Dark Fantasy Role Play

mroczne mięcho ku czci Melpomeny złożone w ofierze

  • .
    - Witaj! Poniżej znajdziesz pomysły na przygody, scenariusze rpg, generatory i opowiadania w klimatach fantasy - wszystko (poza poezją i scenariuszami do Gemini rpg) autorstwa Maestro, choć często inspirowane różnymi źródłami. Fani systemów Warhammer, Monastyr, Gemini, Midnight, Ravenloft, Dark Sun, Gra o tron (Pieśń Lodu i Ognia), Deadlands, Bestie i barbarzyńcy i innych światów RPG powinni znaleźć tu coś dla siebie. Szczególnie chciałbym pomóc początkującym Mistrzom Gry. Nie szukajcie tu rzeczy, które szybko się dezaktualizują. To ma być źródło konkretnych inspiracji do sesji gier fabularnych z niewielkim dodatkiem teorii rpg. Krwiste mięcho role playing.

Bohaterowie ostrożnie, bez prowokacyjnych gestów, zbliżają się do grupki ludzi z Przesmyku blokujących Królewski Trakt. Znacznie więcej czai się ich wśród sitowia i rzadkich drzew po prawej stronie grobli. Miejscowi są niscy i szczupli, wręcz chudzi, odziani w brązowo zielone, maskowane mchem, korą i liśćmi ubrania. Ogorzałe, choć blade twarze pokrywają maski błota. W długich, zaplecionych w cienkie warkoczyki włosach sterczą pióra, patyki i muszle. Za broń mają łuki, pęki oszczepów, włócznie i trójzęby, przy bokach tasaki i kordy. Niewielu nosi kolczugi, chronią ich grube kaftany ze skóry łosi i jaszczurolwów. Kiedy BG się przedstawiają i zapewniają o dobrych zamiarach, okazuje się, że rozmówcy słyszeli o Szarej Kompanii.
- Czekaliśmy na was – odzywa się jeden z nich - Czekaliśmy na ciebie, Biały Smoku – mówiąc to patrzy na Jona Snow. Ludzie z Przesmyku zapraszają drużynę do Strażnicy nad Szarą Wodą, do lorda Reeda. Reszta kompanii musi jednak zaczekać w pobliżu traktu. Zostanie im zapewniony suchy grunt i opał.
Kiedy Bohaterowie Graczy (Kell, Kalispera, Mucha, Ygritt, Mikael i Vena) oraz Jon Snow ruszają za przewodnikami na bagna, zaczyna padać śnieg - zima dogoniła Szarą Kompanię. Pieczę nad obozującym oddziałem przejmuje porucznik Virion wspierany przez Myszora, schorowanego Łańcucha i Przyjemniaczka.
Wędrówka po chłodnych błotach trwa długo i nie należy do przyjemnych, choć bohaterowie ani razu nie taplają się w mokradle – są pod dobrą opieką. Mucha próbuje zdobyć jak najwięcej informacji o Strażnicy i Reedach. Dowiaduje się o chorobie i żałobie lorda Reeda - wdowca, który niedawno postradał (gdzieś na północy) dwoje dzieci i według niektórych nie jest już zdolny rządzić Przesmykiem. W Strażnicy na pływającej wyspie są też podobno inni goście z północy…
Bohaterowie są prowadzeni na południowy zachód wijącą się wśród bagien ścieżką, pośród coraz liczniejszych topoli, wierzb i osik, gęstych kęp turzycy, żabieńca i skrzypów, pomiędzy małymi stawami i bajorami. Wędrują mostkami, groblami i wąskimi kładkami, płyną dłubankami od pomostów do pomostów. Kilka razy mijają postawione na palach domostwa i drewniane platformy rozpięte między drzewami – tutejsze osady. Mokradła tętnią życiem roślinnym i zwierzęcym, choć nadciągająca zima rozleniwia niebezpieczne jaszczurlwy i inne gady.
- Musimy poszukać Strażnicy – mówią enigmatycznie przewodnicy bohaterów, jakby cel wędrówki mógł się poruszać i trzeba było go tropić pośród mgieł trzęsawiska.
W pewnym momencie wędrówki BG widzą czardrzewa, z których gałęzi zwisają szkarłatne wilgotne girlandy – z bliska okazuje się, że to ludzkie wnętrzności – szczątki zbrojnych Freyów ofiarowane surowym Dawnym Bogom. Snow i Mucha zatrzymują się dłużej przy niezwykłych, białych jak polerowana kość drzewach. Mucha ma wrażenie, że rozmawia z bogami lub Branem Starkiem, sam nie jest pewny do kogo należy głos wyłaniający się z szelestu karmazynowych liści… 
Podczas noclegu BG próbują miejscowych przysmaków. Ygritt staje się ofiarą kulinarnych zalotów, które nie kończą się dobrze. Pozostali próbują zupy z żółwia, grzybów, mulaków, marynowanych węży,  ślimaków, pieczonych żab i innych „owoców bagien”. BG dochodzą do wniosku, że mieszkańcy Przesmyku to wytrzymały, zwinny i niebezpieczny na swoim terenie przeciwnik. Wszystkie groty strzał, oszczepów i włóczni są zatrute. Sieci, linki bolas, dwu i trójzęby stanowią w rękach tutejszych groźną broń. Bagienny Przesmyk jest nie do podbicia przez żadną armię. Konnica nie ma tu racji bytu, formacje piechoty spisują się niewiele lepiej.

