Dark Fantasy Role Play

mroczne mięcho ku czci Melpomeny złożone w ofierze

  • .
    - Witaj! Poniżej znajdziesz pomysły na przygody, scenariusze rpg, generatory i opowiadania w klimatach fantasy - wszystko (poza poezją i scenariuszami do Gemini rpg) autorstwa Maestro, choć często inspirowane różnymi źródłami. Fani systemów Warhammer, Monastyr, Gemini, Midnight, Ravenloft, Dark Sun, Gra o tron (Pieśń Lodu i Ognia), Deadlands, Bestie i barbarzyńcy i innych światów RPG powinni znaleźć tu coś dla siebie. Szczególnie chciałbym pomóc początkującym Mistrzom Gry. Nie szukajcie tu rzeczy, które szybko się dezaktualizują. To ma być źródło konkretnych inspiracji do sesji gier fabularnych z niewielkim dodatkiem teorii rpg. Krwiste mięcho role playing.


Zbliża się zmierzch, trwają gorące narady w wieżycy donżonu. Nie chłodzi ich zimny wicher gwiżdżący w szczelinach strzeleckich ani mroźne cienie gęstniejące w murach znękanego Winterfell. Sir Eryk z przybocznymi w osobach Muchy i Kella, dopracowuje plan ataku na Zbrojownię. Dołącza do nich Virion, który podczas krótkiej rekonwalescencji wzmocnił wieź z bratem Maronem. Ślęczenie nad mapą, znaczniki oddziałów, rozważanie opcji. Brzemię dowodzenie, jarzmo decyzji przygniatają sir Eryka, ale młody dowódca nie daje tego po sobie poznać. Uważnie słucha doradców, pewnie rozkazuje, ma posłuch. Na zewnątrz wieżycy kolejny poseł Bękarta Boltona wykrzykuje zachęty do poddania i groźby. Obiecuje pieniądze dla każdego, kto wyjdzie z donżonu, 20 smoków ma dostać ten, kto przyniesie „młodemu lordowi” głowę sir Eryka. Szara Kompania słucha…  

Za pomocą bełtu, do Domu Gościnnego zajętego przez lady Dustin, trafia liścik z planem ataku na Zbrojownię. Sir Eryk chce "zaprosić do siebie" niepewnych sojuszników. Pani Barrowton nie potwierdza szczegółów, być może nie wszystkie wytyczne jej odpowiadają. Decyzja jednak zapadła, atak ruszy przed zmrokiem! Rycerz wyjaśnia wszystko ludziom, zdobywa ich poparcie, porywa ich do swojej wizji. Kompania skanduje jego imię, morale skacze w górę!  

Najpierw jednak BG czeka rozmowa z Borgiem. Okaleczony twardziel śpi, pilnuje go dwójka kompanów: Przyjemniaczek i Caleb Bane, beznosy (odmrożenie) dezerter z Nocnej Straży. Mucha zakręca się wokół Borga i podrzuca mu do buta dwie złote monety - przygotowuje pretekst do zlikwidowania niewygodnego konkurenta się Eryka. Na razie nie jest to potrzebne. W pełnej napięcia rozmowie z Borgiem bohaterowie dochodzą do przekonania, że nie zostali zdradzeni przez ambitnego chorążego kompanii, Bękart miał swoje źródła gdzieś indziej...

Czas na akcję! Hennic z Dorne i pięciu ludzi (sami ochotnicy) przebierają się za ludzi Boltona (opończe, tarcze z herbem), niespodziewanie dołącza do nich Kell. Ta grupka ma wmieszać się w uciekających, wypartych ze Zbrojowni wrogów, w zamieszaniu dotrzeć do platformy z Łapiduchem oraz Starym i uwolnić jeńców. Operacja niemal samobójcza! Tymczasem Mark Myszor dostaje rozkaz opracowania sposobu na naprawę/zastąpienie spalonego zwodzonego mostu przy bramie wschodniej.

Wszyscy zajmują odpowiednie stanowiska. Zachowując ciszę otwarte zostają drzwi i zwodzona kładka do Kamiennego Mostu. Kell zręcznie podkrada się pod wejście do Zbrojowni. Za nim skrada się kilkudziesięciu chłopa z Szarej, mają taran z dwóch powiązanych ław. Kilka mocnych uderzeń w drzwi Zbrojowni załatwia sprawę, Kompania wdziera się do środka, pomiędzy ostrza i groty przeciwników. Padają trupy i ranni. Kłębią się ciała dźgane i rozpruwane zimnym żelazem. W tym czasie Virion z grupą strzelców wychodzi na sześciometrowy mur odchodzący od donżonu na północ, będzie osłaniać swoich i ludzi lady Dustin - ich część ma dotrzeć do wieżycy przez dziedziniec. W Zbrojowni trwa zacięta walka, szarzy spychają wroga na parter, wypychają na zewnątrz; zgodnie z rozkazami dają uciec kilkunastu, którzy wpadają najpierw na zbrojnych lady Dustin (ups) a potem uciekają przez dziedziniec. Wśród uciekających ludzi Bękarta jest Hennic i Kell. 

