Dark Fantasy Role Play

mroczne mięcho ku czci Melpomeny złożone w ofierze

  • .
    - Witaj! Poniżej znajdziesz pomysły na przygody, scenariusze rpg, generatory i opowiadania w klimatach fantasy - wszystko (poza poezją i scenariuszami do Gemini rpg) autorstwa Maestro, choć często inspirowane różnymi źródłami. Fani systemów Warhammer, Monastyr, Gemini, Warlock!, Cień Władcy Demonów, D&D, Veasen czy Symbaroum i innych światów RPG powinni znaleźć tu coś dla siebie. Szczególnie chciałbym pomóc początkującym Mistrzom Gry. Nie szukajcie tu rzeczy, które szybko się dezaktualizują. To ma być źródło konkretnych inspiracji do sesji gier fabularnych z niewielkim dodatkiem teorii rpg. Krwiste mięcho role playing.


Od zdobycia Winterfell minęły ponad dwa tygodnie. Oddział Cristiana Borga nie wrócił, podobnie jak konny goniec wysłany po Wullów. Wróciły za to wrony. Zjawiły się wkrótce po rozwianiu ostatnich słupów smolistego dymu ze stosów palonych zwłok. Nieprzyjemny swąd trupów wsiąkł w szare mury Winterfell, ale na całym terenie twierdzy nie ostały się żadne niepogrzebane ciała, co uspokoiło sir Eryka i Muchę. Wielkie hałdy poczerniałych kości szybko pokrył całun szronu i śniegu, wiatr roznosił prochy poległych i gwizdał w zębach blank. Szara Kompania, z dużą pomocą górskich klanów, umocniła się w obrębie wewnętrznego zamku, obejmującego donżon i Wielką Komnatę. Kompanioni nie mieli czasu na nudę. Najpierw grabież i palenie zwłok, potem musztra, kopanie i maskowanie pułapek na południowym przedpolu twierdzy, kolejne ćwiczenia i wieczorne integracje, skutecznie wypełniały senny zimowy czas. Wojna została gdzieś daleko. Żołądki były pełne,  stopy suche.

Przygodę zaczęliśmy od długiej, rubasznej i osobistej rozmowy postaci przy śniadaniu. Henzi „Mucha” postanowił się ożenić z Petrą, byłą służką lady Dustin i poprosił Kapitana o przeprowadzenie stosownego rytuału w obrządku Hexogi. Nowa religia zaczęła odgrywać coraz większe znaczenie w Kompanii i fabule przygód. Jak wymyślił Khaki (grający sir Eryka), Hexoga jest boginią rozwagi i sprawiedliwości. Nakazuje swoim wyznawcom zawsze dociekać prawdy - nawet kosztem litery prawa i innych zasad. Sprzeciwia się tyranii tak samo jak przestępstwu. Jej wyznawcy walczą z niegodziwością, zakłamaniem i kłamstwem w każdej postaci. Aby zostać członkiem kultu należy „wyznać prawdę”: zdradzić najbardziej skrywany sekret, największą zbrodnię, największy wstyd. Ową „Prawdę” przekazuje się kapłanowi, który zapisuje wszystkie wyznania w Księdze Kłamstw.

Szarzy Bracia chcieli posłuchać o Hexodze i jej prawach. Ślub Muchy i Petry (która przystała na małżeństwo dopiero wówczas, gdy sir Eryk odrzucił jej względy) był dobrą okazją. Kapitan, mieniący się „Rycerzem Hexogi” pełnił rolę kapłana do momentu, kiedy nie przekazał tej funkcji Henzi’emu. Nowożeńcy wyznali sobie i sir Erykowi swoje sekrety, Mucha jako kapłan musiał wypowiedzieć swoją tajemnicę wobec wszystkich. Przyznał się do tchórzostwa - opuszczenia swojej rodziny i przyjaciół w potrzebie, kiedy jego cyrkowy tabor został napadnięty. Paladyn i nowy kapłan Hexogi intensywnie zaangażowali się w krzewienie nowej wiary wśród braci. Tymczasem Kell „Niedźwiedź” oraz Virion mocno się od niej dystansowali, nie wchodząc jednak (na razie?) w spór z przyjaciółmi.

Virion wraz z Jednorękim wytrwale szkolili ludzi. Wszystkim braciom rozdano po jednej sztuce broni ze smoczego szkła, reszta obsydianu czekała w skrzyni, obok zapasów żywności zgromadzonych w piwnicach Wielkiej Siedziby. Starożytny róg sygnałowy zawieszono w sepcie. Mucha, zaznający miodowego miesiąca w ramionach Petry, nie mógł się doczekać, aby zadąć w tajemniczy instrument. Kell prowadził codzienne obserwacje na skrzydłach mewy, koordynował też wysyłanie oddziałów zwiadowczych w najbliższą okolicę.

List od Jorelli Mormont, wysłany krukiem z Niedźwiedziej Wyspy, zaskoczył wszystkich. Dziewczyna pisała o niespokojnych wodach Lodowej Zatoki, o martwych stworach w wodzie i na wybrzeżu, o setkach dzikich przekraczających Most Czaszek na zachodnim krańcu Muru. Kiedy dowiedzieli się o tym górale, wielu postanowiło natychmiast ruszyć do domów, aby dopilnować bezpiecznego dotarcia bliskich do Winterfell.

Tu zaczęły się kłopoty. Bohaterowie nie chcieli pozbywać się „siły żywej” i na różne sposoby przekonywali klanowych wojowników do pozostania. Tłumaczyli i grozili. Doszło do scysji z Torrenem Liddle’m, klanowy naczelnik wziął się za łeb z Virionem, ale zostali rozdzieleni nim komuś stała się krzywda. Górale chcieli też nieco obsydianowej broni, ale BG twardo odmawiali. Trudno powiedzieć, jak by się zakończyła cała sytuacja (sir Eryk rozważał pojedynek z Torrenem!), gdyby nie respekt klanów wobec, nielicznej już przecież, Szarej Kompanii i grupy braci z kuszami w pobliżu. Koniec końców w Winterfell z Kompanią zostało 120 górali, w tym aż 50 Liddlów, niepewnych, czy zostaną wpuszczeni z powrotem. Razem z nowymi rekrutami i weteranami sir Eryk dysponował ponad 170 sprawnymi zbrojnymi. Trzy dni później stan osobowy się zmienił. 
Mrok zjawił się tego wieczora wcześniej. Za wcześnie. Nagle nienaturalna ciemność zagarnęła Winterfell zionąc upiornym mrozem. Pozbawionym wiatru, odbierającym dech i odwagę, martwym ostrym chłodem; kłującym w piersiach i oczach pierwotnym zimnem zamrażającym i kruszącym dusze. Powietrze, noc i sama przestrzeń zdawały się zamarzać, w jednej chwili zlodowaciały proporce, zaś duszące zwoje chłodu owinęły się wokół Wielkiej Siedziby, w której schronili się bohaterowie. Trąbki wzywały wszystkich do bezpiecznych, ciepłych, bronionych budynków, ale nie wszyscy zdążyli. Po chwili nie było nikogo na tyle odważnego i wytrzymałego, aby zdecydował by się wyjść na zewnątrz, w otchłań i pustkę, w której gasły gwiazdy. Zimno wlało się w serca ludzi, wraz z nim zakradły się strach i bezradność. Ogień kominków, kaganków i pochodni nie dawał prawie ciepła, tylko mdłe, mizerne światło, podkreślające blade, przerażone oblicza kompanionów.

Szara Kompania przetrwała jednak tą bardzo długą, pełną strachów, noc, choć pod jej koniec, jakąś godzinę przed świtem, Kell i Virion musieli siłą budzić przyjaciół z paraliżującego snu, przedsionka śmierci. Kiedy zły ziąb minął, a na wschodzie zamajaczyła poświata poranka, bohaterowie poprowadzili wycieczkę z donżonu i zetknęli się z martwymi, choć wciąż chodzącymi, towarzyszami broni – kilkunastoma nieszczęśnikami, którzy nie zdążyli schronić się przed zimnem. Coś ich przemieniło. Po kilku godzinach mrocznego, martwiczego mrozu starcie z ożywionymi trupami niespecjalnie poruszyło szarych braci, mimo że dźgali własnych druhów. Przypominało to dalszą część koszmaru, mimo wszystko lżejszą niż nocna groza. Ogniem, stalą i smoczym szkłem oczyszczono dziedzińce i wejścia do Wielkiej Komnaty, gdzie ranni również przetrwali. Niestety, kilkuosobowy zwiad regularnie patrolujący okolicę poza murami nigdy nie wrócił. Zmarła i przemieniła się też trzecia część jeńców, upiornie upchniętych w przepełnionych lochach. Mucha stracił przytomność, gdy próbował zadąć w wielki, starożytny róg sygnałowy zawieszony w sepcie. Wciągnął w płuca coś z wewnątrz instrumentu, jakby sopel powietrza i ogarnęła go ciemność.
 


Rankiem okazało się, że wokół Winterfell szwenda się kilkaset wygrzebanych spod śniegu trupów. Zwabiono je do bramy i sukcesywnie unicestwiano – smoczym szkłem i ogniem. Bohaterowie przećwiczyli i omówili skuteczność obsydianowej broni, niestety zbyt kruchej wobec kolczug, płyt zbroi czy nawet kilku warstw skór i futer. Ogień sprawował się nieco lepiej. Wydawało się, że światło słoneczne spowalnia ożywieńców,  koło południa stali się ospali, wielu upadło i znieruchomiało. Przed świtem niebieskookie upiory również były wolniejsze od ludzi i niezdarne, ale niezwykle silne, odporne na ciosy. Wyciągnięto wnioski i dostosowano do nich ćwiczenia. Niespodziewanie wrócił Cristian Borg z połową swego konnego oddziału. Zameldował, że Bękart Boltona wyprawił się na sam Mur, po drodze dołączając najwyraźniej posiłki z rodzinnego Dreadfort i chwytając Morsa Umbera.  

Błąkających się i szukających ofiar martwych pokazano Roosowi Boltonowi. Zimne niebieskie oczy Namiestnika Północy jak zwykle niewiele zdradzały, ale długo patrzyły na dziesiątki nienaturalnych stworów urągających boskim prawom. Lord Bolton zaproponował, żeby w takich okolicznościach zapomnieć o swarach. Pomimo ryzyka chciał osobiście wyruszyć do Królewskiej Przystani i przedstawić sprawę królowi. Meldunki Nocnej Straży od zawsze traktowane były na dworze jako przesadzone. Dodatkowo obiecał całkowitą amnestię dla całej Szarej Kompanii i zaszczyty dla jej oficerów, między innymi biały płaszcz Gwardii Królewskiej dla sir Eryka. Bohaterowie odrzucili propozycję bez negocjacji i więzień wrócił do swej komnaty.

Wcześniej na Niedźwiedzią Wyspę wrócił kruk z informacją o zdradzie i hańbie Ramseya występującego nawet przeciwko swemu ojcu. BG prosili też w liście o rozpowszechnienie wieści oczerniających krwawego Bękarta.

Mijały dni. Bohaterowie niecierpliwili się. Nie zwykli tak długo tkwić bezczynnie w jednym miejscu, na dodatek nie wiedząc, jak przebiegają istotne dla nich sprawy, toczące się gdzieś daleko. Maron znów kusił Viriona powrotem na Żelazne Wyspy i swobodnym pirackim życiem, Mance przypominał Kellowi o bliskich na Murze, gdzie zostawił syna i szwagierkę Val. Mucha i sir Eryk pogrążali się w dopracowywaniu kultu Hexogi, czasami zapominając o całym świecie i prześcigając się nawzajem w religijnym zapale. Henzi (pomiędzy figlami ze znudzoną Petrą) ponownie analizował słowa przepowiedni usłyszanej w Wilczym Lesie i kiedy dowiedział się, że sir Eryk tak naprawdę pochodzi z rodu Dayne (tego posiadającego rodowy legendarny miecz o nazwie „Świt” wykuty ze spadłej gwiazdy), gorąco uwierzył w niezwykłość przeznaczenia swego, Kapitana i całej Szarej Kompanii.

Dni mijały, chłodne i spokojne, czasem śnieżne i wietrzne. W powietrzu coś wisiało. Cisza przed burzą. Najpierw jednak przyszedł jej pierwszy podmuch.  

                                                                                   *

Na murach grają trąbki sygnałowe, alarmując, obwieszczając przybycie wroga. Z Wilczego Lasu odpowiadają dźwiękiem rogi, spomiędzy drzew wychodzą liczni piesi wojownicy; okutani w futra i skóry, dzierżący włócznie i maczugi, niektórzy noszą kościane fetysze i totemy. Jest ich wielu…

Mance Rayder, wniesiony przez Kella na mury, rozpoznaje w nowo przybyłych Wolnych Ludzi. Identyfikuje nawet kilku wodzów: Sorena Rozbijacza Tarcz, Ślepego Dossa, Torrega Wysokiego oraz Ygona Ojca. Dzikich jest przynajmniej trzystu, nie wiadomo, ilu siedzi w lesie. Hałasują i prowokują obsadę murów na zachodnich błoniach – przed Bramą Myśliwego. Grupka harcowników podchodzi bliżej i wywołuje Bękarta Boltona, którego najwyraźniej spodziewają się tu znaleźć. Słysząc, kto dzierży teraz Winterfell, domagają się wpuszczenia do środka, żądają otwarcia bram, co spotyka się z oczywistą reakcją bohaterów. Dzicy cofają się i dobre pół godziny naradzają w cieniu drzew. W końcu wysyłają swojego człowieka na rozmowy. To Soren Rozbijacz Tarcz, jeden z wodzów. Zostaje wpuszczony na most zwodzony, za zewnętrzne mury bramy południowej, jedynie w towarzystwie dwóch młodych wojów. Widok kalekiego Mance’a wydaje się nie robić na Sorenie wrażenia, choć jest ciekaw, czy Rayder jest więźniem Kompanii. Uważnie przypatruje się wysokim murom wewnętrznym, sir Erykowi i jego przybocznym, jednocześnie ględząc coś bez ładu i składu o zemście na Boltonach, obietnicy Jona Snow i ratowaniu Mance’a. Pytania BG zbywa, powtarzając wciąż od nowa swój wywód. Nieskładną tyradę przerywa nagle towarzyszący Sorenowi bezimienny, krępy wojownik stojący po lewej.

- Nie pamiętasz mnie, prawda? – pyta, patrząc na Viriona i postępując do przodu. Soren próbuje mu przerwać, warczy groźnie, ale dziki kontynuuje:  - Nie pamiętasz boju pod Murem? A TO pamiętasz?! – tryskając śliną z zarośniętej, pokrytej czyrakami gęby, woj podrywa topór i rzuca się na Viriona! Na oszronionych deskach mostu wybucha wściekła walka na śmierć i życie.   

 

Pierwszy dzień pokoju w Winterfell szybko zamienił się w krwawą jatkę, chociaż zaczął się cicho, niepozornie, wręcz melancholijnie. Rankiem, po naradzie sir Eryka z Kellem "Niedźwiedziem" Rayderem i Henzim Muchą, odbył się pogrzeb ostatnio poległych szarych braci. W cieplejszym, spowitym mgłami zakątku Bożego Gaju, dopełniono starych i nowych tradycji – zmarłym posypano twarze popiołem, położono na piersiach czarne kamyki Hexogi, które potem Mikael skrzętnie zebrał do worka, zaś Mucha z kilkoma kompanami odciął skrawki ubrań zabitych by wszyć je potem w Wystrzępiony Sztandar. Przy okazji oficjalnie i entuzjastycznie potwierdzono funkcję sir Eryka jako Kapitana Kompanii. Elokwencja rycerza i wyczucie tłumu Muchy ponownie zaprocentowały. Wieczorem Łańcuch chciał się zgłosić na regularną odprawę sztabową i wyjaśnić resztę wątpliwości, na przykład ustalić zastępców-poruczników dowódcy.

Tymczasem sir Eryk dowodził. Cristian Borg, zgodnie ze swoją wolą i naturą, miał wyruszyć na poszukiwanie Ramseya Boltona. Inne grupy zwiadowców miały szukać w najbliższych zamkach kruków pocztowych i dokonać rekonesansu w lesie. Virion z Veną udali się do leżącego najbliżej kasztelu Cerwyn. Sir Eryk, Mucha i Kell ruszyli zaś do Wielkiej Siedziby – wieżycy donżonu, gdzie na 5 kondygnacji wciąż pomieszkiwała w otoczeniu swych zbrojnych lady Dustin. Bohaterowie chcieli otrzymać od Pani Barrowton przysięgę wierności dla sprawy króla Stannisa (z racji nieobecności Jego Miłości lady miała klęknąć przed proporcem Baratheona), oraz przenieść jej ludzi do innego budynku Winterfell. Wszystko poszło nie tak, jak powinno...
Po pierwsze na audiencji zabrakło Muchy (chwilowo pełniącego obowiązki chorążego), który z Petrą – jedną ze służek lady Dustin (trzy dwórki powróciły do swej pani zeszłej nocy, po uwolnieniu z niewoli) – oddał się intensywnym cielesnym igraszkom, najlepszym w swoim życiu. Po drugie arystokratka zdecydowanie odmówiła spełnienia warunków sir Eryka, który postawił sprawę na ostrzu noża, ryglując od środka drzwi do komnaty lady i biorąc ją za zakładniczkę.

Kell rozprawił się szybko z dwoma, nerwowo reagującymi i agresywnymi, służkami szlachcianki, skrępował więźnia, a chwilę później zmuszony był trzymać lady nóż na gardle, kiedy jej zaprzysiężeni zbrojni wyważali drzwi. Ostatnia, rozpaczliwa próba sir Eryka apelowania do rozsądku i groźby nie przekonały lady Dustin. Być może kobieta była zbyt wściekła i zdumiona, nie wierzyła, że BG mogą posunąć się do realizacji swych gróźb? Może wydawało jej się, że poznała charakter sir Eryka i to on pierwszy skapituluje. Tak się jednak nie stało, sytuacja szybko wymknęła się spod kontroli. Do komnaty wtargnęli zbrojni zakładniczki, w tym kusznik. Słowa nie podziałały, zabrakło czasu. Brzdęknęła cięciwa, sir Eryk zatoczył się, Kell poderżnął gardło lady (kilka dni temu zrobił to samo ze Starym) i brawurowo wyskoczył przez okno na szeroki, śliski parapet. Cudem utrzymał równowagę, a następnie szczęśliwie opuścił się po gargoylach i wykuszach niżej, poza zasięg przeciwnika. W międzyczasie zbrojni z Barrowton dali trąbkami sygnał reszcie towarzyszy rozrzuconych po Winterfell. To samo uczynili Szarzy Kompanioni. Później okazało się, że konflikt pomiędzy niedawnymi sojusznikami równolegle wybuchł też przy stajniach, kiedy poszło o prawa do zdobycznych koni.

Mucha, pozostający na piątym piętrze wielkiej wieżycy, miał nie mniej szczęścia niż Kell. Najpierw przyczaił się w swym gniazdku rozkoszy, a potem niemal w jednym kawałku przedarł się do schodów i wskoczył do swoich, lawirując między ostrzami i padającymi ciałami. W tym całym zamieszaniu Henzi nie zapomniał o Wystrzępionym Sztandarze, a na dodatek płynnie przejął dowodzenie w donżonie, będąc obok Dratwy najwyższym oficerem kompanii. Sytuacja na piętrach ustabilizowała się, jednak na parter wpadł nagle z dziedzińca wasal i prawa ręka lady – jednoręki Harwood Stout z grupą rycerzy. Ciężkozbrojni odrzucili do tyłu szarych kompanionów i dopiero zapał Muchy umożliwił skuteczny kontratak oraz utrzymanie pozycji do chwili przybycia Borga z posiłkami w postaci górali. Stout został pojmany. Korzystając z zamieszania Mucha chciał pozbyć się Borga, ale zamiar spalił na panewce, zaś zdezorientowany Kell powalił Henziego pięścią. Ponury chorąży na szczęście nie zorientował się, co się właśnie miało miejsce i pobiegł walczyć na piętrze.

Ostatecznie sytuację w Winterfell opanowała interwencja górali, konkretnie licznego klanu Liddlów i jego naczelnika Torrena Liddle’a, z którym Mucha i Kell szybko się dogadali.

Stouta przesłuchano, potwierdzając, że lady Dustin do końca grała na dwa fronty, zabezpieczając się w razie odmiany losu. Liddlowie zajęli wyższe piętra Wielkiej Wieżycy, Torren pożyczył sobie Petrę i żeliwną wannę Starków. Górale stwierdzili, że warto sprowadzić do Winterfell swoje rodziny, to miejsce idealnie nadaje się do przetrwania długiej zimy.  

Tymczasem Borg pożyczył od klanów 16 koni i wyruszył tropić Ramseya Boltona, nie do końca będąc zadowolonym z faktu, że sir Eryk przeżył całe zamieszanie. Postrzał z kuszy okazał się niegroźny, nie doszło też do mściwego zrzucenia rycerza z okna wieżycy. Ten los nie ominął jednak ciała lady Dustin…

Opatrzony przez Łapiducha Sir Eryk pogrążył się na kilka godzin w depresji, gryząc się swoją wcześniejszą pochopną decyzją i śmiercią lady Dustin, szacownej wdowy, szlachcianki, z którą przez kilka dni prowadził zajmujące rozmowy… Dopiero ziółka Kalispery pomogły odzyskać Kapitanowi rezon. Bohaterowie radzili się Mance’a Raydera, opowiadającego o Innych i potrzebie zorientowania się w sytuacji strategicznej. Wieczorem dopełniono też formalności związanych z wyborem zastępcy dowódcy. Sir Eryk zdecydował się na razie na tylko jednego porucznika i został nim Kell, choć byli inni chętni. „Niedźwiedź” postanowił też zostać następcą Skryby Łańcucha, co zdjęło ten zaszczyt z barków wytypowanego pierwotnie Muchy.

Następnego dnia wrócili Virion i Vena, niestety bez kruków. Sierżant zajął się wraz z bratem Maronem poszukiwaniem kilku niezdyscyplinowanych i zaginionych kompanionów, którzy zapuścili się w podziemia Krypt WInterfell celem odnalezienia legendarnych skarbów Starków. Szara Kompania otrzymała też zaległy żołd – mimo, że skarbona kompanii przepadła podczas ataku Bękarta Boltona, to zgromadzone zapasy gotówki rozdysponowano pomiędzy żywych kompanionów, co wyraźnie podniosło morale. Sir Eryk włączył w to swoje oszczędności, zaś Kell tymczasowo zrezygnował z wynagrodzenia.

Bohaterowie zastanawiali się, gdzie nagle znikneły wrony? Ścierwojady niespodziewanie odleciały zeszłej nocy i nawet talenty warga, wcielonego w mewę, nie potrafiły tego wyjaśnić. Mucha wzdychał za Petrą, którą Torren w końcu oddał. Henzi miał jednak czas, aby dopilnować uzupełnienia sztandaru o nowe łaty oraz wzmocnienia chorągwi specjalnym obszyciem (ścieg pentoski). Sir Eryk prowadził intensywną rekrutację wśród górali. Okazało się, że wybór Kella na porucznika był zagraniem politycznym, mającym pokazać klanom, jak ktoś "od nich" może szybko awansować w Kompanii. Mucha nie chciał być gorszy. Rozpoczął akcję propagandową wśród więźniów – ludzi lorda Boltona. Chciał przekonać się, czy zbrojni z Dreadfort są lojalni i czy mogą jakoś przydać się Szarej. Tymczasem górale wysłali do swych wiosek posłańców celem ściągnięcia do Winterfell całych rodzin. Czas mijał... Odnaleziono zaginionych kompanionów w Kryptach i zaczęto eksplorować głębsze, wcześniej niedostępne, starożytne poziomy. Kolejnego dnia z Muru przyleciał kruk. „Jon Snow nie żyje – pisał nowy, 999.  Lord Dowódca - Na Winterfell idzie kilkuset dzikich. Zawiadomcie króla, że Nocna Straż pozostanie neutralna”.

Borg dał znać przez konnego gońca, że natrafił na ślad oddziału Bękarta Boltona. Ramsey najwyraźniej ruszył najpierw na północny wchód, a nie do Wilczego Lasu, jak spodziewali się bohaterowie. Co zamierzał? I gdzie był król? Kell Rayder, kierujący przygotowywaniem przeróżnych pułapek na południowym przedpolu Winterfell, ponownie rozpoczął powietrzne zwiady na skrzydłach mewy. Szukał orszaku Stannisa. Mucha odpowiadał za umocnienie „wewnętrznego zamku” – obszaru obejmującego donżon i Wielką Komnatę.
Sir Eryk wysyła z powrotem na Mur kruka z następującymi wieściami "Winterfell zdobyte przez ludzi Stanisa. Ranny król wraca na Mur".

Zwiad powietrzny warga wykazał jedynie trzystu Wullów wracających lasem na pogórze, nie trafił na żaden ślad króla. Sir Eryka znów męczyło sumienie i złe sny o śmierci lady Dustin. Własnoręcznie pochował ciało kobiety w Bożym Gaju, a następnie wydał rozkaz spalenia wszystkich niepogrzebanych zwłok na terenie Winterfell. Zadanie nie należało do prostych i szybkich, ale dało ludziom zajęcie. Przez najbliższe dni nad twierdzą unosiły się czarne, cuchnące kolumny gryzącego dymu. Wrony wciąż nie wracały do stolicy Północy.

Tymczasem...

Kell pod okiem Łańcucha zagłębia się w Rejestr – swoistą kronikę kompanii, rozmawia też często z ojcem, który przypomina mu o Murze i reszcie rodziny. Bohaterowie wespół z Mancem Rayderem zastanawiają się wspólnie kto prowadzi Dzikich idących z północy? Jakie zamiary mają "Wolni Ludzie" i czy Mance będzie potrafił nad nimi zapanować? Sir Eryk otrzymuje wreszcie ochronę - pięciu ludzi (w tym trzech młodych Wullów) czuwających przy nim w dzień i w nocy.

Na dolnych poziomach Krypt kompanioni niespodziewanie odkrywają magazyn ponad 400 sztuk obsydianowej broni: groty włóczni, noże, miecze, setki grotów strzał ze smoczego szkła. Niżej są pradawne sarkofagi i skamieniałe korzenie czardrzew z mumiami niewielkich istot (mitycznych Dzieci Lasu?) oraz kośćmi olbrzymów (smoków?). Szarzy bracia znajdują też wielki, kręty, okuty i pokryty runami róg sygnałowy. Czyżby był to legendarny Róg Joramuna? Na razie nie ma chętnych do grania na nim...

Cristian Borg nie wraca. Kalispera patrzy niechętnym okiem na Petrę, która szybko odnajduje się pośród Szarych. Z kolei Cołaska nie radzi sobie z popytem na jej nieco przejrzałe wdzięki. Chłopcy są wygłodzeni a w Winterfell ostało się niewiele kobiet... Mucha nie chce dzielić się Petrą.
W kolejnych dniach siarczysty mróz słabnie, ustępuje śnieżnym zadymkom, potem wzmaga się wiatr. Wszyscy mają nadzieję, że nie powtórzy się pamiętna wielodniowa zamieć. W Winterfell jest ciepło i przytulnie, zapasów starczy na pół roku. Wśród, nielicznych już, członków Szarej Kompanii coraz istotniejszą rolę zaczyna odgrywać kult Hexogi. Nocami na ścianach pojawia się symbol tej bogini, jak niegdyś w obozowisku w Wilczym Lesie. Czy to ostrzeżenie? Obietnica? Przyszłość pokaże.



Aktualny stan osobowy według Rejestru Kompanii:
- 53 braci + 5 sióstr (Kalispera, Ythar, Cołaska, Maruda, Petra. Vena w nomenklaturze Szarej jest traktowana jako "brat"), w tym 13 poważnie rannych.
Poza Winterfell znajduje się 15 ludzi (Borg z grupą zwiadowczo-pościgową), w twierdzy jest więc zaledwie 25 kompanionów zdolnych do walki... Winterfell należy do górskich klanów.
W lochach siedzi blisko 270 ludzi - zbrojnych Boltonów i lady Dustin. W Wielkiej Komnacie, przerobionej na olbrzymi lazaret, wśród dziesiątków rannych jest też Hother Umber.

Sir Eryk wraz z Muchą zwerbowali 28 nowych rekrutów, wszystkich z pomniejszych górskich klanów. Zobaczymy, jak szybko (jeśli w ogóle) nowi staną się lojalnymi braćmi.    


Po zmierzchu Szara Kompania przystąpiła do dalszych działań nękających wroga. Sir Eryk wydał rozkazy i udał się na dłuższą rozmowę z jeńcem – Roosem Boltonem. Tajnym tunelem, prowadzącym z wieżycy do ruin Zimowego Miasteczka, wyruszyły małe grupki zwiadowców (głównie z Kalnu Wullów, w tym Vena „Łasica”) celem odszukania oddziałów górali „błąkających się” po Wilczym Lesie. Cristian Borg miał poprowadzić nocny wypad na Sept, odwracając uwagę od niewielkiej drużyny wyznaczonej do spenetrowania krypt pod Winterfell. Poza młodym góralem Karlem i majstrem Brusco do podziemi mieli ruszyć BG: Virion z bratem Maronem, Kell i Mucha.

Zanim do tego doszło, obudzony Maron poinformował, że jego dwaj kamraci z Żelaznych Wysp (Orm i Rolf) gdzieś zniknęli. Wkrótce znaleziono ich na poziomie zajmowanym przez zbrojnych lady Dustin – pod pretekstem zwiadu próbowali wymknąć się oknem na linie. Nieszczęśliwie dla nich, ludzie Boltonów na murze wewnętrznym podwoili czujność, a noc była księżycowa. Jeden z krakenów, człowiek o imieniu Rolf, spadł na dach zamku trafiony pociskami, drugi został pojmany przez Szarych i przykładnie ukarany.

Niedługo potem Borg poprowadził kilkudziesięciu ludzi na mur odchodzący od donżonu, a potem schodami w dół, do septu. Rozgorzała tam zacięta walka. W tym czasie bohaterowie ostrożnie wyślizgnęli się głównym wyjściem z wieżycy – bezpieczniejsze przejście na Kamienny Most okazało się zablokowane od zewnątrz. Przekradając się pod rzeczonym mostem drużyna została ostrzelana (na ślepo i raczej zapobiegawczo) przez wroga. Karl dostał bełtem w trzewia, Brusko w kolano. Obaj ranni cofnęli się do wieżycy wykorzystując bitewny zamęt z drugiej strony donżonu. Virion, Maron, Kell i Mucha przekradli się bezpiecznie dalej. Czołgając się w brudnym śniegu pośród zamarzniętych zwłok dostrzegli, że Koszary opuszcza oddział kilkudziesięciu nieprzyjaciół. Do bocznego wejścia do krypt w pobliżu zatarasowanej bramy wschodniej dotarli bez przeszkód; chwila odśnieżania i byli wewnątrz niewielkiego, pustego budynku. Odnalezienie niepozornych drzwi do podziemi nie zajęło dużo czasu, dzięki wystarczającej ilości latarni. Drużyna ruszyła wąskimi schodami w dół, w otchłań ciemności i prastarego chłodu.

Mucha, idący jako ostatni, miał nieprzyjemne, narastające wrażenie, że ktoś lub coś skrada się za nimi, pozostając na granicy światła latarni. Krypty miały być grobowcami Winterfell i w Hanzim narastało przeświadczenie, że duchy zmarłych są złe za naruszenie ich spokoju. Doszło do kilku nerwowych chwil, a nawet rękoczynów między zdenerwowanymi bohaterami. Skończyło się na tym, że to Kell „NIedźwiedż” zamykał pochód. Surowe, kamienne i lodowato zimne korytarze ciągnęły się głęboko pod fundamentami Winterfell. To miejsce należało do najbardziej starożytnych części twierdzy i drużyna czuła, że swoja obecnością w jakiś sposób je kala. W końcu bohaterowie trafili do szerokiego, głównego korytarza wspartego przez granitowe kolumny. Rozglądając się za tajnymi przejściami ruszyli pomiędzy wysokimi ścianami, pod którymi siedziały posągi zmarłych przedstawicieli rodu Starków na kamiennych tronach, zwrócone plecami do grobowców, gdzie złożono ich śmiertelne szczątki. Kolejni władcy Winterfell, niegdyś Królowie Północy, w milczeniu przyglądali się mijającym ich bohaterom. „Siedzieli w rzędach, a ich kamienne oczy patrzyły w wieczną ciemność. Każdemu towarzyszył wilkor, zwinięty wokół jego stóp. Przesuwające się cienie sprawiały, że kamienne postaci wydawały się poruszać.”* Na kolanach kolejnych panów Winterfell najwyraźniej spoczywały niegdyś miecze, po tych najstarszych zostały rdzawe plamy. Nowsze posągi miały jednak puste dłonie… Krypta ciągnęła się jeszcze dalej w ciemność, ukazując czasem całe rodziny wyryte w kamieniu. Ostatnie grobowce były niedokończone, puste i otwarte - czarne dziury, oczekujące na swoich zmarłych.

Drużyna kręciła się po podziemiach jeszcze przez dwie godziny. Odkryła szerokie zejście na niższy poziom, niestety zablokowane osuwiskiem (na upartego można by było się wcisnąć w szczeliny) i białymi jak kość korzeniami czardrzewa, oraz kolejny zawał w innej odnodze. W końcu bohaterowie odnaleźli to, co najważniejsze – tunel prowadzący w górę, na wewnętrzny zachodni mur i inny, ciągnący się pod Wieżę Biblioteczną, zajętą przez wroga.
      Zmęczeni ale zadowoleni z odkryć, bohaterowie wrócili bezpiecznie do Wielkiej Wieży i zdali raport dowódcy. Sir Eryk pochwalił osiągnięcia, sam nie miał niestety tak dobrych wieści. Atak Borga napotkał silny opór, oddział ostrzelano w pobliżu septu. Lady Dustin nie miała zaś zamiaru oddać Mance’a Raydera. „Wy macie Boltona, by Króla za Murem. To chyba sprawiedliwe i dobre dla równowagi naszego sojuszu?” oświadczyła.

Z kolei więziony Namiestnik Północy próbował sugestywnie przekonać i zastraszyć sir Eryka, roztaczając przed nim wizję niedalekiej przyszłości, nieszczęśliwej dla Szarej Kompanii.

Po krótkiej naradzie zmęczeni bohaterowie poszli spać. Późnym rankiem obudził wszystkich ostrzał z katapulty umiejscowionej nieopodal Wielkiej Komnaty. Kamienie i kłody grzmociły regularnie w Wielką Wieżycę nie naruszając jednak granitowych ścian budowli. Szczęście dopisywało drużynie, przeciwnik nie był w stanie odzyskać inicjatywy. Przed południem przybył poseł, chcący negocjować uwolnienie namiestnika Północy w zamian za wydanie więźniów. Zbrojni spod znaku Oskórowanego człowieka chcieli potem opuścić Winterfell, Bękart jakoby nie żył. Ramsey miał powadzić się z dowódcami wiernymi Lordowi Pijawce, zostać zraniony i wywieziony konno. Posłowi pokazano lorda Boltona i grano na czas. W południe Kell wcielony w Mewę odkrył dużą grupę górali (głównie z klanu Liddlów) wędrującą na Winterfell, prowadzoną przez Venę. Jednocześnie zauważył, że północna część twierdzy wydaje się być opustoszała.   

Usunięto blokadę tylnego wyjścia z wieżycy, okazało się jednak, że drzwi są zatarasowane od zewnątrz. Ludzie Bękarta nie próbowali ich sforsować, tylko zatarasowali, uniemożliwiając niespodziewane wycieczki Szarej Kompanii. BG skupili się na planowaniu ataku uwzględniając rychłe posiłki. Zamierzali krok po kroku opanować najbliższe i najważniejsze budynki, wykorzystać tunele i uderzyć z zaskoczenia w główne zgrupowania przeciwnika.

Pod wieczór pierwsi zmęczeni górale zaczęli przechodzić tunelem spoza murów Winterfell do wieżycy. Sir Eryk odetchnął, przeczuwając, że sojusz z lady Dustin jest sprawą nader niepewną. Rankiem plan był gotowy, ludzie wypoczęci. Po słownej konfrontacji z Jednorękim Harwoodem Stout’em, wasalem lady Dustin, Kompania otrzymała wsparcie 150 ludzi. Reszta została na szczycie Wielkiej Wieżycy strzegąc swej pani i rannych, a przy okazji mając dobry widok na całe pole bitwy i poza mury. Nowo przybyłych górali było niemal sześć setek, wszyscy palili się do walki. Część z nich wprowadzono do podziemnych tuneli krypt i zaprowadzono na stanowiska.

Wczesnym popołudniem rozpoczęło się zsynchronizowane uderzenie. Stronnicy króla Stannisa zaskoczyli wroga wypadając z niespodziewanych miejsc. Sami też byli zdziwieni napotykając początkowo jedynie nielicznych obrońców. Wybuchła walka pod bramą południową, ludzie Boltonów cofali się do budynków i barbakanu, ostrzeliwując, odpierając dwa szturmy zaciekłych górali. Szara Kompania ze zbrojnymi Stouta i resztą klanowych wojów oczyszczała w tym czasie kolejne budynki, wyparła kuszników z krużganków, oflankowała wroga obsadzając mur i ścierając się z nim pod Wielką Komnatą. Bój był zajadły, trup ścielił się gęsto po obu stronach. Chwilę później sir Eryk cofnął do donżonu setkę swoich (kompanionów i górali). W ostatniej chwili, bo wydawało się, że zbrojni lady Dustin szykują się do przejęcia kontroli nad budowlą i/lub uwięzionym Roosem Boltonem. Były to jednak „tylko” wrażenie Kalispery, dowodów nie zdobyto. Poza tym Mance Ryder został przekazany w ręce Kompanii, w geście dobrej woli. Walki o Wielką Komnatę przedłużały się do wieczora. O zmroku obsada barbakanu i umocnień przy bramie południowej skapitulowała. Ludzie Bękarta próbowali w ciemności kontratakować z Wielkiej Komnaty i odbić wewnętrzny mur, wciąż chyba nie zdając sobie sprawy z przewagi liczebnej przeciwnika. Sojusznicy Szarej Kompanii też byli ostrożni. Dopiero później okazało się, że w Winterfell, pod sztandarem oskórowanego człowieka, nie zostało łącznie więcej niż pięciuset zbrojnych. Muchy nie opuszczały złe przeczucia, nie dowierzał tak łatwej wygranej. Sir Eryk również zachowywał wysoce posuniętą ostrożność, powściągając zapędy Cristiana Borga pragnącego dopaść Ramseya i starając się zanadto nie wykrwawiać ludzi.

W końcu, o świtaniu, po niespokojnej nocy, obrońcy Wielkiej Komnaty również się poddali. Zaczęło się rozbrajanie, krępowanie i rozlokowywanie jeńców oraz, naturalnie, przesłuchiwania często wspierane talentem oprawcy Viriona i Przyjemniaczka.  Zwycięski poranek był pochmurny, pogoda się psuła, zaczynał sypać śnieg.



W toku indagacji okazało się, że Ramsey Bolton z pół tysiącem wiernych ludzi (w tym 150 konnych) niepostrzeżenie wyjechał dwie noce temu, ostrożnie wymykając się za mury nad ranem. Najwyraźniej zależało mu na ukryciu tego manewru przed Szarą Kompanią tkwiącą przecież w oblężeniu. Ponoć skłoniła go do tego informacja o rannym królu i posiadanych przez sir Eryka krukach.  Bękart postanowił ubiec Stannisa w wyścigu na Mur.

Zwycięstwo Boltonów nad prawowitym królem Stannisem okazało się zaiste pyrrusowe. Winterfell, stolica północy, zostało wzięte! Tylko skąd Bękart wiedział o losie Jego Miłości? Dlaczego ukrywał swój odjazd? Czy w Wielkiej Wieżycy jest zdrajca? Ktoś od lady Dustin? Cristian Borg? Rolf, który wcześniej spadł (odnaleziony martwy w Wielkiej Komnacie)? A może po prostu wygadał się jakiś kompanion pojmany podczas nieudanego wypadu Borga na sept?
Łańcuch i Cołaska zostali uwolnieni, podobnie jak kilku południowych rycerzy. Mucha odnalazł Rejestr Kompanii, najwyraźniej dokładnie przejrzany przez wroga. Przesłuchania ujawniły, że Bękart rozsyłał nocami kruki w różnych kierunkach. Odjeżdżając wziął ze sobą kilka ptaków, resztę zabił. Zaufani ludzie Ramseya w Wielkiej Komnacie mieli bronić Winterfell i, zależnie od okoliczności, spróbować zabić uwolnionego Lorda Pijawkę. Jednocześnie od dłuższego czasu sądzili, że lady Dustin jest więźniem Szarej Kompanii, współpracującej z dwoma zdrajcami Boltona:  zbuntowanym Stout’em i Hotherem „Kurwistrachem” Umberem.


Odnaleziony kruk lecący na północ (strącony przez Kompanię kilka dni temu) miał krótki, niepodpisany i niezaadresowany liścik. „Zrób wszystko, by wilczy bękart zginął”. Kto miał otrzymać tą wiadomość? Jakich jeszcze stronników i szpiegów miał/ma Bękart lorda Pijawki?  

Kell nie znalazł w Winterfell sztandaru Starków, który można by zatknąć obok królewskiej i kompanijnej chorągwi. To dziwne, bo taki proporzec gdzieś tu powinien być.


Co dalej?

Sir Eryk skłania się na razie do tego, by czekać w twierdzy na powrót króla. Zabezpieczyć zapasy i bramę południową. Orszak rannego Stannisa jest prawdopodobnie gdzieś w Wilczym Lesie, mozolnie poruszając się w kierunku Muru, a może do Deepwood Motte? Jak poważny jest stan króla? Jak go powiadomić? Można wysłać tropicieli z listem albo zamęczyć tą misją Kella Raydera i jego mewę. Niewątpliwie trzeba też zdobyć (gdzie?) kruki. Rozesłać do wrogów listy z pieczęcią Lorda Boltona, oskarżyć zdrajcę Bękarta? Ramsey Bolton ma kilkuset ludzi, w tym półtorej setki konnych. Czy jedzie do Dredfort czy na Mur po żonę? A może tropi Stannisa? Kolejne pytania dotyczą Północy. Czy Lord Dowódca Nocnej Straży podejmie jakieś kroki? Wyśle, lub sam poprowadzi dzikich? Zignoruje wezwanie i zatroszczy się o siostrę? Arya Stark powinna już dotrzeć na Mur, na którym jest żona i córka króla - jego młoda następczyni, którą sir Eryk obiecał posadzić na żelaznym tronie w wypadku śmierci Stannisa…
 
Zima trwa, podobnie jak Szara Kompania, choć jej bracia wciąż giną. 

________________________
* Fragment z "Gry o tron" Georga R.R. Martina w przekładzie P. Kruka.



Koniec kolejnego zimowego dnia w Winterfell. Sir Eryk, nieoficjalnie acz faktycznie nowy kapitan Szarej Kompanii, wraz ze swym ścisłym sztabem, w skład którego wchodzą: Virion, Kell i Mucha, przeprowadza kolejną naradę. Pozlepiane, stopione fantazyjnie świece oświetlają dębowy blat z mapą, brzuchy pochylonych nad nią postaci grzeje ciepłe wino, zadki ogień paleniska. Za radzącymi krząta się nerwowo Mikael, giermek dowódcy, wyraźnie coś w sobie tłamszący. Sir Eryk zagaduje o to chłopaka, ale bez rezultatu. Bohaterowie planują atak na pozycje wroga, szybki nocny wypad osłaniający Morsa Umbera i jego kilku ludzi, którzy chcą skrycie opuścić Winterfell i ruszyć do domu, do Ostatniego Domostwa. „Wronojad” Umber żegna się krótko i przypomina o opiece nad rannymi, w tym swoim bratem Hotherem. Wartownicy meldują o wzmożonych ruchach nieprzyjaciela na dziedzińcu wokół wieżycy. Kapitan, Virion i Kell idą się temu przyjrzeć, zaś Mucha zostaje z Mikaelem, aby wyciągnąć z chłopaka przyczynę jego dziwnego zachowania. Niestety, nie pomagają tu nawet tak wielkie talenty…
Kell jako pierwszy wygląda na zewnątrz, w mroźną pochmurną noc; dostrzega tu i ówdzie koncentrację sił przeciwnika. Nagle, w kloace u podstawy ścieku latryn coś wybucha. Wrogowie próbowali jakiejś sztuczki, która wypaliła im w twarze. Okazuje się, że zbrojni Boltona, wiele ryzykując, wznoszą na wielkim dziedzińcu, przed głównym wyjściem z wieżycy, niską barykadę. W kilku słowach przygotowano nocny wypad Kompanii. Przy sir Eryku wreszcie staje wiernie chorąży Kompanii Cristian Borg; podobnie jak Virion prowadzi do akcji jedno ze skrzydeł, w centrum niewielkiego oddziału jest sam kapitan. Z muru przyległego do donżonu osłaniają towarzyszy łucznicy, w tym strzelcy lady Dustin. Wypad przebiega doskonale, powalono około 30 wrogów, niewielkie straty ponieśli tylko ludzie na murze, wystawieni na ostrzał zza pleców i bocznej baszty, którą wróg chyba umacnia. Sierżant Virion błyszczy kilka razy talentem taktycznym, co nie uchodzi uwadze nielicznych przyjaciół.

Tej nocy ludzie Boltona w pobliżu donżonu nie mieli łatwego snu, zresztą mieszkańcy wieżycy również. Mucha regularnie ciskał z wysokiego piętra groźby i obelgi  psując osłabione morale wroga i wściekając próbujących spać sprzymierzeńców. Kell wraz z Veną i dwójka innych zwiadowców postanawia ryzykownie sprawdzić wysoki wewnętrzny mur Winterfell. Podobnie jak wcześniej Mors Umber, tylko z drugiej strony, kompanioni opuszczają się zręcznie po linach na spadzisty dach przyległego budynku i szczęśliwie podkradają pod mur. Mimo ciemności i przenikliwego mrozu Kell wspina się na niego, natyka na wartowników po zmianie wart. Jednego eliminują z dystansu towarzysze „Niedźwiedzia”, drugiego dobija Kell, trzeci atakuje i rani górala, który w obliczu odsieczy wrogów musi szybko i efektownie ewakuować się z muru. Powrót jest szczęśliwy dzięki gęstej ciemności i niemrawości przeciwnika, który drugi raz tej nocy dał się zaskoczyć. Czy Ramsey Bolton potrafi uczyć się na błędach? Mijający dzień wydaje się należeć do Szarej Kompanii.
Mimo to, kładąc się późno spać, sir Eryk ma złe przeczucia. Podejrzewając Mikaela o jakiś spisek prosi, by Mucha z kuszą ukrył się za kotarą. Indagowany przez rycerza po raz kolejny, Mikael załamuje się i wyznaje kapitanowi, że jego zachowanie to efekt wielkiego wstydu. Podczas przesłuchania opowiedział wszystko co wie o swym panu, kompanii, królu Stannisie i wszystkim innym. Zapewniony o wyrozumiałości sir Eryka, chłopak zasypia. Pół godziny później Mucha opuszcza kryjówkę i chce wyjść z komnaty, ale dowódcy nie opuszcza niejasny niepokój. Mucha postanawia sprawdzić pomieszczenie. Jakież jest jego zdziwienie, kiedy pod łóżkiem natyka się na zaczajonego zabójcę i jego ostry nóż – niestety, w odwrotnej kolejności. Odruch i trzymana w rękach kusza ocalają bohaterowi życie. Raniony Mucha rzuca się do kąta po miecz. Tymczasem zamachowiec wytacza się spod łoża i atakuje sir Eryka stojącego w negliżu obok łóżka. Rycerz zasłania się siennikiem przed lecącym nożem, uskakuje przed sztyletem, wskakuje na łoże, kopie przeciwnika. Mucha wkracza do akcji ze Światłonoścą, zaś obudzony Mikael rzuca się na plecy zabójcy z gołymi pięściami. Ranny napastnik zostaje powalony, a krwawiący Mucha odgrywa przed tłoczącą się w drzwiach gromadką kompanów wspaniałe przedstawienie, na wieki zapewniające mu sławę nieustraszonego obrońcy kapitana i drugiego twardziela w Kompanii (o pierwsze miejsce nieustannie konkuruje Virion i Borg). Bohaterowie nie wysypiają się tej nocy, podobnie jak poprzedniej.... 

Późnym rankiem, przed śniadaniem, herold Bękarta wykrzykuje groźby o: rychłej egzekucji Greatjona Umbera, nadciągającej pomocy Freyów i nadchodzącej zagładzie Ostatniego Domostwa. Być może w ciemności do Bliźniaków rzeczywiście został wysłany kruk? Nie psuje to bohaterom humorów, nastroje w kompanii dopisują. Sir Eryk przemawia do ludzi, nagradza dobrym słowem zasłużonych, w tym niedoścignionego Muchę. Virion rozmawia z bratem o ostatnich zmianach na tronie Żelaznych Wysp (śmierć Balona i powrót Eurona) i mimo namawiania do powrotu, przekonuje Marona aby ten związał swój los z Szarą Kompanią. Los Ashy Greyjoy pozostaje nieznany. Nie wyjaśnia go nawet Łapiduch, który zrelacjonował wcześniej drużynie okoliczności pojmania zastępu „Starego” i następujące po tym przesłuchania. Talentem do tych ostatnich nie może do końca wykazać się Virion. Przesłuchiwany niedoszły zabójca jest skory do rozmowy, nie ujawnia żadnych rewelacji. Oszacował za to ilość zbrojnych Bękarta na około 1500 ludzi, wskazuje też ich prawdopodobne rozlokowanie. Koło południa do Winterfell przybywają (wracaja?) niecałe dwie setki konnych, wyraźnie poszarpane w jakiejś potyczce. Bohaterom się wydaje, że oto wrócił trzystuosobowy oddział wysłany ledwie wczoraj na północ.

Powietrzny zwiad Kella, którego wcześniejsza spostrzegawczość i szczęście nocną porą mogły zadziwiać, wykazał, że konni Boltonów najpewniej starli się z grupą górali wałęsających się po Wilczym Lesie i Królewskim Trakcie, w sobie tylko wiadomym celu. Mewa warga dostrzegła też wędrującego na północ Morsa Umbera. Fortuna i wszyscy znani bogowie z Hexogą na czele (przekonuje się do niej coraz więcej braci) sprzyja Kompanii, sir Eryk zamierza kontynuować strategię nękania przeciwnika, bohaterowie zastanawiają się, czy krok po kroku można odbić całe Winterfell? Bękart lorda Pijawki najwyraźniej pogubił się, nie ogarnia wyzwania jaką stała się Kompania. Może opuścił twierdzę? Przygotowując się na różne scenariusze sir Eryk porzuca zabawy z łukiem i kuszą (naszła go ochota nauczyć się strzelania) i wydaje rozkaz cichego odblokowania tylnych drzwi donżonu, prowadzących do komnat zamkowych. Majstrowie Marka Myszora opracowali już technikę pokonania zniszczonego mostu zwodzonego (kładki z desek i łańcuchów). Teraz zabierają się za przygotowanie długich drabin oblężniczych – specjalnych tyk pomysłu kapitana. 


Bohaterowie wypoczywają, drzemią, jedzą, pierdzą i kurują rany. Kell i Mucha zbierają uznanie za ostatnie dokonania. „Niedźwiedź” przestaje być „nowym” i staje się wierzycielem „długu życia” u Willa Łapiducha, Hanzi zaś zyskuje opinię gościa mocnego nie tylko w gębie. Borg przestaje chwilowo kopać dołki pod dowódcą. Virion relaksuje się torturując prewencyjnie wybranych delikwentów. Sir Eryk duma. Modli się do Hexogi, marzy o różnych rzeczach, chwale w Królewskiej Przystani… Czy może być jeszcze lepiej? Otóż może!

Po południu Lady Dustin prosi bowiem o spotkanie z kapitanem i jego przybocznymi. Obawia się jakoby spełnienia groźby Bękarta i zjawienia się Freyów, choć potrwa to w najlepszym razie miesiąc. Ramsey może też ściągać posiłki z Fosy Cailin lub Dreadfort. Lady wraca do tematu Dzikich i ich wykorzystania w walce o Winterfell. Zastanawia się jak wpłynąć na Dzikich. W końcu ujawnia, że być może sama posiada do nich klucz, może go „użyczyć”, ale pilnie potrzebuje pomocy drużyny. Wśród jej ludzi jest, do niedawna więziony przez Boltonów, ciężko schorowany Mance Rayder – sam Król za Murem

Ujawnienie posiadania Raydera Lady Dustin przedstawia jako szczodry gest w stronę Kompanii i oczekuje wzajemności. Bohaterowie odnoszą jednak wrażenie, że lady jest po prostu zmuszona znaleźć pilnie zdolnego medyka. Weryfikacja stanu rannego potwierdza tą hipotezę. Mance Rayder, o ile to naprawdę on, ma liczne odmrożenia, nie wiadomo czy przeżyje. Na pewno straci ucho, stopę i kilka palców.


Twarz Raydera wydaje się bohaterom znajoma. Pierwszy orientuje się Kell – Król za Murem jest do niego bardzo podobny. Zbyt podobny, by był to tylko przypadek. Późniejsza rozmowa w cztery oczy z Mancem potwierdza przypuszczenia „Niedźwiedzia”. Król za Murem jest jego ojcem! Kell wykorzystuje dług wdzięczności dochodzącego do siebie Łapiducha, aby zapewnić Mance’owi jak najlepszą opiekę. Mimo swojego stanu ojciec „Niedźwiedzia” jest gadatliwy. Opowiada Kellowi o jego matce i swojej przeszłości. Po godzinie rozmowa schodzi na aktualną sytuację kompanii. Mance wspomina plotki o ukrytych tunelach, przejściach i skrótach w murach oraz budynkach Winterfell, o rozległej sieci kilkupoziomowych tajemniczych krypt. Nie ma jednak konkretów (inaczej zapewne by to sam wykorzystał w swojej misji ratowania Aryi Stark), drużyna też nie dysponuje takimi informacjami. Niemniej Kell postanawia od czegoś zacząć. Informuje towarzyszy o rewelacjach związanych z Mancem. Wraz z Virionem i Veną badają piwnice wieżycy, penetrują loch i studnię. Natrafiają tam na niewielki, zabezpieczony kratą tunel, odchodzący pod kontem prostym od cembrowiny studni ku wschodowi. Niski korytarz ciągnie się około 250 metrów, kończy zaryglowanym od strony BG wyjściem, zamaskowanym z zewnątrz, wychodzącym na ruiny „Zimowego Miasteczka” – zniszczonej osady pod wschodnimi murami Winterfell. Tymczasem na Mur, od „sir Eryka w służbie króla Stannisa”, do lorda dowódcy Nocnej Straży, leci kruk z prośbą o wparcie Dzikimi w walce z Boltonami. Pismo pomaga redagować Mance, tak, aby Jon Snow poczuł się zobligowany do działania. Niemniej Król za Murem podkreśla, że bohaterowie przeceniają jego ewentualny wpływ na „Wolnych Ludzi” (jak sam nazywa Dzikich)...

Później Sir Eryk wraca do planowania serii nagłych ataków – wypadów na różne punkty twierdzy. Jak odpowie na to Bękart? Czy wyciągnął wnioski z nocnych porażek? Wkrótce się okaże…

Roose Bolton, królewski namiestnik Północy jest wciąż, choć nieco zapomnianym, więźniem Szarej Kompanii. Lady Dustin sugeruje wykorzystanie lorda Pijawki celem skłócenia szeregów wroga. Sama jednak nie wybiera się do Boltona. Gra trwa dalej. Gra o tron północy, ale może stawka jest znacznie większa? Czas pokaże. A zima? Zima nadchodzi, jak zawsze.
  ____________________________________ 


Tym razem zaserwowałem graczom liryczny wstęp do sesji...
Na interpretację tego kawałka poezji niestety nie dali się namówić, a przecież ujawniam tu co nieco. Obok jeden z "posterów-zwiastunów" niniejszej przygody.



Tną niebo czarne skrzydła wron,
Biel przetykana czernią,
Sterczą złamane zęby bron,
Śmierć staje za odźwierną.

Tnie całun zimy wieży szpon,
Cierń w oko wroga.
Ongiś stał tu północy tron,
Krwawa ku niemu droga.

Dmie wicher na cmentarny ton,
Sztandar porusza szary,
Polegli szarpią płótna szron,
Mroczne swe niosąc dary.

Drzewiec, co siwe niebo dźga,
Valyrii lancą był.
Na smoczej kości sto rytów ma,
Ostatni: Reynard Hill.

Nowy Kapitan dzieje tka,

Hexogo, dodaj sił!
Przez krew i stal kompania trwa,                                                                           
Choć świat upada w pył!