Kapitan Kell łapie przeziębienie, jest milczący i stroni od towarzystwa. Rudowłosa Ygritt wszędzie chodzi za dowódcą, tych dwoje wydaje się coś łączyć, na razie wyłącznie platonicznie. Vena zwana Łasicą nadal czujnie pilnuje Jona Snow, przy okazji udaje się jej podejrzeć nocne rytuały ludzi z bagien, zdają się zostawiać wśród drzew ofiary z pożywienia…
Trzeciego dnia wędrówki drużyna dociera do Strażnicy nad Szarą Wodą. To ledwie gródek na leniwie rozlanej,  wcinającej się w bagna, rzece – przysadzista, drewniano-kamienna kwadratowa wieża z fragmentem kamiennego muru wzmocnionego palisadą. Wewnątrz znajduje się domostwo Reedów do którego przylepione są drewniane chaty. Całość otacza szeroka, niesymetryczna fosa. Czasami wydaje się, że Strażnica znajduje się na ruchomej, pływającej wyspie, olbrzymiej tratwie dryfującej wśród bagien, i potwierdzają to miejscowi. Godłem rodu Reedów jest groźny jaszurolew na zielonym polu.
Bohaterowie zostają wpuszczeni do środka, ale na audiencję u lorda muszą poczekać. W pierwszej kolejności spotyka się z nim w cztery oczy zmartwychwstały Jon. Drużyna kręci się po wyspie – Kalispera poznaje nowe zioła i grzyby, Mucha miejscowych, Ygritt posila się przy ogniu zasilanym torfem i odchodami. Kell trafia na klatki zanurzone w brudnej wodzie przy brzegu wysepki. Wewnątrz siedzą jeńcy od Freyów i… zbiegły ostatnio z kompanii łucznik Finn, oskarżony przez Venę o próbę zamachu na życie Jona Snow. Finn próbuje się tłumaczyć, ale nie znajduje zrozumienia u dowódcy, jego los jest przesądzony.
Wokół Strażnicy krajobraz wydaje się być nierzeczywisty, rozmyty, jakby się powoli przesuwał we mgle. Bohaterowie chyba rzeczywiście znajdują się na pływającej wyspie, choć brzmi to fantastycznie.
Po długiej rozmowie z lordem Reedem Jon Snow odzyskuje pewność siebie. Przywódca Przesmyku zaprasza do siebie bohaterów. Rzeczywiście wygląda niezdrowo pochylony na wysokim wiklinowym fotelu. Howland Reed okazuje się być bezpośrednim człowiekiem, bez dystansu prezentowanego przez niektórych lordów. Informuje BG, że zgodnie z ostatnią wolą  króla północy Robberta Starka, Jon Snow zostaje uznany za pełnoprawnego członka rodu Starków, a co więcej wyznaczony na prawowitego następcę władcy Winterfell. By tego dowieść Jon musi odzyskać stolicę Północy. Należy też zjednoczyć wszystkie wierne Wilkorowi rody (w tym Stronnictwo Trytona Manderly’ego)  i oprzeć się inwazji Białych Wędrowców. Bohaterowie Graczy dają do zrozumienia, że powrót na skutą lodem północ nie jest dobrym pomysłem. Możliwości zjednoczenia rozproszonych Wolnych Ludzi są niewielkie, Bolton być może znów zajął Winterfell, w którym żywność szybko się skończy...
Lord Reed nagle słabnie i trafia do łoża, przy którym Kalispera odkrywa, że władca jest podtruwany substancją, wsmarowaną w jego szalik. Chwilę później do dworzyszcza wkracza aspirujący na nowego władcę Przesmyku Beris Lore - reprezentant tych, którym dotychczasowy sposób życia na mokradłach przejadł się. Jego zausznicy a potem sam lord Lore ustępują przed groźbami drużyny, ale w jego oczach zapala się ogień zemsty. Kalispera dogląda Reeda z braku innego medyka – stary maester rodu jakiś czas temu pechowo się utopił.
Tymczasem drużyna spotyka się z innymi gośćmi Strażnicy – z siwiejącą już lady Maege Mormont i jej córką Lyrą. Obie pogrążone są w żałobie po stracie rodziny i Niedźwiedziej Wyspy. Towarzyszy im dwóch rycerzy, w tym sir Joyen. Wieczór przy grzanym piwie upływa na bolesnych wspomnieniach. Lyra Mormont wzdycha z powodu śmierci sir Eryka – niedościgłego wzoru rycerza. Okazuje się, że to właśnie jej matka, lady Mormont, wraz z nieobecnym już lordem Gloverem, dostarczyła do Reeda testament Młodego Wilka wyznaczającego Jona Snow na swego prawowitego następcę. Niestety później lady poważnie zachorowała. W obliczu wybuchu walk o Fosę Cailin nie można było jej transportować.
Po zmroku drużyna długo rozmawia z Jonem Starkiem. Zmartwychwstaniec zdaje się znów mieć pewność własnej tożsamości i przeznaczenia. Po rozmowie z Howlandem Reedem upewnił się co do swego pochodzenia, wie, że w żyłach krąży mu krew wilkora i smoka. Jon powtarza za władcą Przemsyku: chce wrócić do Winterfell, zjednoczyć całą Północ, w tym Manderly’ego i stanąć naprzeciwko zimnej Ciemności Białych Wędrowców.  Do tego celu potrzebuje miecza Świtu – kolejnego symbolu Wybrańca i Azora Ahai. Jon proponuje podział Kompanii – część wyruszyła by do Starfall po miecz, reszta pójdzie z nim z powrotem na północ, do Winterfell.  Wiele czasu i wysiłku zajmuje bohaterom przekonanie Jona, że Winterfell jest stracone; być może jest ważnym symbolem, ale ze strategicznego punktu widzenia nie ma sensu tam wracać. Sama Kompania chce wędrować na południe, w cieplejsze kraje i zdobyć jakiś najemny kontrakt. Być może pora wrócić do Essos?
- Żeby przebyć może potrzebujemy statków lub skrzydeł – mówi Mikael. Jon Stark zamyśla się. Rankiem jest już zdecydowany pozostać z Szarą Kompanią. Postanowiono, że najemnicy za opłatą eskortować będą Shireen i Davosa Seawortha na Smoczą Skałę, do zamku Stannisa. Czekają tam duże składy obsydianu i wynagrodzenie. Jednocześnie Jon Stark podejmie próbę zdobycia Świtu – legendarnego miecza rodu Daynów przechowywanego w Starfall. Później wszyscy przeprawią się za morze, do Essos, by odnaleźć słynne smoki Deanerys Targaryen. Jon chce z pomocą tych bestii i swojej kuzynki powstrzymać inwazję Białych Wędrowców na Westeros. Wcześniej zamierza tu, w Strażnicy nad Szarą Wodą, umocnić pozycję Howlanda Reeda.  


Tymczasem dziś bohaterowie zdecydowali się towarzyszyć Jonowi w wyprawie do starożytnego Kamiennego Kręgu, przedwiecznego miejsca kultu pamiętającego jeszcze Dzieci Lasu i Dawnych Bogów. Ma odbyć się tam jakiś rytuał związany z przeznaczeniem Jona, Trójoką Wroną i jego bratem Branem. Kamienny Krąg odwiedzają tylko nieliczni Zieloni Czarodzieje – znachorzy i jasnowidze potrafiący komunikować się za pośrednictwem Czardrzew. Mucha zastanawia się, czy przypadkiem nie jest jednym z takich odmieńców.