Sojusznicy z Domu Gościnnego przedostają się w dwóch grupach do donżonu: część biegnie dziedzińcem, reszta przechodzi przez Zbrojownię i Kamienny Most. Virion ich osłania. Jego strzelcy łamią szeregi oddziału wroga spieszącego na pomoc Zbrojowni, niemniej ludzie Boltona wiążą walką zbrojnych lady Dustin. Tymczasem Pani Barrowton, pod rękę z sir Erykiem, bezpiecznie dostaje się do wieżycy. Czujny Mucha biega od okna do okna, przesuwa strzelców, melduje dowódcy. Ludzie Viriona muszą stawić czoła zbrojnym próbującym dostać się na mur. Tymczasem Kell i Hennic są już przy platformie kaźni, wskakują na podwyższenie, dopadają przywiązanych do krzyżaków. Wokół zamieszanie, zaczyna prószyć śnieg. Mimo to jakiś konny zauważa bohaterów, natychmiast likwidują go kusznicy Viriona. Włócznik z Dorne odcina i bierze na plecy ukochanego Willa Łapiducha. Kell ocenia, że Stary nie rokuje dobrze, prawdopodobnie jest martwy, a niewątpliwe zbyt ciężki do transportu. Warg podcina kapitanowi gardło i pomaga Hennickowi. Dźwigając a potem ciągnąc półżywego Łapiducha kierują się w stronę muru. Są w połowie drogi, kiedy rusza za nimi trzech jeźdźców. Dwóch zaraz spada z bełtami i strzałami w piersi, do ostatniego strzela w ostatniej chwili Kell uskakując przed koniem w zryty śnieg. Hennick ściąga jeźdźca, Kell go zabija. Wraz z uwolnionym docierają do muru i wzdłuż niego do wieżycy. Są bezpieczni, Łapiduch zostaje uratowany! Virion z ludźmi wycofuje się z muru, dzięki wsparciu z donżonu (prowadzonym przez Borga) nie zostają odcięci. Operacja zakończona sukcesem, straty stosunkowo niewielkie. Bohaterowie mogą być z siebie dumni. Ludzie Bękarta nie zachowali odpowiedniej czujności, może nie spodziewali się tak szybkiej odpowiedzi na swoje groźby?

Winterfell okrywa całun ciemności, zaczyna się kolejna zimowa noc. W wieżycy zaś rozpoczynają się negocjacje pomiędzy lady Dustin (której towarzyszy jej jednoręki wasal, lord Harwood Stout) a sir Erykiem. Niełatwe rozmowy ubarwia bezczelnością Mucha, który sprytnie upokarza Stouta i wygrywa słowne potyczki z wysoko urodzonym. Ludzi Lady Dustin jest więcej, ale w rozmowie w cztery oczy z sir Erykiem, kobieta zgadza się na warunki Szarej Kompanii. Dotyczą one między innymi rozlokowania ludzi (zbrojni z Barrowton wyżej, z dala od drzwi i piwnicy).

Herold Boltona obwieszcza, że nikt żywy nie wyjdzie z wieżycy. Na mękach, niewidoczne w ciemności i sypiącym śniegu, umierają dwie, schwytane razem ze Starym, markietanki kompanii: nastoletnia Rose „Rączka” i Cycata Alise. Trudno stwierdzić, czy nocą Bękart wysłał, zgodnie z groźbą, kruka do Bliźniaków, nakazując zgładzenia lorda Greatjona Umbera. Powietrzny zwiad Kella  w skórze mewy niczego nie wyjaśnia.

Mucha, na przekór wszystkiemu, skutecznie integruje się z prostaczkami Lady Dustin. Pani Barrowton nie spotyka się ostatecznie z więzionym Roosem Boltonem. Jej sztandar nie zostaje wywieszony obok proporca kompanii, na którego drzewcu zostaje wyryte kolejne nazwisko byłego dowódcy, tym razem Reynarda Hilla – zmarłego „Starego”.

Mors Umber chce z kilkoma młodzikami wracać do siebie, do Ostatniego Domostwa, zanim splądruje je Bolton, górale lub dzicy. Planuje przekraść się po dachach i spuścić linami z murów. Jego trzydziestu rannych i brat „Kurwistrach” będą musieli zostać pod opieką Szarej Kompanii.

Lady Dustin w kolejnych naradach wypytuje o króla i plany sir Eryka. Proponuję wynajęcie Szarej Kompanii, przejście BG na żołd  Barrowton. Eryk jest jednak lojalny wobec obecnego pracodawcy. Zastanawia się nad oczyszczeniem wschodniej bramy dla wojsk króla Stannisa i zsynchronizowanym wspólnym atakiem, który pozwoli opanować Winterfell. Lady Dustin zadaje wiele podchwytliwych pytań, sonduje, zwodzi i docieka. Sir Eryk zaplątany w tą sieć doświadczonej intrygantki zdradza swoje prawdziwe nazwisko – Dayne. Ma też przekonanie, że lady Dustin wie o wszystkim, co on ukrywa, że potrafi wszystko przejrzeć…

Rankiem szarzy bracia dostrzegają kruka wylatującego z wieży na północny wschód, mistrzowski strzał Viriona strąca ptaka, który raczej nie kierował się do Bliźniaków leżących na południu. Chłodny poranek mija, znów krótko prószy śnieg, temperatura obniża się. Trzystu konnych ludzi Bękarta opuszcza WInterfell i rusza na północ. Czy to kolejny podstęp Boltona?


Kell w skórze przechwyconego poprzedniego dnia kruka, leci do Wilczego Lasu, z listem do króla. Odnajduje obóz w momencie wymarszu zbrojnych. W orszaku jedzie kryty, strzeżony wóz, w którym ktoś leży. W południe bohaterowie już wiedzą: król Stannis jest (ciężko?) ranny, wiozą go na północ, prawdopodobnie na Mur, do rodziny. Trudno powiedzieć co zrobią wojownicy z górskich klanów. Będą eskortować króla? Wrócą do siebie? Zaatakują Winterfell? Sir Eryk decyduje się poinformować o sytuacji lady Dustin, która uważnie rozważa różne opcje. Może wciągnąć do walki Dzikich z Jonem Snow?

Mors Umber żegna się z kompanią, pod wieczór wyruszy, spróbuje dotrzeć do siedziby rodu. Być może pogodził się z myślą o śmierci swego lorda. W wieżycy zostawi rannych, w tym brata. 

Kapitan Reynard Hill nie żyje. Nadchodzi zima. Nie zwyczajna, mroźna i śnieżna. Wielka Zima, Długa Noc pełna strachów. Jej cień dociera już pod mury Winterfell, otacza wieżycę donżonu, sięga do środka.

Przed bohaterami ważkie decyzje, wyzwania. To nic nowego dla Szarej Kompanii i sól dark fantasy role play.         
________________
 
Aktualny stan osobowy Szarej Kompanii: 132 ludzi, w tym 18 rannych (4 ciężko). 

Ludzie lady Dustin: 212, w tym 5 rannych.
Ranni Umberów (w tym Hother "Kurwistrach"): 27  (15 ciężko).

Tym samym w wieżycy donżonu obecnie przebywa  371 ludzi, z czego 20 wymaga opieki.
Nie jest jeszcze ciasno, ale przestrzeń wyraźnie się zmniejszyła, kręci się wielu ludzi.


Reakcje: 

Kończy się długa, niespokojna, bezgwiezdna noc w Winterfell. Noc pełna jęków rannych i umierających, łun pożarów, rżenia koni, krzykliwych komend i wędrówek pochodni. Zimna noc zabijania. Szara Kompania spędza ją bezpiecznie w Wielkiej Siedzibie – olbrzymiej wieżycy donżonu Winterfell, odpoczywając i liżąc rany, jak wilkor po stoczeniu zaciętej lecz zwycięskiej walki. 160 ludzi rozlokowanych na kilku kondygnacjach olbrzymiej, 70 metrowej wieży zwieńczonej spiczastym, rogatym dachem, usianej gzymsami i gargoylami w śnieżnych czapach.

Ranni lub śmiertelnie zmęczeni, śpiący, ściskający w rękach zagrabione srebrne kielichy i talerze, obgryzione kości kurcząt i broń. Szarzy Bracia. Kilkunastu trzyma wartę pod zaryglowanymi, opancerzonymi drzwiami oraz przy szczelinach strzeleckich. Tak zastaje ich świt, lękliwie przebijający się na wschodzie przez grubą warstwę ołowianych chmur.

Spośród Bohaterów Graczy pierwszy na nogach jest Mucha, którego ominął bitewny zamęt wczorajszego dnia. Przegryza coś w kuchni i zbiera skrawki ubrań poległych towarzyszy, zgodnie z tradycją kompanii będą wszyte w Wystrzępiony Sztandar. Kell „Niedźwiedź” po pobudce dołącza szarą chorągiew do powiewającego już na wieży proporca Stannisa Baratheona. Niech wróg wie, z kim ma do czynienia!
Kiedy sir Eryk otwiera oczy, jest przy nim wierny giermek Mikael. Rycerzowi doskwierają rany, ale nie czas na wylegiwanie się w piernatach. Wciąż dowodzi Szarą Kompanią bowiem „Stary” wraz z Łańcuchem, większością kobiet i Willem Łapiduchem zostali przy taborach królewskich; trudno powiedzieć, gdzie teraz są i czy żyją. Medyczny talent Łapiducha przydał by się Siódmemu (leży, ciężko postrzelony) i kilkunastu innym szarym kompanionom oraz zbrojnym Umberów. Virion, także pokryty opatrunkami, dochodzi do siebie pod okiem Kalispery. Ythar troskliwie opiekuje się Jonem Hollardem, brutalnie przesłuchiwanym przez Boltonów. Poważnie ranny jest Hother Umber, którym opiekuje się brat Mors "Wronojad". Przy Umberach zostało ledwie 19 zdolnych do walki ludzi. Ze 141 szarymi daje to 160 osób.

Sir Eryk, Mucha, Kell i kwatermistrz Dratwa rozważają przy porannym posiłku różne opcje. W donżonie jest pod dostatkiem wszelkich zapasów: bełtów, strzał, wody (studnia w piwnicy), żywności i opału. Trzy razy większa grupa może trzymać się pewnie przez ponad miesiąc. To dobre wieści, nastroje dopisują. Ktoś nuci „Dziewczęta, które kwitną na wiosnę”. Morale ludzi jest wysokie: wino i ale jest dawkowane, brzuchy pełne, w zadki ciepło. Za warty odpowiada Hennic z Dorne, profesjonalista, weteran z kompanii „Drugich Synów”. 
Zjawia się pierwszy emisariusz od Ramseya Boltona, zostaje odpowiednio podjęty. Dzięki talentom aktorskim i wyobraźni kompanioni chcą wywrzeć wrażenie liczniejszej niż są grupy. To się udaje. Poseł na własnej skórze dowiaduje się o determinacji kompanii i jej zakładniku w osobie samego Namiestnika Północy! 

Nieco później, zastanawiając się nad losem króla Stannisa, sojuszem z lady Dustin (najprawdopodobniej umocnionej w Gmachu Gościnnym naprzeciwko donżonu) i własną sytuacją, BG mozolnie wdrapują się na szczyt wieżycy aby zorientować się w sytuacji. Wizję lokalną uzupełnia Kell, wcielony mocą warga w jednego z miejscowych kundli. Bękarci syn Boltona z przynajmniej tysiącem ludzi (w międzyczasie różne piesze i konne oddziały wracają zza murów) wciąż trzyma Winterfell, obsadzając wewnętrzną linię obrony. Poza bramą południową, silnie bronioną, pozostałe wejścia do twierdzy zostały zniszczone i zablokowane. Zwodzone mosty spalono, unieruchomiono brony, wierzeje zatarasowano zwałami trupów, wozów, śniegu i kamieni. Wokół Winterfell i w Wilczym Lesie widać pobojowiska, walki w puszczy zapewne wciąż trwają. Kilka widocznych nocą pożarów wygasło, śnieg wciąż nie pada…

Mucha ogląda zamkowe latryny i ściekiem na dół posyła na przeszpiegi chłopaka o imieniu Przybłęda. Okazuje się, że przeciwnik miał podobny pomysł i wysłał zbrojnych wspinaczy w górę. Przybłęda prawdopodobnie ginie, Mucha z Kellem przeciwdziałają podstępowi Boltona i likwidują przeciwników. W tym czasie sir Eryk rozmawia z więźniem – rannym Roosem Boltonem. Nawzajem się sondują, rycerz sugeruje Lordowi Pijawce, że dla Kompanii najważniejsze są pieniądze, przenosi też Boltona do wygodniejszej komnaty. Tak cenny zakładnik nie może umrzeć…

Do donżonu zostaje wpuszczony okaleczony Cristian Borg, chorąży Kompanii – kolejny emisariusz Bękarta. Ramsey wyłupił mu oko i odjął po dwa palce z każdej dłoni. Borg zamierza się zemścić, ale ma też wieści. Podobno Stannis i Stary nie żyją, Manderly zbiegł na południe, głowy kilku południowych lordów zatknięto na pikach. Bękart chce wypuszczenia ojca, miecza Stannisa, opuszczenia przez kompanię Winterfell oraz wydania szpiegów (czyli BG). Ramsey daje Szarym czas do następnego świtu. W razie odmowy grozi oskórowaniem wszystkich kompanionów i wysłaniem kruka do Bliźniaków (warownia Freyów) z poleceniem uśmiercenia Greatjona – głowy rodu Umberów, będącego tam zakładnikiem. Wydaje się, że syn Boltona jest o wszystkim świetnie poinformowany…


Borg mimo ran znów zaczyna prowadzić swoją grę, odnawia temat przywództwa i psuje atmosferę w wieżycy. Zaniepokojeni groźbami Bękarta Umberowie rozmawiają z sir Erykiem, który zapewnia ich (nie zdradzając szczegółów), że ewentualnego kruka przechwycą i Greatjon nie ucierpi. Wzajemne zaufanie i szacunek zostaje wystawiony na ciężką próbę. Hennic z Dorne bierze ludzi z Ostatniego Domostwa pod czujną obserwację.

Powoli mija czas. Strzelcy w oknach (szczególnymi umiejętnościami odznacza się dwóch kuszników: Krecik i Willem Tell) strzelają do wszystkiego co się rusza i nie ma białej flagi. Właśnie za pomocą bełtu dostarczane są liściki sir Eryka do lady Dustin, zajmującej Gmach Gościnny. Bohaterowie planują wspólną akcję celem zajęcia Kamiennego Mostu i Zbrojowni – budynku nieopodal Domu Gościnnego.

Kolejny, przegnany strzałami, herold Bękarta zapowiada okrutną kaźń, mającą przyspieszyć decyzję kompanii. Oto na podwyższeniu nieopodal Wieży Bibliotecznej rozpoczynają się męki Yasemi, członkini Szarej Kompanii. Dzielna kobieta krzyczy, a potworności, których ofiarą się staje, są zbyt okropne by je tu przytaczać. Mistrzowskie strzały towarzyszy w końcu przerywają jej mękę. W odpowiedzi na tortury Yasemi, Kell i Mucha zrzucają z wieży kilka trupów zbrojnych Boltona, imitując ich krzyki. Wkrótce na krzyżaki podwyższenia trafia kolejny człowiek z kompanii – Will Łapiduch, najlepszy medyk szarej braci, doradca Starego i ukochany Hennica z Dorne, który planuje samobójczą wycieczkę poza donżon…

Kell wykonuje długi zwiad powietrzny za pośrednictwem swej mewy. Pięć mil w głębi Wilczego Lasu natrafia wreszcie na umacniany, niewielki obóz króla Stannisa. Jest tam namiot Jego Miłości i sir Godry w otoczeniu niewielu konnych i większego oddziału piechoty (łącznie kilka setek), ale samego króla nie widać. Nieco dalej znajduje się obozowisko pół tysiąca górali...

Ukrzyżowany przez ludzi Bękarta Łapiduch marznie, obok niego pojawia się skrępowany Stary - kapitan kompanii, padają kolejne groźby. Lady Dustin odpowiada pozytywnie na listy sir Eryka, ale czy można jej ufać? Bohaterowie zbierają ochotników do szturmu na Zbrojownię.

W wieżycy pora nerwowego obiadu, nastroje się psują, bohaterowie użerają się z ambitnym i wściekłym Borgiem, Umberowie są zdesperowani. Sir Eryk próbuje przeciwdziałać złej atmosferze: wygłasza przemowę, odznacza za odwagę kilku towarzyszy (w tym Mikaela i Kella, który nagrodzony alkoholem zdobywa wielu przyjaciół) i planuje z towarzyszami kolejne ruchy.

Powoli zbliża się zimowy zmierzch. Czy bystre oczy wartowników wypatrzą kruka lecącego do Bliźniaków? Na pewno nie w ciemności. Ptak jednak pokazuje się wcześniej, i choć jest to bardzo trudne, Kell swoimi talentami warga „przejmuje” go w locie. Niespodzianka, kruk kierował się na północ, nie na południe. Okazuje się, że niósł list od Bękarta na Mur, do lorda dowódcy Jona Snow.  Ramsay informował, że rozbił armię Stannisa i zdobył magiczny miecz uzurpatora. Dodał, że pojmał Mance’a Raydera (króla dzikich), zabił i obdarł ze skóry towarzyszące mu kobiety. Młody Bolton żądał, by Snow oddał mu jego żonę i Fetora, a także królową Selyse, księżniczkę Shireen, Czerwoną Kapłankę i inne osoby. 



Bohaterowie mają więc kruka, którego można posłać na Mur i być może uzyskać pomoc Czarnej Straży i Dzikich. Może list Boltona powinien trafić nienaruszony do Lorda Dowódcy i wywołać odpowiednią reakcję? Być może Snow ruszy w na Winterfell.
Tymczasem Łapiduch i Stary powoli umierają na krzyżakach. Sir Eryk wyznaczył kilkudziesięciu ludzi do ataku na Zbrojownię i planuje szczegóły. 
Czy Bękart wyśle ptaka do Bliźniaków w nocy, czy o świcie? Czy Hennic z Dorne, wartościowy żołnierz i oficer, zginie ratując ukochanego? Czy sir Eryk ponownie sprawdzi się jako dowódca, czy też zastąpi go Cristian Borg? Co zrobią Umberowie i przebiegła lady Dustin? Dużo pytań, żadnych odpowiedzi…Na razie.

__________________________________________

Intensywna sesja z trzema graczami (Kell, Mucha, sir Eryk), sporo odgrywania postaci i skrajnych emocji. Trudnego planowanie w zalewie mniej i bardziej istotnych wydarzeń. Gracze spisali się świetnie, ponownie ;-) Przed sesją każdy otrzymał dodatkowy quest - wyzwanie dla postaci, za realizację którego (nie ma limitów czasowych) można zdobyć kilka dodatkowych Punktów Chwały. Niektóre wyzwania dotyczą różnych aspektów funkcjonowania Kompanii, inne wcielania się w role i wzajemnego poznawania bohaterów. Zobaczymy, jak to wypali. Przygotowałem także "talię kompanii" - kilkadziesiąt karteluszek z imionami i krótką charakterystyką kobiet i mężczyzn należących do Szarej Chorągwi. Graczom łatwiej jest takie karty przejrzeć i wytypować odpowiednich ludzi do konkretnych zadań. Bohaterowie Niezależni otrzymali w ten sposób jakąś "twarz", nie są bezimienną statystyką. Większe wrażenie robi też ich śmierć - moment, kiedy karta rwana jest strzępy.

-Valar morghulis, wolna kompanio!

Reakcje: 



Zimowe Winterfell skąpane w ogniu walki. Pomiędzy basztami i murami grają rogi, od szarych, kamiennych ścian odbija się echem głośny szczęk żelaza pomieszany z wrzaskami ludzi i koni. Nad głowami niebo koloru stali, pod nogami śnieżna breja barwiona szkarłatem. Bitewny zgiełk zrywa zęby sopli z okapów, gotuje krew w żyłach, zmusza serce do galopu. Pot zamarza na czołach. Dookoła rozbrzmiewa pieśń ognia i miecza, taniec śmierci.

Siódmy, który poprzedniego dnia podczas niebezpiecznej wspinaczki odpadł od śliskiego lica baszty, wykaraskał się z zaspy pomiędzy murami, spędził kilka godzin przy koksowniku udając zmiennika wartowników przy bramie wschodniej, a następnie bezczelnie wrócił do środka twierdzy. Tam zdołał dostrzec Kalisperę i wspierającego się na niej poturbowanego Muchę, którzy przesuwając się podcieniami, za kulisami potyczki na dziedzińcu, wyraźnie zmierzali w tym samym kierunku, co on – do baszty stanowiącej więzienie Jona Hollarda. Nie dotarli tam jednak, bitewny zamęt odciął im drogę i dwoje przyjaciół wybrało bezpieczne schronienie w przybudówce szybko pustoszejących koszar. Co chwila wypadali z nich zbrojni wzmacniający obsadę północnego i wschodniego barbakanu, część udała się do bramy zachodniej lub/i Bożego Gaju.

Tymczasem Kell, świadom szybującej bardzo wysoko nad głową mewy, unoszony falą ludzi, opuścił dymiącą już jak komin Wielką Komnatę i ruszył w stronę baszty Hollarda, po drodze próbując ocenić sytuację pod zachodnią bramą (Myśliwego). Na wąskim, ograniczonym murem i zabudowaniami psiarni, dziedzińcu łowieckim trwała zacięta rąbanina, ludzie Stannisa wdarli się do środka mając jednak przeciwników aż z trzech stron, a częściowo też nad głowami (barbakan wewnętrzny). Obrońców zasilił kolejny oddział, inny ustawiał powoli mobilną barykadę z wozów, mogącą odciąć dziedziniec łowiecki, zabezpieczając się przed ewentualną konną szarżą przeciwnika. Kell ominął rozległy plac przed Wielką Siedzibą (olbrzymi donżon zajmowany przez lorda Pijawkę jego zaufanych i zbrojnych), na którym konni Boltona rozganiali ludzi Hothera Kurwistracha Umbera, i spotkał się szczęśliwie z Siódmym pod niepilnowaną wieżą Hollarda. Siódmy wprawnie pokonał zamki i dwaj przyjaciele ruszyli do środka.

W międzyczasie sir Eryk i Virion przetrwali ostrzał z Wielkiej Siedziby i atak setki konnych Boltonów, przewracających i tratujących dzielnych acz wiekowych, przerzedzonych już, ludzi Kurwistracha. Umberowie poszli w rozsypkę, ale Hother zdołał ich zebrać i przesunąć na północ, pod kamiennym pomostem, do bocznych drzwi Wielkiej Siedziby, zdeterminowany dostać w swe ręce Boltona. Jeźdźcy wroga im w tym nie przeszkadzali, przeformowali szyk i wzywani rogami ruszyli do Bramy Myśliwego. Wszyscy, z wyjątkiem dwóch, którzy upatrzyli sobie jako cel sir Eryka w lśniącej, nieco już pokiereszowanej zbroi. Virion nie opuścił druha. Rozpędził się z tarczą i pod kątem zderzył (!) z pierwszym koniem, który na szczęście, z racji niewielkiego dystansu, nie zdołał nabrać dużego pędu. Virion prawdopodobnie ocalił tym dowódcę, ale zapłacił solidnym wstrząsem, szokiem i obrażeniami wewnętrznymi. Sir Eryk uniknął włóczni jeźdźca (cóż tam naramiennik) i za pomocą dwuręcznego flamberga podciął nogi wierzchowca. Konny zwalił się z siodła i już nie stanowił zagrożenia. Nieco więcej czasu, wysiłku i bólu zajęło zabicie drugiego kawalerzysty. Podpierając zataczającego się i rzygającego Viriona, sir Eryk ruszył za ludźmi Umbera, próbującymi już sforsować boczne wejście do donżonu.  Koszary naprzeciwko opuszczały dwa piesze oddziały wroga: większy pobiegł w stronę Bramy Myśliwego (lub na północ), mniejszy zaś, w sile sześćdziesięciukilku ludzi, sformował  szeroki czworobok najeżony glewiami, włóczniami oraz partyzanami i zaatakował liczniejszych zbrojnych z Ostatniego Domostwa. Wiekowych ludzi Kurwistracha było wciąż więcej, blisko dwustu, z czego trzecia część rannych. W momencie przybycia sir Eryka i Viriona zasłabł trafiony bełtem Umber. Rycerz wprawnie, w ostatniej chwili, przejął dowództwo i dwa oddziały zwarły się w krwawej walce. Virion podjął krwawą pracę na skrzydle.


Tymczasem Kell i Siódmy zdążyli załatwić sprawy w wieży. Zabili dwóch strażników pilnujących przechodniej celi na piętrze i uwolnili z więzów wycieńczonego Jona Hollarda oraz przerażonego Mikaela. Wyzwolonym zostawili klucze, broń i kazali bronić pozycji ;-). Sami wrócili na dół i widząc starcie Umberów z Boltonami za pomocą strzał odgonili od okien Wielkiej Siedziby łuczników wroga zagrażającym plecom sir Eryka i jego ludzi. Chwilę później dobra pozycja strzelecka Kella i Siódmego utrudniła Boltonom atak na tyłu Umberytów bocznym wyjściem z donżonu. Świadomy zagrożenia sir Eryk zapobiegł otoczeniu, zawinął prawą flankę, zepchnął, a potem przepędził wroga na południe, pod kamiennym mostem. Wycieczka Boltonów z budynku musiała wracać. Podczas starcia Virion wziął „na kolczugę” i tarczę kolejne razy, ale odpłacił przeciwnikom ich śmiercią. Uff, kolejne starcie minęło, ale czasu na odpoczynek nie było. Odejmujemy punkty Żywotności, dodajemy znaczniki Wyczerpania, podliczamy strzały, wymieniamy tarcze i… gnamy dalej!

Hother Umber jeszcze dycha, on i jego ciężej ranni ludzie trafiają pod opiekę Kalispery i Muchy, którzy zadomowili się nieopodal. Virion znajduje sobie kuszę, sir Eryk rumaka i odbiera Światłonoścę od Umbera, zbrojni lady Dustin wciąż chyba nie zdecydowali włączyć się do walki, niemal od każdej bramy niesie się hałas. W tle wiele się dzieje, ale drużyna „jest tu i teraz”, jej świat ogranicza się do zasięgu wzroku.

Pora na decyzje. Wiedząc, że brat Kurwistracha – Mors „Wronojad” Umber jest gdzieś za bramą wschodnią, od strony spalonego Zimowego Miasteczka, bohaterowie postanawiają zdobyć to wejście do Winterfell. Wciąż mają pod komendą ludzi z Ostatniego Domostwa. Nieco ponad setkę już poharatanych, goniących resztką sił brodatych starców, którzy jednak dają z siebie wszystko, być może zdając sobie sprawę, że to ostatni bój w ich życiu, a umieranie w łożu srając pod siebie nie jest godne pieśni.      

Kell i Siódmy z piętnastką innych wchodzi na mur wewnętrzny przez znaną sobie wieżę, zabezpieczają ją od południa uniemożliwiając Boltonom zajście od tyłu i ruszają wzdłuż blanków na północ, ku barbakanowi. Ten atakowany jest od frontu przez Viriona z resztą Umberytów. Sir Eryk, unikając strzał, robi szybki konny zwiad zerkając na Bramę Myśliwego. Widzi jedynie, że została ona odcięta barykadą. Na zewnątrz południowych wrót do Winterfell też się coś dzieje... 

W masywnym wewnętrznym barbakanie wschodnim trwa zacięta walka. Virion wdziera się ostatnim niedomkniętym wejściem do środka, prowadzi swoich wyżej, wyrąbuje sobie toporem drogę, uderza tarczą, wokół chaos, półmrok, szczęk broni, wrzaski, ktoś opala mu brodę pochodnią, więc ginie, ktoś kręci się pod nogami, więc umiera. Na poziomie machikuł podgrzewany przez Boltonów olej zostaje nieszkodliwie wylany (przez tzw. smolny nos), walka toczy się w dymie zagaszonego paleniska. Tymczasem na murach wewnętrznych, po prawej (na południe) od bramy trwa nie mniej krwawy i dramatyczny bój. Bohaterowie zaskakują łuczników strzelających nawiją na przedpole zewnętrznej, niższej bramy, strącają kilku zanim reszta zacznie się bronić. Na czele atakujących jest wyjący obłąkańczo Kell w swojej niedźwiedziej skórze, wymachujący toporem, z oczami ogarniętymi szaleństwem zabijania. Nie straszne mu uderzenia łęczyskiem, śmigające strzały, a potem zbrojni w kolczugach ukryci za tarczami. Doskakuje do pierwszego, rzuca na kolejnego, jest nie do powstrzymania! Traci rachubę w tym rozmazanym biało-czerwonym świecie, pośród ostrych błysków nagiego, zimnego żelaza. Istnieje tylko rąbanie, cięcie i dźganie. Naprzód, wciąż naprzód! Co tam kolejne rany, liczy się szał berserka! Kell odskakuje przed pędzącym wielkim topornikiem, otwiera mu brzuch uwalniając parujące zwoje jelit, strąca w dół. Odsłania tym manewrem plecy przed kolejnymi wrogami, ale Siódmy jest czujny. Nie wpada w amok, na zimno prowadzi ostrzał wraz z Umberytami, wzdłuż i w dół muru, szachując Boltonów  przymierzających się do pomocy załodze barbakanu. Widzi zagrożenie i wypuszcza celnie pocisk ratując Kellowi życie. Chwilę później towarzysze są już w barbakanie, spotykają się z Virionem i resztą. Odpoczynek? Nigdy! Sir Eryk bezpiecznie wraca, w ostatniej chwili rygluje wejścia do barbakanu, zostawia oddział mający bronić parteru, bo zbrojni Boltonów, coraz liczniejsi, zamierzają odbić bramę.  

Chwile później kolejne salwy BG i ich ludzi ranią, zabijają i przeganiają z zewnętrznego, niższego o dobre 6 metrów muru, wrogich zbrojnych. Drużyna unieruchamia zwodzony most w pozycji opuszczonej, psuje mechanizmy brony, pozbywa się furty z wierzei bramy i wbija kliny. Bohaterowie zamierzają zdobyć barbakan zewnętrzny, otworzyć bramy, a potem szybko wrócić do wnętrza Winterfell. Bystooki Kell dostrzega na południu duży oddział jazdy, pozbawiony chorągwi, objeżdżający twierdzę. Czyżby wracał Bękart Boltona? Sir Eryk ma wątpliwości, czy lord Pijawka naprawdę nabrał się na sfałszowany list i kruka z Muru…  BG dostrzegają też nadzieję – pod bramą wschodnią, w zgliszczach podgrodzia powiewa Wystrzępiony Sztandar, Szara Kompania jest tuż!  

Nie ma co czekać, bohaterowie wiodą kolejny szturm. Przez zwodzony, dudniący most, pod zawartą bramę, pod ostrzałem, potem w lewo i prawo, w dwóch grupach po 30 ludzi każda, kamiennymi schodami w górę na zewnętrzne mury. Znów ostrzał, tarcze ponad głowy, lecą na BG belki, jakiś kamień. Drużyna obrywa ponownie, Virion zostaje trafiony w piętę mimo tarczy, Siódmemu strzała przybija lewe ramię do boku, sir Eryk zostaje lekko ranny. Kell znów w niedźwiedzim amoku, nic się go nie ima, bohaterowie przebijają się przez drzwi, wpadają do barbakanu, ich szeregi topnieją jak śnieg ciśnięty w ogień, ale walczą, otwierają bramę, do której już dobijają się szarzy bracia i nieliczni (może ze czterdziestu zostało) smarkacze Morsa Umbera. Siedmiu sprzyja odważnym, Wojownik obdarzył drużynę łaską, nie ma co. Nie można się jednak zatrzymać, odpocząć – biegiem z powrotem, przez most do bramy wewnętrznej, a tam już zbrojni Boltonów, próbują domknąć wierzeje, opuścić kratę, strzelają. Kolejne trupy na deskach mostu, brona zaczyna opadać, za chwilę zamknie przejście, odetnie od Winterfell! Dowodzi Hennick z Dorne, bohaterowie są tym razem z tyłu, ledwo zipią, Siódmego trzeba opatrzyć, gęby wszystkich są suche jak wiór, pchają do ust garście śniegu, łapią oddech na kamiennych stopniach. Nie widzą jak ich bracia, wszak „żądni chwały”, wbiegają pod kratę, blokują ją ramionami i podtrzymują dla towarzyszy, mimo że w brzuchach grzęzną im ostrza wroga. Barbakan wewnętrzny wzięty, nasze jest zwycięstwo!   

W pobliżu Koszar krótki odpoczynek, donżon wydaje się dziwnie cichy… Znów czas na opatrunki, dwa zdania z Muchą i Kalisperą. Kell w kącie wchodzi w trans, szuka swej mewy, chce widzieć jej oczami, wykonać zwiad. Z powietrza dostrzega pobojowisko pod południową bramą, biegających po murach we wszystkie strony ludzi, płonące drzewa w Bożym Gaju i mającą tam miejsce potyczkę. W samym Winterfell nikt już nie walczy, ale przed Bramą Myśliwego, na zachodzie pod Wilczym Lasem toczy się bój walny, bitwa z udziałem kilku tysięcy ludzi. Stannis jakoś wywabił obrońców z twierdzy? Jeszcze nie wszystkich, bo jakieś trzy setki formują szyki przed głównym wejściem do donżonu, kilkunastu konnych i piechota, w tym łucznicy. Na chorągwiach oskórowany człowiek i trzy sosny, chyba ruszą przez Bramę Myśliwego na zewnątrz.  

Dowiedziawszy się o tym sir Eryk, choć poobijany, pocięty, znajduje kolejnego konia, gniadą klaczkę, podpala oliwę na Światłonoścy i jedzie zwabić w pułapkę wroga formującego się na dziedzińcu za kamiennym mostem. Szara Kompania i sojusznicy rozstawiają się po obu stronach placu koszarowego, pod ścianami, maskują. Dzielny rycerz brawurowo i z talentem udaje Stannisa, macha ognistym mieczem, krzyczy! Boltonowie go ignorują, ale zbrojni Tallhartów (Trzy sosny) z jakiegoś powodu ruszają za sir Erykiem. Niemal setka ludzi wyprzedzana przez kilku konnych rycerzy. Wszyscy głupio wpadają w pułapkę, po ostrzale zostają wybici do nogi, choć też kładą kilkunastu szarych braci. Kto wie, może Tallhartowie chcieli uciec z Winterfell, szukali tylko pretekstu? Wciąż nie wiadomo jak zachowała się lady Dustin i inne rody północy sprzymierzone z Boltonem.

Kiedy kompania przesuwa się pod donżon, by mieć widok na niemal opustoszałą Bramę Myśliwego (pomijając masę ciał), z Bożego Gaju wychodzą poranieni zbrojni pod znakiem czarnego topora na białym tle. Cerwynowie, kilkunastu jeszcze trzyma się na nogach. Chcą wiedzieć kogo pobierają najemnicy. Sir Eryk przedstawia im ultimatum: poprzecie z nami Stannisa lub dacie gardeł. Z tym nie ma dyskusji. Wszyscy razem  ruszają ku Bramie Myśliwego, choć szarych braci trzeba zdyscyplinować. Ludzie się nawalczyli, chcą już grabić. „Chwała jest nasza, teraz chcemy łupów!” Sierżant żandarmerii staje na wysokości zadania. Kiedy ktoś pyskuje dowódcy, zostaje przez Viriona wgnieciony w krwawy śnieg. Szybko zbliża się zmierzch. Wyczerpanie rośnie, sił ubywa, a przed drużyną kolejny, może ostatni wysiłek.


Szara Kompania wychodzi przez otwartą, częściowo zniszczoną, Bramę Myśliwego (zachodnią) na zaśnieżone łąki prowadzące do Wilczego Lasu. Najbliżej przed sobą ma zwróconych na prawo łuczników Boltona ostrzeliwujących kilkuset górali spieszących z północy. Klanowi wojownicy rażeni są też pociskami z zewnętrznych murów, ich linia załamuje się, odskakują na zachód, bliżej lasu. Dalej za łucznikami widać sztandar lorda Boltona, którego niewielki oddział wbił się w wielką, splątaną ciżbę walczących. Znacznie dalej na zachód, bliżej lasu, kołysze się chorągiew Stannisa Bartheona. Sir Eryk prowadzi ludzi naprzód, kompania wpada na łuczników wroga, dziesiątkuje ich i rozpędza. Następnie uderza na zastęp Namiestnika Północy, wspierany przez Tallhartów. W tym momencie upada królewski sztandar, zbrojni Boltonów tryumfalnie wyją i rzucają się naprzód. Lord Pijawka trzyma się z tyłu, gdzie dopada go Szara Kompania. Strzały i topory usuwają przybocznych pana Dreadfort, padają z kwikiem konie, rycerze walą się na zamarzniętą ziemię. BG otaczają Boltona, który próbuje się przebić, rani sir Eryka i niemal zrzuca go z konia. Do swego dowódcy dołączają Kell i Virion, lord pada, ciężko ranny zostaje wzięty żywcem.

Osłaniani przez górali, rycerze i zbrojni wierni królowi wydają się wycofywać do lasu naciskani przez konnych Bękarta. Sir Eryk z przybocznymi postanawiają wrócić do Winterfell. Szara Kompania ponownie wkracza do warowni Bramą Myśliwego i przy niewielkim oporze, z udziałem taranów, wdziera do Wielkiej Siedziby, głównego donżonu twierdzy, w którym zostało ledwie kilku obrońców. Na szczycie BG zatykają sztandar Stannisa, tarasują drzwi wejściowe i pozwalają ludziom na szabrowanie. Sami muszą solidnie wypocząć, pozszywać rany, zmienić opatrunki, wyspać. Dowodzi sir Eryk. Stary i Łańcuch zostali w lesie, z niewielkim taborem króla...
W Winterfell (zwłaszcza na północy i południu twierdzy ) wciąż są zbrojni Boltonów i ich sojuszników. Kamienny most prowadzący do Zbrojowni jest zamknięty. Tam też muszą być (zapewne nieliczni) ludzie lorda Pijawki, który jest więźniem bohaterów.
Zapada niespokojna noc… Koniec sesji.

_______________

Uff, cała przygoda upłynęła na walce, to naprawdę męczące, kości się „grzały”, ale daje sporo satysfakcji, wszystkim (nie słyszałem komentarzy negatywnych ;-) się podobało. Korzystaliśmy z figurek rzadko, bardziej przydały się szkice sytuacyjne i duża mapa Winterfell ze znacznikami oddziałów. Starałem się nie zwalniać tempa, zachować dynamikę, opisując jednak najistotniejsze taktycznie elementy rzeczywistości.







Na koniec obiecane Graczom statystyki (choć to makabryczne i nie zalecam jako metody wychowawczej). Jakkolwiek mało realistycznie by to nie wyglądało, doliczyłem się następujących ilości (body counter w przybliżeniu):

Liczba przeciwników na pewno wyłączonych z walki przez BG (zabici, ciężko ranieni, niektórzy wspólnie przez dwie postaci na raz. Uwaga: łucznicy trafili więcej celów, ale nie każda strzała eliminuje):
Sir Eryk: 12
Virion: 27
Kell: 31
Siódmy: 28
Total: 98, w tym 5 zabitych “wspólnie” to daje łącznie 93 zabitych przez BG. Cóż, wyszło heroicznie…

Ogółem drużyna i podlegli im ludzie (a więc zbrojni z Ostatniego Domostwa, Szara Kompania i kilku Cerwynów) ukatrupiła podczas tej sesji około sześciu setek wrogów. Sir Eryk, jako dowódca, stracił łącznie 260 ludzi, głównie tych wiernych Umberom.  

Reakcje: