymusowym „gościem” pani Barrowtown, udało się zdobyć ograniczone zaufanie gospodyni. Teraz wraz z Erykiem sondują lady Dustin, chcąc zorientować się, czy jest skłonna do zmiany lojalności z Boltona na Stannisa. Sprytna matrona najwyraźniej postanawia asekurować się na każdą możliwą okoliczność, ale wydaje się wyjątkowo nienawidzić lorda Dreadfort i jego bękarta. Po wszystkim Kalispera odmawia kontynuowania roli zakładniczki i wraca do przerwanej kilka dni temu opieki nad Hosteenem Freyem. Zdobywa zarówno jego względy, jak i afekt młodego giermka Astina. Dzięki szóstemu zmysłowi i świetnie rozwiniętym zmysłom zapobiega otruciu Freya, kurującego się wciąż po bitewnych ranach. W Winterfell rozpoczyna się dotyczące tego śledztwo, prowadzone przez ludzi Ramseya Boltona w sposób wyjątkowo nieumiejętny, być może celowo. Bohaterowie nie mają czasu i specjalnej możliwości własnego dochodzenia. Kalispera stara się za to podtruć psy Boltonów i namieszać w zapasach medykamentów. Drużyna wciąż dopracowuje plan działania, szuka możliwości paraliżu obrony zamku, zastanawia się nad zabiciem Roosa Boltona, itp. Kell dzięki regularnym zwiadom swej mewy zdaje sobie sprawę, że wojska Stannisa są kilka godzin od Winterfell.

Ubezpieczany przez ducha Kella, kruk z listem jakoby od lorda dowódcy Jona Snow, trafia do maestera Boltonów… W piśmie skreślonym dłonią sir Eryka, „Snow” prosi o pilną pomoc wobec hordy dzikich podchodzących pod Mur od południa, wspomina też o ratunku dla swej siostry Aryi. Wszystko jest zgodne z wcześniejszymi zeznaniami bohaterów i ma na celu wywabienie z Winterfell części sił Boltonów. Niestety BG nie są do końca świadomi wiedzy przeciwnika odnośnie Aryi Stark i misji Mance’a Rydera…

Hother Kurwistrach Umber zdradza drużynie, że kiedy zacznie się walka, wyciągnie Freya i z zakładnikiem przebije się za mury, do brata Morsa. Jego setka ludzi (1/4 sił) pomoże sir Erykowi otworzyć/utrzymać Bramę Myśliwego, jeśli podstęp Stannisa nie wypali. Mewa Kella zanosi do Wilczego Lasu, do Veny i zwiadowców z Szarej Kompanii, list informujący o przygotowaniu akcji pod Bramą Myśliwego… Kalispera przygotowuje odurzająca zioła, które trafiają do koksowników wartowników przy bramie Myśliwego.

Ramsey Bolton na czele tysiąca konnych opuszcza Winterfell informując, że zmierza na Mur odeprzeć Dzikich i sprowadzić z powrotem swoją porwaną żonę.

Z klatki znika Abel – zdradziecki bard, który, jak twierdzi lady Dustin, okazał się być Królem za Murem, niejakim Mancem Rayderem. Cała drużyna stawia się na rozkaz lorda Boltona w Wielkiej Komnacie, ale namiestnika północy tam nie ma. Zamiast niego jest Ben od Kości, jeden z zaufanych Bękarta. Wyraźnie prowokuje BG, ale jego zamysł (na czymkolwiek miał polegać) przekreśla determinacja Viriona i pomysłowość sir Eryka.   

Nagle okazuje się, że Hosteen Frey został zamordowany – poderżnięto mu gardło. Umber Kurwistrach jest wściekły, ale reszcie lordów północy śmierć Freya nie psuje humoru, zostaje to zwalone na tajemniczego zabójcę nękającego Winterfell od kilku tygodni. Zabiegi BG mające na celu wskazanie Boltonów jako sprawców nie przynoszą większych efektów. Udaje im się jednak powstrzymać Umbera, który po śmierci Freya chciał wycofać się ze wspólnych uzgodnień. Kalispera, sir Eryk, a nawet Virion i Kell wspólnymi siłami, apelując do różnych stron osobowości Kurwistracha, kupują sobie nieco więcej czasu. Armia Stannisa jest tuż, tuż. W końcu Umberowi kończy się cierpliwość, ponownie chce zerwać ryzykowną umowę z Szarą Kompanią. Ale jest za późno. Grają rogi sygnałowe, od Bramy Myśliwego (zachodniej) słychać okrzyki i trąby. Niedobitki Freyów (w rzeczywistości konni i garść pieszych Stannisa pod zdobycznymi sztandarami) proszą o wejście do Winterfell. Zewnętrzne wierzeje zostają otwarte, most zwodzony opuszczono. Zioła w koksownikach działają. Umber szybko uzgadnia z drużyną, że większość jego ludzi (ok. 300) zaatakuje siedzibę Boltonów i pojmie Roosa. Reszta po obu stronach wewnętrznej bramy wschodniej ma umożliwić dostanie się do Winterfell ludzi Stannisa. Chwilę później jest to potrzebne. Z niewyjaśnionych powodów druga brama nie zostaje otwarta, na zwodzonym moście wybucha potyczka. Na sygnał sir Eryka osłanianego przez Viriona, setka „emerytów” Umbera rusza na bramę i atakuje zbrojnych Boltonów od tyłu. Krata nie opada, jedno ze skrzydeł wejścia uchyla się i pierwsi ludzie króla wdzierają się do środka. Tymczasem na wielkim dziedzińcu Umber ze swoimi atakują osłoniętą kordonem przeciwników wieżę Boltona. Rozbijają wroga i odbijają się od zatrzaśniętych drzwi a po chwili dostają pod ostrzał kuszników z rotundy.

Kell realizuje uprzednio przygotowany plan (rozpoznanie i zgromadzenie surowców to podstawa!) – w zamieszaniu przedostaje się do Wielkiej Komnaty i podpala proporce oraz gobeliny zwiększając ogólny chaos i zarąbując kogoś przy okazji. Kalispera wraca do poobijanego (i/lub dobrze symulującego) Muchy, pragnącego jednak ratować z niewoli towarzyszy. Dwoje spryciarzy, omijając bitewny zamęt i niebezpieczeństwa, kieruje się do baszty, gdzie prawdopodobnie przetrzymywani są zakładnicy: sir Jon Hollard i (oby!) Mikael. Po drodze zauważają, że ludzie lady Dustin, w tym jej wasal, jednoręki Harwood Stout, na razie nie włączają się do walki. Rogi i surmy grają w całym Winterfell, coś dzieje się na północy i południu twierdzy. Zrobiwszy swoje w Wielkiej Komnacie Kell, choć inną drogą, także kieruje się do miejsca uwięzienia Hollarda. Przy okazji widzi jak setka konnych w barwach Boltonów wbija się szarżą w ludzi Umbera, wciąż próbujących sforsować główne drzwi do wieży (donżon Wielkiej Siedziby) zajmowanej przez lorda Pijawkę. Pośród czerwieniejącego śniegu walczą tam na śmierć i życie sir Eryk oraz Virion. Cięcie i … Koniec sesji.





Zaczęła się wielka bitwa o Winterfell. Będziemy ją rozgrywać na trzech płaszczyznach: narracja klasyczna wsparta mechaniką, taktyczne rozegranie niektórych scen z pomocą figurek, strategiczne spojrzenie na sytuację z mapą zamku i znacznikami oddziałów. Czyli nieco inaczej niż poprzednia bitwa na jeziorach w Wilczym Lesie. Tym razem jako podkład muzyczny bitwy wybrałem dynamiczne kawałki kojarzące się z chłodem, północą, starciem armii:

1.      Pan Tadeusz - „Bitwa” (Wojciech Kilar)

2.      Bravehart - „The battle of Sterling” (James Horner)

3.      Beowulf - „Slays the beast” oraz „Second Grendel attack” (Alan Silvestri)

4.       Serial Vikings - „Attack” oraz “Attack village”(Trevor Morris).

5.      “Dawn of War 2” soundtrack (Doyle  Donehoo).

6.      Zespół Yggdrasil album “Wardruna”: Iwar, Ingwar.