Reakcje: 


Nocny biwak po krwawej bitwie pośród bagien to nic przyjemnego, ale dla Szarej Kompanii to nie pierwszyzna. Sztab najemników kuli się przy ognisku szepcząc do siebie. Tormund poprosił wcześniej, by Wolnych Ludzi reprezentowała Ygritt. Kell jest zadowolony z takiego obrotu spraw, Zabójca Olbrzymów nie ma łatwego charakteru i lubił dominować narady. Sir Ian tym razem jest nieobecny - gdzieś w ciemnościach kocha się z Heare. Sztab omawia plany na dalszą i bliższą przyszłość. Czy związać się kontraktem z Davosem Seaworthem oraz Shireen Baratheon i ruszyć na Smoczą Wyspę? Przystać na propozycję Ashy Greyjoy i pomóc jej zając Żelazne Wyspy? A może ruszyć dalej na południe, do Starfall, po miecz zwany Świtem, obiecany przez sir Eryka Jonowi Snow? Żadna jednoznaczna decyzja nie zapada, poza tą, że trzeba zdobyć Fosę Cailin i ruszyć na południe. Krótkookresowy plan Kompanii konkretyzuje się – Mikael będzie udawać zastępcę lorda Stouta, jakoby chorego, zaś najemnicy wcielą się w rolę zbrojnych z Krainy Kurhanów. Kiedy rankiem dochodzi do oficjalnego spotkania Szarych z ludźmi oblegającymi Fosę Cailin maskarada sprawdza się doskonale. Co więcej, lord Godric Borrell jest oczarowany Kalisperą. Szybko okazuje się, że Borrell i Torrent (lennicy lorda Sunderlanda) nie są skorzy do szturmu, grają na czas. Kalispera dociera do listu Sunderlanda sugerującemu lordom właśnie takie zachowanie. Jon Snow wykonuje zwiad powietrzny w skórze ptaka i melduje o niewielkim oddziale Freyów zmierzających z południa. Kompanie postanawia wykonać atak nawet samotnie, bez wsparcia Sojuszu Trytona.

Zah zwany Prawdziwym rozpoczyna o zmroku specjalny rytuał. Po trzech godzinach mgła zaczyna gęstnieć, ale tylko na zachód od Fosy Cailin. Po stronie wschodniej opar jest rzadki. W międzyczasie dwie dziesiątki najzręczniejszych zabójców kompanii likwidują wysunięte posterunki zbrojnych wroga, zlokalizowane wcześniej z powietrza.

Korzystając z niedźwiedzich łap najemnicy, podzieleni na dwie grupy ,ruszają pod osłoną mroku na bagna flankując Fosę Cailin. Zachodni oddział prowadzą Virion i Mikael, Wschodni Kell. Ciemna, chłodna noc sprzyja skradającym. Jaszczurolwy i inne gady śpią. Mgły na wschodzie wciąż nie ma, kapitan cofa wiec oddział nie chcąc ryzykować odkrycia. Część ze swoich sił wysyła w ślad za Virionem i ściąga z obozu Róg Joramuna. Kalispera jest sama z lordem Borrellem urabiając go do wsparcia ataku na Fosę.  

Mikael jest pierwszym, który morduje wartownika i wślizguje się za umocnienia Fosy. Przebiera się za zabitego i brawurowo rusza ku bramie północnej. Kolejni kompanioni wślizgują się za obwarowania kiedy nagle wybucha alarm! Virion wraz z resztą podkomendnych opuszcza gęstą mgłę i forsuje palisadę.

Za nią dzieli swoje siły na dwie grupy, jedna rusza ku północnej bramie, druga pod wieże.

Oddział Viriona dopada do wejścia pierwszej wieży, ale wróg zatrzaskuje im drzwi przed nosem. W dół leci kilka kamieni, z sąsiedniej wieży zaczyna się ostrzał. Kompanioni zasłaniają się tarczami, wykorzystują drewniane wiaty by zasłonić się przed pociskami. Z południowej części umocnień rusza czterdziestu ludzi Boltonów i próbują odepchnąć najemników, zostają jednak podzieleni i rozbici. Z wieży próbują im pójść na pomoc towarzysze, ale bez rezultatu. Ludzie Viriona wyważają drzwi i wpadają do środka, porucznik grozi puszczeniem wszystkiego z dymem przy odmowie kapitulacji i faktycznie podkłada ogień.

Druga grupa szturmująca bramę od środka dostaje się pod ostrzał. Mikael jest tam wcześniej, próbuje odwrócić uwagę przeciwników, dźga i unika zabicia, ucieka, postrzelony w nogę jest odciągnięty przez kompanów, z których jeden ginie. Walka trwa. Bezgłośnie zaczyna grać róg, dmie w niego sam Kapitan Kell. Z resztą Kompanii zbliża się groblą do Fosy Cailin. Mokradła zaczynają dygotać, szlam chlupoce. Mucha, bezpieczny za tarczami, zastrasza przeciwników i podnosi morale swoich, nie zapominając o chwale należnej Hexodze. Dwie godziny później Fosa Cailin jest zdobyta. Wieża Pijaka zawalona. Kalispera myszkuje po obozie Borrellów i Torrentów, z którego część zbrojnych postanowiła wreszcie wykazać się w boju. Kobieta zręcznie otruwa trzech rycerzy, którzy zorientowali się w tożsamości Kompanii i mogli zaszkodzić najemnikom. Przy okazji Kalispera rekrutuje nowych braci. Rankiem Szara Kompania umacnia się w grodzie. Ma jeńców zarówno ze strony zbrojnych Boltonów jak i Borrellów. Najemnicy nie czekają długo: po odpoczynku i opatrzeniu rannych szybko ruszają na południe. W międzyczasie Mucha miesza w głowie wiernym wyznawcom Hexogi zdradzając podległym sobie kapłanom, że nie wierzy w boginię - ów sekret ma być jednocześnie dowodem na to, jak poważnie traktuje kult.      

Kompania wciąż rozmyśla nad otwierającymi się na południu możliwościami. Najemnicy wędrują po grobli wśród mokradeł Przesmyku śpiewając swój hymn.


Następnego dnia kompania natyka się na trupy zbrojnych Freyów. To pobojowisko widział wcześniej z powietrza Kell w skórze mewy. Zwłoki są naszpikowane zatrutymi strzałami i oszczepami. Królewski Trakt w tym miejscu niemal dotyka podmokłego lasu. Najemnicy ruszają powoli dalej, zachowując ostrożność. Kalispera jest przekonana, że ktoś nieustannie obserwuje kompanię. Rzeczywiście, milę dalej drogę zastępuje kilku szczupłych, ubranych na zielono i brązowo mężczyzn. Spomiędzy drzew od zachodu wychodzą kolejni. Na szczęście to nie atak a próba rozmów.

Reakcje: 

Dwa korabie z Białego Portu, eskortowane przez wojenną galerę Manderlych, wysadzają na wysokim i grząskim brzegu Przesmyku setkę ludzi karnej kompanii – przestępców mających odkupić swe winy w walce z Boltonami i Freyami. Ich celem jest Fosa Cailin; mają pomóc w zdobywaniu umocnień przez siły lorda Wymana, zorganizowane w tak zwane Stronnictwo Trytona. W oddziale desantowym większość, bo siedem dziesiątek ludzi, zaprzysiężonych jest Szarej Kompanii, z czego czterdziestu to weterani. Szarym przewodzi nowy kapitan – Kell Ryder, góral i warg. Nominalnie całą grupą dowodzi zaś, z nadania lorda Manderly, zmartwychwstały Jon Snow, który niedawno dołączył do szeregów Kompanii, więc podlega Kellowi.
Zadanie stojące przed wszystkimi wydaje się być heroiczne lub samobójcze: pokonać kilkadziesiąt mil mokradeł Przesmyku, podkraść się pod Fosę Cailin i opanować ją lub umożliwić jej zdobycie przez oblegających. Alternatywy nie ma, statki odpłynęły.
Bohaterowie wchodzą więc coraz głębiej w błota. Początkowo słone, potem coraz bardziej słodkowodne mokradła prezentują ponury i monotonny krajobraz. Z rozmokłej ziemi sterczą tu i ówdzie karłowate, samotne drzewa i krzaki stanowiące dom dla krzykliwych ptaków o brzydkim szarym ubawieniu. Ponad liczne kałuże i sadzawki wystają garby zdradliwego, wilgotnego i śliskiego rozmiękłego gruntu oraz kępy szuwarów: sitowie i brudne zielsko. Wszystko przenika zapach zgnilizny i torfu; wszechobecna i chłodna wilgoć dostaje się do butów i spodni, skórę i odzież oblepia muł. Ohydna breja zasysa stopy, spowalnia i męczy. Szyk się rozsypuje, klnący i brnący w błocku zbrojni coraz bardziej się rozpraszają, tylko kilkunastu jest powiązanych linami. Wśród nich są bohaterowie: kapitan Kell, Vena i chorąży Mikael. Jest tu też sir Ian Storm, łucznik Finn, Łańcuch, Will Łapiduch, dzika łuczniczka Ygritt i Jon Snow. Co chwila ktoś grzęźnie w bagnie. Moczary są pełne oślizgłych płazów i gadów. Rechot żab zdaje się urągać ludziom, intruzom w tym miejscu, nad głowami przelatują kaczki. Vena odłącza się od grupy i idzie zapolować. Udaje jej się zabić dwa ptaki i uniknąć niebezpieczeństw. Ktoś inny znajduje żółwia. Pierwszy dzień wędrówki wykańcza wszystkich. Dwie osoby zostają ugryzione przez jadowite węże. Kopciuch Tom tonie wciągnięty w głębokie bagno i tylko szybka reakcja Mikaela, który odciął linę nieszczęśnika, uchroniła innych od podobnego losu. Jeden z kompanionów o imieniu Yanis wykorzystuje zamieszanie by zabić Snow’a. Nie udaje się, a kapitan wymierza sprawiedliwość odrąbując głowę najemnika. Nieco później Kell staje oko w oko z jaszczurolwem, dzięki szybkości i toporkowi wychodzi cało z tego spotkania. Mijają kolejne godziny znoju... Znalezienie miejsca na nocleg graniczy z cudem. Vena wreszcie trafia na odpowiednie, całą wysepkę okupują Szarzy Kompanioni, co wywołuje sprzeciw pozostałych. Kaczki i żółw na kolację, na deser odrywanie od skóry opitych krwią pijawek. Sen w ciasnocie, wilgoci i chłodzie, pośród marudzących towarzyszy. Rankiem większość jest przeziębiona, Łańcuchowi doskwiera gorączka. A trzęsawiska zdają się ciągnąć w nieskończoność. Porośnięte grzybami resztki masywnych, przegniłych i spróchniałych pni oraz korzeni sugerują, że niegdyś ten teren nie był tak podtopiony. Przesmyk skrywa swoje tajemnice, ale kompania nie ma ochoty ich poznawać. Coraz więcej ludzi choruje... Ponurą atmosferę przerywa na moment sir Ian pasując Mikaela na rycerza w uznaniu dzielnej postawy sprzed kilku dni, kiedy młodzieniec bronił sztandaru podczas morskiej potyczki z trytonami.
Kell zwołuje naradę. Jon Snow uważa, że ich misja jest z góry skazana na niepowodzenie, ma doprowadzić do unicestwienia wszystkich. Kapitan podejmuje decyzję, której reszta przyklaskuje. Siedemdziesięciu ludzi Szarej Kompanii zmienia kierunek mozolnej wędrówki porzucając w błotach niezdecydowanych i powolnych. Ruszają na północ, ku suchszym terenom. Docierają do nich po dwóch dniach, wykończeni i schorowani. Noce stają się coraz chłodniejsze, zdarzają się przymrozki…
Najemnicy skręcają na zachód, przekraczają ciągnący się groblą Królewski Trakt, zacierają ślady i zachowują czujność. Na gościńcu widać jakieś grupy konnych zmierzające na południe. Kompanioni trafiają na niewielką osadę pasterską położoną wśród wietrznych wrzosowisk i omszałych głazów narzutowych. Wieśniacy przeżyli już kilka rekwizycji, w chatach nie ma już zdrowych mężczyzn i młodych kobiet. Próby schowania ostatnich owiec nie udają się. Najemnicy grożą a potem siłą wdzierają się do tych domostw, które nie poddały się po dobroci. Eksploduje przemoc i najniższe instynkty. Gwałt i rozlew krwi, w którym przoduje kobieta – dzika Ygritt. Jon Snow i sir Ian nie mogą znieść pewnych zachowań, rozbijają kilka gorących głów. Wszystko uspokaja się przy ogniskach i pieczystym. Rosół i suche łóżko pomagają nieco schorowanemu Łańcuchowi. Mikael wciąż nie może odnaleźć się po stracie sir Eryka. Vena jak zwykle trzyma się na dystans, bierze pierwszą wartę. Dołącza do niej milczący Snow. Zapada noc...

          Tymczasem, tydzień wcześniej, pozostali kompanioni spod Szarego Sztandaru, prowadzeni przez Viriona i Tormunda, wydostali się z Białego Portu. Kiedy w mieście wybuchło zamieszanie i walki, na pomoc grupie sztabowej było za późno. Ćwiczący pod zachodnimi murami dzicy wydostali się na błonia po drugiej stronie rzeki Biały Nóż. Virion postanowił umocnić się wokół położonego na wzgórzu młyna. Mijały pełne napięcie dni. Plotki przeciekały z miasta do kompanionów. Sztab został podobno zatopiony na wodach zatoki, nieliczni trafili do lochów. Viriona i Jona Hollarda odwiedził niespodziewanie Davos Seaworth, występując jako poseł Wymana Manderlyego. Lord proponował podtrzymanie kontraktu i wspólne działania przeciw Boltonom i Freyom. Davos jednak miał swój interes do Szarej Kompanii. Skagoski szaman Thul zginął na zamku a bez jego ziółek Rikon Stark zachowywał się coraz dziwniej, chłopak najwyraźniej był obłąkany. Shireen trzymana była w dobrych warunkach, Manderly najpewniej planował ożenić z nią Rikona, osadzić chłopca na tronie Winterfell i rządzić Północą w jego imieniu. Najpierw jednak chciał rozprawy z Freyami i Boltonami. Davos zaplanował z Virionem, Hollardem, Tormundem i Val operację oswobodzenia Shireen (złoto Żelaznego Banku, które miał przywieźć Justin Massey przekonało Viriona do ryzyka). W akcji pomogła Kalispera, przebywająca na Dworze Trytona jako letniacka księżniczka uratowana z morskiej katastrofy. Ryzykowna operacja powiodła się i dwa dni później do najemników dołączył Davos wraz z Shireen i Kalisperą. Inną drogą udało się wyciągnąć z miasta Mance'a Raydera, uważanego za martwego. Mance wraz z innym bratem z Kompanii dopłynął mimo kalectwa do brzegu, co więcej uratował z chaosu morskiej bitwy Róg Joramuna! Były Król Za Murem wydawał się mieć siedem żywotów...
Virion zdecydował się wyruszyć na południe, ku cieplejszym ziemiom, do czego namawiał Tormund i Davos (optujący za dotarciem na Smoczą Skałę). Oficjalnie potwierdzili przyłączenie się do kampanii przeciw Boltonom, która nabierała tempa: w okolicy kręcili się zbrojni lenników i sojuszników lorda Manderly. Kalispera dowiedziała się na Dworze Trytona, że Jon Snow dostał pod komendę grupę przestępców, być może także ocalałych członków Szarej Kompanii. Drogą morską mieli dotrzeć do Przesmyku na wysokości Fosy i podejść do jej umocnień od wschodu. Tam więc należało się udać.
Wędrując ostrożnie w kierunku grobli jeden z konnych zwiadów prowadzony przez Marona (brat Viriona z płytką metalu na czaszce) natrafił na zajazd obsadzony przez… Żelaznych Ludzi w przebraniu. Byli to znajomi bohaterów, w tym sama Asha Greyjoy. Maron wrócił do brata z propozycją wynajęcia Szarej Kompanii do posadzenia Ashy na tronie Żelaznych Wysp pod nieobecność ich nowego króla, wuja Ashy – Eurona Wronie Oko. Rozważając to  grupa Viriona i Hollarda (blisko 300 ludzi, kilkanaście koni i cztery wozy) rusza ostrożnie w kierunku południowym, ubezpieczana z różnych stron przez małe grupy konnych przepatrywaczy. Przechwytują kurierów Manderly’ego, jadących z Białego Portu do Fosy Cailin z listami do lorda Godrica Borella. Pisma ostrzegają wiernego lennika trytonów przed operującymi w okolicy najemnikami z Szarej Kompanii i obiecując rychłe posiłki nalegają na szybkie zdobycie Fosy, którą od wschodu ma podchodzić niewielki oddział złożony z „przestępców, których życie nie jest wiele warte”. Virion domyśla się, że owi przestępcy to między innymi weterani Szarej, pokrywa się to z wcześniejszymi informacjami. Rozpoczyna forsowny marsz na południe zostawiając za sobą ostatni, pięcioosobowy konny zwiad. Wchodzi na Królewski Trakt, prowadzący przez mokradła Przesmyku wąską groblą, i kieruje się bezpośrednio na Fosę Cailin. Szpica oddziału natyka się na ariergardę sił lorda Borella z Sisterton, który wraz z kilkoma lennikami Manderlych oblega Fosę od północy. Mimo kilku nerwowych chwil najemnicy udanie realizują plan: podają się za posiłki wierne lordowi Wymanowi, przedstawiają sprokurowany przez Świecę list. Do błotnistego obozu lorda Borellem udaje się Kalispera i sir Davos. Ze względu na brak miejsca Kompania staje obozem dalej od Fosy niż zbrojni wierni trytonom. Virion, pod pretekstem głębokiego zwiadu przygotowującego do szturmu, wypuszcza na południowy wschód ludzi mających odnaleźć na mokradłach grupę Jona Snow i braci z kompanii.


Tymczasem pięciu konnych zwiadowców pozostawionych kilkanaście mil z tyłu, trafia przypadkowo na oddział Kella nieco na zachód od grobli. Patrol nie jest świadomy, że zbrojni lorda Stouta wchodzą właśnie na groblę od wschodu i szybko ruszają ku Fosie Cailin. Są to obiecane posiłki dla lorda Borella, motywowane szansą zemsty na karnym oddziale, w którym mają znajdować się niedobitki Szarej Kompanii…
Oddział Kella wkracza na Trakt Królewski i rusza ku Przesmykowi. Śliskie od wilgoci kamienne płyty duktu muskane są pasmami mgły, z boków dobiega pogardliwy rechot żab. W powietrzu wisi wszechobecna wilgoć i ledwo wyczuwalna woń zgnilizny. Na szczęście wiejący od wschodu wiatr nie jest silny. Grobla ma szerokość ledwie pięciu kroków, jej stoki schodzą pod łagodnym kątem w mokradła, między pęki mokrych traw, kałuże szlamu i nieliczne wysepki obrośnięte przez wszczepiające się w nie korzeniami krzaki i rachityczne drzewa. Na szpicę wysuwa się samotnie Vena, Mikael i Mucha trzymają się w połowie rozciągniętej kolumny prowadzonej przez Kella, Jona Snow, Hollarda i sir Iana. Nieopodal Kapitana idzie Ygritt – dzika łuczniczka.
Drużyna nie robi wielu postojów. Konie niosą suchy opał, zagrabione z osady narzędzia i żywność. Po kilku godzinach marszu Vena melduje o konnych od czoła. Najemnicy rozpoznają w nich ludzi lorda Stouta (herb: złote kliny na rdzawym tle). Kompania zatrzymuje się i opracowuje plan. Powietrzny zwiad Kella w skórze czapli potwierdza domysły: liczna grupa Viriona znajduje się za kolumną kilkuset zbrojnych Stouta i Dustinów, którzy właśnie stanęli i chyba przygotowują do noclegu. Narada bojowa kończy się wyruszeniem Veny na bagna po wschodniej stronie grobli, rozpoczęciem rytuału maskującego (celem ukrycia najemników w gęstej mgle) przez Zha Prawdziwego i napisaniem listu do Viriona. Pismo, które do Porucznika niesie Kapitan w skórze swej mewy, informuje o sytuacji taktycznej i rychłym ataku z obu stron na siły Barrowton (Stouta i Dustinów). Virion potwierdza operację i dwie godziny później zaczyna atak. Tymczasem plan Veny, zakładający podpalenie halucynogennych ziół, których dym miał omamić wroga, nie dochodzi do skutku. Działająca samotnie kobieta staje się celem ataku jaszczurolwa, na szczęście niewielkich rozmiarów. Krótka i zacięta walka kończy się śmiercią gada i utratą przytomności przez ranną Venę. Łowczyni leży na łuskowatym, wpół zanurzonym cielsku jaszczurolwa a ich krew miesza się w błotach dookoła...
Kiedy do uszu Kella i kompanów dobiega odległy dźwięk bitwy na południu, nie zwlekając wchodzą do akcji. Przesuwają się w gęstym oparze z mgły i szturmują koniec kolumny Stouta. Zawczasu ostrzelany przeciwnik jest zaskoczony, kolejni zbrojni, ranni i zabici, strącani są z grobli na podobieństwo kręgli uderzonych przez żelazną kulę. Przynajmniej przez chwilę. Potem wróg formuje płot z tarcz, rani dzielnie walczącą Ygritt. W przełamaniu blokady pomagają wierzchowce oraz konna szarża sir Iana Storma. Kwatermistrz Mucha i chorąży Mikael trzymają się z dala od czoła bitwy, Mucha dba o łupy i zdobyczne konie. Chorąży musi zaś odeprzeć nagły atak kilku wrogów, którzy zepchnięci z grobli, wdrapali się na nią po cofnięciu przez chłodne mokradła. Walczący o życie Mikael ujawnia swą zręczność i kilkuletni trening pod okiem zmarłego sir Eryka. Kell i Snow ratują sir Iana heroicznie walczącego z przeważającymi siłami wroga. Mucha pastwi się nad umierającym jednorękim Harwoodem Stoutem, ranionym między innymi strzałą Ygritt. Kapłan Hexogi ma zadawniony żal do lorda i teraz syci się ostatnimi chwilami wroga…  W pewnym momencie na grobli braknie przeciwników. Adrenalina ustępuje miejsca zmęczeniu, bitewna gorączka - dreszczom. Virion i Kell spotykają się w gęstniejącym mroku i rozpływającej się mgle. Ściskają sobie ramiona i szczerzą poharatane pyski. Wiedzą, że razem są mądrzejsi i groźniejsi. Łapiduch sprawdza Venie szwy, sir Ian odnajduje wśród Wolnych Ludzi swoją Haere.


Szara Kompania znów jest razem. Przygoda trwa!

Reakcje: 


Po dłuższej przerwie i przygodach z innymi settingami próbujemy w nieco innym, okrojonym składzie wrócić do Szarej Kompanii i gry o tron Westeros. Powroty bywają bolesne i nie zawsze się sprawdzają. Zobaczymy co będzie dalej. Poniżej krótki rys wydarzeń z punktu widzenia osób trzecich. Szybki tekst na potrzeby graczy. Dla osób nieuczestniczących w sesji niestety niezrozumiały, wybaczcie...

 
(Dziurawy Denys, myślotok)
Umieram. Ta wilgotna, pełna przeciągów ciemnica pod Białym Portem będzie moim końcem. Słyszę już Nieznajomego, szepcze moje imię. Zdycham, ale wśród braci. W tych przeklętych lochach gniją resztki Szarej Kompanii. Ponad połowa poległa lub zaginęła podczas morskiej ucieczki, kiedy opadły nas wojenne galery pod znakiem Trytona Manderlych. Trzask pękających wioseł, łomot taranów wbijających się w burty, świst strzał, krzyki i płonące żagle a potem zimne odmęty potowej zatoki… Zniknął w nich nasz Kapitan, zniknął Dratwa, mój przyjaciel Kosma, Rudy Jill, Gregor, Wesoły Hugon i inni. Widziałem tonącego dowódcę. Raniony jeszcze podczas potyczek w mieście dzielnie walczył w swojej zbroi płytowej i to ona pociągnęła go w głąb zatoki. Wielebny Mucha leży jak ja, pokiereszowany, w zimnym i brudnym kącie. Nie mam już siły kląć. Nie czuję nóg, górną połową ciała targają dreszcze. Mikael, cień Kapitana, podaje mi wodę i podciera. W celi obok jest Kell, naprzeciwko siedzi Bane. Ci dwaj wciąż się kłócą, nie dadzą umrzeć w spokoju. Porucznik uratował Finna i mnie, wyciągnął z wody na brzeg, ale tam już czekały Trytony. W lochach trafiliśmy na innych braci, był tu też Storm, ten południowy sir. Nie wiemy co stało się z dzikimi. Tormund , Virion i Jon Hollard byli w innej części miasta, kiedy wszystko się spierdoliło. Może wyciągnie nas stąd Łańcuch albo ten blady ożywieniec, lord Snow?
Nie, czuję, że w moim przypadku będzie to Nieznajomy. Kiedy przyjdzie? Chyba znów go słyszę, zbliża się… To  tylko ten milczący śniady dziwak, Prawdziwy. Zachowuje się jak maester, ale nie potrafi uzdrawiać.
(później)
Kiedy spałem był tu podobno Snow, zaproponował w imieniu lorda Wymana łaskę, czy raczej odkupienie win. Możemy ruszyć na wojnę z Freyami, musimy jeno klęknąć przed Trytonem. Z wszystkich więźniów robią karną kompanię, mięso dla wron. Przystaliśmy na to, co było robić? Oby tylko chłopaki mnie nie zostawili. Jeśli mam zdychać to w cieple, patrząc na ogień. Staram się przypomnieć modlitwy, ale…
(jeszcze później)
Stało się. Bracia i reszta hołoty z ciemnicy klęknęła przed spasionym lordem. Zielone chłystki z trójzębami przenieśli nas do koszar i pilnują. Zwrócono nam chociaż rzeczy. Wkrótce ruszamy na Freyów, bić się. To znaczy oni ruszają. Ja chciałbym umrzeć. Leżę w koncie i robię pod siebie. Will Łapiduch mówi, że wyżyję, jeśli znajdę w sobie chęć do tego. Nie będę chodził, nie będę chędożył, więc po co żyć? Może to, co mnie spotkało, to przez brak szacunku do bogów? Mucha ma się lepiej, widać Hexoga strzeże swoich. Sir rycerz zaciukał właśnie Bane’a, a ja nic nie widziałem. Nawet takie przyjemności mi odebrano. Jestem jak nikomu nie potrzebny kawał drewna wyrzucony na brzeg, cuchnący gałgan, bez celu i sensu. Poproszę Yaka o pomoc, ma u mnie dług. Załatwi sprawę. Widzimy się u Siedmiu psie syny! 
(Yanis Yak, myślotok)
Dziurawy strasznie skomlał, łaskawie pomogłem, akurat Kell przemawiał, zagrzewał, nasz nowy dowódca, razem z Łańcuchem robią z nas znowu Szarych, szkoda, wolałem Bane’a, Blady Lord też się kręci, jutro na statki i wojenka, ale jak tak za darmo robić? Nie wybrali mnie znowu, młody Mik został chorążym, przydupas nawiedzonego kapitana, sztandar nowy dziergają, a Finna porucznikiem zrobili i za co pytam, taka to sprawiedliwość jebana, siedzą se teraz przy ogienku z Bladym, gaworzą, niedoczekanie ich, idę użyć Cołaski, bo kolejka się zrobi zaraz…
(później)
Nie do wiary, ale jaja, z warty nad ranem ściągli mnie Trytony do pokojów pałacowych, panisko jakieś chciało, by Snow żywy nie wrócił z bitki z Freyami, a ja mogłem przytulić kilka smoków, jebanych smoków, czemu nie mówię, się zrobi, na wojnie się umiera, nie? O to chodzi, jeden mniej, jeden więcej, a ja go nigdy nie lubiłem, odmieniec i bękart, lord w dodatku, tak jest, złote smoki i znów los się uśmiecha, pędzę z powrotem, oby się nikt nie pokapował…  
(jeszcze później)
No i zmartwychwstały lord jest nam bratem (niedługo, he,he), Storm też przysięgę złożył, ale się zżymał, dusił w sobie, widziałeś panisko? Podobnie brudas z celi, co na mnie z nożykiem skakał i jeszcze kilku. Kapitan Kell dowodzi, czy ten cały Biały Bękart, nie wiadomo, jeno pakujemy się, rychło ruszamy przez morze, jebane bujanie a potem będzie można kogoś ukatrupić, wiecie kogo, i dobrze, bo ręce mnie świerzbią, a tu jeszcze Dziurawego kazali mi grzebać, kurna, mało dla niego zrobiłem? No nic, śniły mi się smoki, złote, wszystkie moje…

Reakcje: 

Dawno nie było poezji, a ja muszę odreagować. Okoliczności rzeczywistości zmusiły mnie do liryki, prozą już nie daję rady.
A zatem:

Brzęczała na tym zgniłym brzuchu much orkiestra
I z wnętrza larw czarne zastępy
Wypełzały ściekając z wolna jak ciecz gęsta
Na te rojące się strzępy.
Wszystko się zapadało, jarzyło, wzbijało,
Jak fala się wznosiło,
Rzekłbyś, wzdęte niepewnym odetchnieniem ciało
Samo się w sobie mnożyło.
Czerwie biegły za obcym im brzmieniem muzycznym
Jak wiatr i woda bierząca
Lub ziarno, które wiejacz swym ruchem rytmicznym
W opałce obraca i wstrząsa.


Ch. Baudelaire "PADLINA" (fragment)
tłumaczył: Mieczysław Jastrun

Reakcje: 


Przyjazny port zamienił się w pole bitwy. Dobrze zapowiadający się pracodawca stał się wrogiem. Bohaterowie spod Muru stali się ściganymi banitami.



Szara Kompania od tygodnia przebywała w Białym Porcie. Dołączył do niej dowódca - sir Eryk - który powrócił z wyprawy na Skagos wraz z dwudziestką nowych rekrutów. Negocjowanie kontraktu z lordem Manderlym przedłużało się. Odpowiadający za to Łańcuch wraz z pomocnikiem niemalże zamieszkali na Dworze Trytona. U lorda Wymana gościł też sir Davos, mały Rickon Stark i jego brat Jon Snow, zwany Odrodzonym Jonem. Rankiem sądnego dnia pod „Pękniętego Wieloryba”, gdzie zamieszkiwał sztab najemników wraz z weteranami kompanii, przybył oddział gwardii pałacowej. Zbrojni mieli eskortować Lady Selyse i jej córkę Shireen do Nowego Zamku. Bohaterowie nie chcieli oddawać dziewczynki. Nakłonili jej matkę (uzależnioną od uspokajających ziółek Kalispery) by szpiegowała lorda Wymana podczas pobytu na jego dworze, a w kwestii Shireen by wyraziła wolę pozostania dziewczynki z kompanią. Kapitan gwardii odszedł jak niepyszny jedynie z lady Selyse.

Później, około południa, Kalispera wracała ze spaceru po mieście, podczas którego uzupełniała zapasy swoich substancji. Zwróciła uwagę na sir Iana Storma kręcącego się po zaułkach. Rycerz zmierzał właśnie do gospody zamieszkiwanej przez kilka rodzin Dzikich ewakuowanymi zza Muru wraz z dziećmi, kiedy niespodziewanie natknął się na idącego od Nowego Zamku Jona Snow. Kalispera zbliżyła się do mężczyzn chcą sprawdzić, czy czegoś nie knują. Obudziło się w niej bowiem silne przeczucie niebezpieczeństwa (szósty zmysł postaci). Wówczas nastąpił atak. Trzech nożowników i usadowiony na piętrze łucznik zamierzało zabić Jona. Kalispera poradziła sobie z pierwszym przeciwnikiem, zmartwychwstaniec i się Ian wykończyli dwóch innych, ale strzelec zdołał zranić Jona, który po chwili omdlał, niewątpliwie na skutek trucizny. Kalispera nie była w stanie mu pomóc. Kiedy tylko sir Ian dołączył do niej z rannym jeńcem – łucznikiem, wszyscy szybko ruszyli pod „Pękniętego Wieloryba”. 

Tymczasem do karczmy wrócił oddział gwardii pałacowej. Uzbrojonych z trójzęby i półzbroje ludzi było dwa razy więcej niż rankiem. Do karczmy ponownie wkroczył kapitan gwardii i ponownie zażądał w imieniu lorda Manderly wydania „lady Shireen”. Żarty się skończyły, sytuacja była poważna. Sir Eryk nie zgodził się na wypuszczenie dziewczynki, a kiedy kapitan gwardii zaczął grozić i obnażać miecz - wycelowano w niego łuki i kusze. Najszybciej zareagował Finn, wyborowy łucznik i nowa postać  gracza prowadzącego Muchę. Gwardziści pochylili trójzęby, ale ich zagrożony i upokorzony dowódca rozkazał wycofanie. Jego ludzie otoczyli gospodę. Po raz trzeci, tym razem z zewnątrz, kompanioni usłyszeli polecenie natychmiastowego wydania dziewczynki pod opiekę lorda Wymana i po raz trzeci to zignorowali. Po chwili gwardzistów wsparły zwołane oddziały strażników miejskich, do garnizonu gwardii wysłano kurierów.

Kalispera wraz z sir Ianem, niosącym nieprzytomnego Jona Snow, wracali właśnie do gospody prowadząc poturbowanego jeńca. Widząc co się dzieje, bez namysłu zdecydowali się na bezczelne w swej brawurze działanie: sir Ian wtargnął do środka karczmy poprzez kordon strażników, przez chwilę ogłupiałych zachowaniem rycerza. Kalispera z kolei odciągnęła kilku innych zbrojnych historyjką o „uprowadzeniu Shireen”. Nie zmieniło to jednak położenia najemników oblężonych w „Pękniętym Wielorybie”. Gwardziści żądali od kompanionów złożenia broni i natychmiastowego wypuszczenia Shireen.

Łapiduch zajął się Jonem Snow, który jednak po chwili przestał oddychać, szokując sir Iana. Na miejscu nie było Viriona i Jona Hollarda, szkolili oni nowych rekrutów, głównie Dzikich, na placu nieopodal Śnieżnego Septu. Mucha był na nabożeństwie Hexogi w pobliżu portu. Krótka narada będących na miejscu BG była bardzo nerwowa. Sir Eryk stwierdził, że dziewczynkę należy oddać, tylko w jaki sposób? Finn ustawił kilku strzelców w oknach gospody. Protesty przestraszonych właścicieli przybytku szybko uciszono. W końcu dowódca kompanii przestąpił próg karczmy i oznajmił gwardzistom, że najemnicy sami odprowadzą Shireen do zamku. O oddaniu broni mowy być nie może. Tego było kapitanowi gwardii za dużo, sięgnął po miecz i zwarł się z sir Erykiem krzycząc do swoich ludzi. Finn i jego łucznicy wystrzelili w gwardzistów. Najemnicy walcząc cofnęli się do środka karczmy. Z pomocą porucznika sir Eryk zabił swego przeciwnika, ale sam otrzymał pchnięcie w szyję. Drzwi „Pękniętego Wieloryba” ponownie zabarykadowano. Gwardziści odciągnęli swoich rannych i zabitych, zaalarmowali zamek. Polubowne rozwiązanie przestało być możliwe, przelano krew.

Sir Ian odciągnął od drzwi Shirren, ale nie mieszał się w walkę, wciąż wstrząśnięty śmiercią Białego Jona.

Tymczasem przebywająca z dala od „Pękniętego Wieloryba” Kalispera postanowiła dostać się na zamek podając się za letniacką księżniczkę ocalałą z ataku piratów…    

W gospodzie Sir Eryk był coraz słabszy, wciąż krwawił, ale ignorował prośby Willa Łapiducha i swego troskliwego giermka Mikaela. W końcu zemdlał. Ocknął się za to, czy raczej powrócił (ponownie!) do życia, Biały Jon! W mieście, do każdej z noclegowni zajmowanych przez Szarą Kompanię skierowano oddziały wojska. W pobliże „Pękniętego Wieloryba” przybył sam sir Marlon Manderly, dowódca gwardii, kuzyn i doradca lorda Wymana. Powstrzymał swych ludzi przed szturmem i zażądał od kompanii natychmiastowej kapitulacji. Na negocjacje z sir Marlonem wyszli nieuzbrojeni porucznik Kell i Mikael. Kuzyn lorda powtórzył swoje warunki jednocześnie podkreślając, że zabójcy gwardzistów zostaną straceni. Zezwolił też na powrót dwójki bohaterów do karczmy. 

Kompanioni nie zamierzali się poddać. Finn, oprócz łuczniczego talentu będący także uczony w prawie, głowił się nad jakimś pokojowym rozwiązaniem. Sprawy jednak zabrnęły za daleko, sytuacja była nie do opanowania. Wówczas Kell Rayder, warg odpowiadający obecnie za cały oddział, podjął próbę przejęcia ciała sir Marlona. Zadanie było wyjątkowo trudne nie tylko pod względem wysiłku woli i ducha, ale także w wymiarze moralnym. Kell wślizgnął się duchowo do głowy rycerza i stoczył z nim psychiczny pojedynek. Wygrał go a następnie zakomenderował odwrót spod karczmy. Rozkaz spotkał się z niedowierzaniem, ale w końcu go wykonano. Kiedy tylko tylne wyjście gospody było bezpieczne, kompanioni wyślizgnęli się nim na zewnątrz, unosząc ze sobą ciała sir Eryka i porucznika Kella. Wiele wskazywało na to, że w innych punktach miasta trwają potyczki między Dzikimi kompanionami a zbrojnymi lorda. Nie wiadomo, co działo się z Virionem i Jonem Hollardem. Kalispera dzięki swym gładkim słówkom i ujmującej powierzchowności została przyjęta do zamkowego garnizonu i doczekała się spotkania z maesterem Theomore’m. Odrodzony Jon Stark (niegdyś Snow) postanowił zostać w Białym Porcie przy bracie Rickonie i spróbować wyjaśnić zamach na swoje życie. Sir Ian Storm zdecydował się do niego przyłączyć.  

Reszta bohaterów, prowadzonych przez Finna i Mikaela, przekradła się do portu, przebiła przez straże Bramy Fok i kilku zbrojnych pilnujących dwa z czterech kompanijnych statków. Odbito od nabrzeży, chwycono za wiosła, nieliczni kompanioni z morskim doświadczeniem stawiali żagle. Kell wrócił do swego ciała po tym jak doprowadził do „samobójczej” śmierci sir Marlona.

Na odpływających statkach była ledwie szósta część Szarej Kompanii, na szczęście na pokładzie był Wystrzępiony Sztandar. Nie było za to Viriona, Hollarda, Muchy, Kalispery, Łańcucha, Marka Myszora i Jednorękiego – zostali w Białym Porcie. Martwi lub żywi. Los kompanionów płynących na statkach też nie był pewny: z ufortyfikowanych pirsów wystrzeliły skorpiony i ogniomioty, w pogoń na zbiegami ruszyły dwie galery wojenne z floty lorda Wymana. Stan sir Eryka był ciężki. Śmierć deptała najemnikom po piętach i obrzydliwie się śliniła.


Szara Kompania stawała przeciwko Innym i Zimie Zim, ścierała się z Botlonami i Żelaznymi Ludźmi. Konflikt z grubym lordem Manderly’m mógł się okazać znacznie groźniejszy. Z banalnej sytuacji rozwinęła się tragedia. Ze zlekceważonej iskry wybuchł pożar.

Gra o tron to bezwzględna konkurencja, a historia uczy, że nawet Dzicy muszą od czasu do czasu ugiąć kolan aby przeżyć. Szarzy Kompanioni okazali arogancję, na którą najemników stać tylko wówczas, kiedy dyktują warunki. Za błędy, choćby niezawinione, zawsze płaci się cenę... 

Reakcje: