Dark Fantasy Role Play

mroczne mięcho ku czci Melpomeny złożone w ofierze

  • .
    - Witaj! Poniżej znajdziesz pomysły na przygody, scenariusze rpg, generatory i opowiadania w klimatach fantasy - wszystko (poza poezją i scenariuszami do Gemini rpg) autorstwa Maestro, choć często inspirowane różnymi źródłami. Fani systemów Warhammer, Monastyr, Gemini, Warlock!, Cień Władcy Demonów, D&D, Veasen czy Symbaroum i innych światów RPG powinni znaleźć tu coś dla siebie. Szczególnie chciałbym pomóc początkującym Mistrzom Gry. Nie szukajcie tu rzeczy, które szybko się dezaktualizują. To ma być źródło konkretnych inspiracji do sesji gier fabularnych z niewielkim dodatkiem teorii rpg. Krwiste mięcho role playing.



Koniec kolejnego zimowego dnia w Winterfell. Sir Eryk, nieoficjalnie acz faktycznie nowy kapitan Szarej Kompanii, wraz ze swym ścisłym sztabem, w skład którego wchodzą: Virion, Kell i Mucha, przeprowadza kolejną naradę. Pozlepiane, stopione fantazyjnie świece oświetlają dębowy blat z mapą, brzuchy pochylonych nad nią postaci grzeje ciepłe wino, zadki ogień paleniska. Za radzącymi krząta się nerwowo Mikael, giermek dowódcy, wyraźnie coś w sobie tłamszący. Sir Eryk zagaduje o to chłopaka, ale bez rezultatu. Bohaterowie planują atak na pozycje wroga, szybki nocny wypad osłaniający Morsa Umbera i jego kilku ludzi, którzy chcą skrycie opuścić Winterfell i ruszyć do domu, do Ostatniego Domostwa. „Wronojad” Umber żegna się krótko i przypomina o opiece nad rannymi, w tym swoim bratem Hotherem. Wartownicy meldują o wzmożonych ruchach nieprzyjaciela na dziedzińcu wokół wieżycy. Kapitan, Virion i Kell idą się temu przyjrzeć, zaś Mucha zostaje z Mikaelem, aby wyciągnąć z chłopaka przyczynę jego dziwnego zachowania. Niestety, nie pomagają tu nawet tak wielkie talenty…
Kell jako pierwszy wygląda na zewnątrz, w mroźną pochmurną noc; dostrzega tu i ówdzie koncentrację sił przeciwnika. Nagle, w kloace u podstawy ścieku latryn coś wybucha. Wrogowie próbowali jakiejś sztuczki, która wypaliła im w twarze. Okazuje się, że zbrojni Boltona, wiele ryzykując, wznoszą na wielkim dziedzińcu, przed głównym wyjściem z wieżycy, niską barykadę. W kilku słowach przygotowano nocny wypad Kompanii. Przy sir Eryku wreszcie staje wiernie chorąży Kompanii Cristian Borg; podobnie jak Virion prowadzi do akcji jedno ze skrzydeł, w centrum niewielkiego oddziału jest sam kapitan. Z muru przyległego do donżonu osłaniają towarzyszy łucznicy, w tym strzelcy lady Dustin. Wypad przebiega doskonale, powalono około 30 wrogów, niewielkie straty ponieśli tylko ludzie na murze, wystawieni na ostrzał zza pleców i bocznej baszty, którą wróg chyba umacnia. Sierżant Virion błyszczy kilka razy talentem taktycznym, co nie uchodzi uwadze nielicznych przyjaciół.

Tej nocy ludzie Boltona w pobliżu donżonu nie mieli łatwego snu, zresztą mieszkańcy wieżycy również. Mucha regularnie ciskał z wysokiego piętra groźby i obelgi  psując osłabione morale wroga i wściekając próbujących spać sprzymierzeńców. Kell wraz z Veną i dwójka innych zwiadowców postanawia ryzykownie sprawdzić wysoki wewnętrzny mur Winterfell. Podobnie jak wcześniej Mors Umber, tylko z drugiej strony, kompanioni opuszczają się zręcznie po linach na spadzisty dach przyległego budynku i szczęśliwie podkradają pod mur. Mimo ciemności i przenikliwego mrozu Kell wspina się na niego, natyka na wartowników po zmianie wart. Jednego eliminują z dystansu towarzysze „Niedźwiedzia”, drugiego dobija Kell, trzeci atakuje i rani górala, który w obliczu odsieczy wrogów musi szybko i efektownie ewakuować się z muru. Powrót jest szczęśliwy dzięki gęstej ciemności i niemrawości przeciwnika, który drugi raz tej nocy dał się zaskoczyć. Czy Ramsey Bolton potrafi uczyć się na błędach? Mijający dzień wydaje się należeć do Szarej Kompanii.
Mimo to, kładąc się późno spać, sir Eryk ma złe przeczucia. Podejrzewając Mikaela o jakiś spisek prosi, by Mucha z kuszą ukrył się za kotarą. Indagowany przez rycerza po raz kolejny, Mikael załamuje się i wyznaje kapitanowi, że jego zachowanie to efekt wielkiego wstydu. Podczas przesłuchania opowiedział wszystko co wie o swym panu, kompanii, królu Stannisie i wszystkim innym. Zapewniony o wyrozumiałości sir Eryka, chłopak zasypia. Pół godziny później Mucha opuszcza kryjówkę i chce wyjść z komnaty, ale dowódcy nie opuszcza niejasny niepokój. Mucha postanawia sprawdzić pomieszczenie. Jakież jest jego zdziwienie, kiedy pod łóżkiem natyka się na zaczajonego zabójcę i jego ostry nóż – niestety, w odwrotnej kolejności. Odruch i trzymana w rękach kusza ocalają bohaterowi życie. Raniony Mucha rzuca się do kąta po miecz. Tymczasem zamachowiec wytacza się spod łoża i atakuje sir Eryka stojącego w negliżu obok łóżka. Rycerz zasłania się siennikiem przed lecącym nożem, uskakuje przed sztyletem, wskakuje na łoże, kopie przeciwnika. Mucha wkracza do akcji ze Światłonoścą, zaś obudzony Mikael rzuca się na plecy zabójcy z gołymi pięściami. Ranny napastnik zostaje powalony, a krwawiący Mucha odgrywa przed tłoczącą się w drzwiach gromadką kompanów wspaniałe przedstawienie, na wieki zapewniające mu sławę nieustraszonego obrońcy kapitana i drugiego twardziela w Kompanii (o pierwsze miejsce nieustannie konkuruje Virion i Borg). Bohaterowie nie wysypiają się tej nocy, podobnie jak poprzedniej.... 

Późnym rankiem, przed śniadaniem, herold Bękarta wykrzykuje groźby o: rychłej egzekucji Greatjona Umbera, nadciągającej pomocy Freyów i nadchodzącej zagładzie Ostatniego Domostwa. Być może w ciemności do Bliźniaków rzeczywiście został wysłany kruk? Nie psuje to bohaterom humorów, nastroje w kompanii dopisują. Sir Eryk przemawia do ludzi, nagradza dobrym słowem zasłużonych, w tym niedoścignionego Muchę. Virion rozmawia z bratem o ostatnich zmianach na tronie Żelaznych Wysp (śmierć Balona i powrót Eurona) i mimo namawiania do powrotu, przekonuje Marona aby ten związał swój los z Szarą Kompanią. Los Ashy Greyjoy pozostaje nieznany. Nie wyjaśnia go nawet Łapiduch, który zrelacjonował wcześniej drużynie okoliczności pojmania zastępu „Starego” i następujące po tym przesłuchania. Talentem do tych ostatnich nie może do końca wykazać się Virion. Przesłuchiwany niedoszły zabójca jest skory do rozmowy, nie ujawnia żadnych rewelacji. Oszacował za to ilość zbrojnych Bękarta na około 1500 ludzi, wskazuje też ich prawdopodobne rozlokowanie. Koło południa do Winterfell przybywają (wracaja?) niecałe dwie setki konnych, wyraźnie poszarpane w jakiejś potyczce. Bohaterom się wydaje, że oto wrócił trzystuosobowy oddział wysłany ledwie wczoraj na północ.

Powietrzny zwiad Kella, którego wcześniejsza spostrzegawczość i szczęście nocną porą mogły zadziwiać, wykazał, że konni Boltonów najpewniej starli się z grupą górali wałęsających się po Wilczym Lesie i Królewskim Trakcie, w sobie tylko wiadomym celu. Mewa warga dostrzegła też wędrującego na północ Morsa Umbera. Fortuna i wszyscy znani bogowie z Hexogą na czele (przekonuje się do niej coraz więcej braci) sprzyja Kompanii, sir Eryk zamierza kontynuować strategię nękania przeciwnika, bohaterowie zastanawiają się, czy krok po kroku można odbić całe Winterfell? Bękart lorda Pijawki najwyraźniej pogubił się, nie ogarnia wyzwania jaką stała się Kompania. Może opuścił twierdzę? Przygotowując się na różne scenariusze sir Eryk porzuca zabawy z łukiem i kuszą (naszła go ochota nauczyć się strzelania) i wydaje rozkaz cichego odblokowania tylnych drzwi donżonu, prowadzących do komnat zamkowych. Majstrowie Marka Myszora opracowali już technikę pokonania zniszczonego mostu zwodzonego (kładki z desek i łańcuchów). Teraz zabierają się za przygotowanie długich drabin oblężniczych – specjalnych tyk pomysłu kapitana. 


Bohaterowie wypoczywają, drzemią, jedzą, pierdzą i kurują rany. Kell i Mucha zbierają uznanie za ostatnie dokonania. „Niedźwiedź” przestaje być „nowym” i staje się wierzycielem „długu życia” u Willa Łapiducha, Hanzi zaś zyskuje opinię gościa mocnego nie tylko w gębie. Borg przestaje chwilowo kopać dołki pod dowódcą. Virion relaksuje się torturując prewencyjnie wybranych delikwentów. Sir Eryk duma. Modli się do Hexogi, marzy o różnych rzeczach, chwale w Królewskiej Przystani… Czy może być jeszcze lepiej? Otóż może!

Po południu Lady Dustin prosi bowiem o spotkanie z kapitanem i jego przybocznymi. Obawia się jakoby spełnienia groźby Bękarta i zjawienia się Freyów, choć potrwa to w najlepszym razie miesiąc. Ramsey może też ściągać posiłki z Fosy Cailin lub Dreadfort. Lady wraca do tematu Dzikich i ich wykorzystania w walce o Winterfell. Zastanawia się jak wpłynąć na Dzikich. W końcu ujawnia, że być może sama posiada do nich klucz, może go „użyczyć”, ale pilnie potrzebuje pomocy drużyny. Wśród jej ludzi jest, do niedawna więziony przez Boltonów, ciężko schorowany Mance Rayder – sam Król za Murem

Ujawnienie posiadania Raydera Lady Dustin przedstawia jako szczodry gest w stronę Kompanii i oczekuje wzajemności. Bohaterowie odnoszą jednak wrażenie, że lady jest po prostu zmuszona znaleźć pilnie zdolnego medyka. Weryfikacja stanu rannego potwierdza tą hipotezę. Mance Rayder, o ile to naprawdę on, ma liczne odmrożenia, nie wiadomo czy przeżyje. Na pewno straci ucho, stopę i kilka palców.


Twarz Raydera wydaje się bohaterom znajoma. Pierwszy orientuje się Kell – Król za Murem jest do niego bardzo podobny. Zbyt podobny, by był to tylko przypadek. Późniejsza rozmowa w cztery oczy z Mancem potwierdza przypuszczenia „Niedźwiedzia”. Król za Murem jest jego ojcem! Kell wykorzystuje dług wdzięczności dochodzącego do siebie Łapiducha, aby zapewnić Mance’owi jak najlepszą opiekę. Mimo swojego stanu ojciec „Niedźwiedzia” jest gadatliwy. Opowiada Kellowi o jego matce i swojej przeszłości. Po godzinie rozmowa schodzi na aktualną sytuację kompanii. Mance wspomina plotki o ukrytych tunelach, przejściach i skrótach w murach oraz budynkach Winterfell, o rozległej sieci kilkupoziomowych tajemniczych krypt. Nie ma jednak konkretów (inaczej zapewne by to sam wykorzystał w swojej misji ratowania Aryi Stark), drużyna też nie dysponuje takimi informacjami. Niemniej Kell postanawia od czegoś zacząć. Informuje towarzyszy o rewelacjach związanych z Mancem. Wraz z Virionem i Veną badają piwnice wieżycy, penetrują loch i studnię. Natrafiają tam na niewielki, zabezpieczony kratą tunel, odchodzący pod kontem prostym od cembrowiny studni ku wschodowi. Niski korytarz ciągnie się około 250 metrów, kończy zaryglowanym od strony BG wyjściem, zamaskowanym z zewnątrz, wychodzącym na ruiny „Zimowego Miasteczka” – zniszczonej osady pod wschodnimi murami Winterfell. Tymczasem na Mur, od „sir Eryka w służbie króla Stannisa”, do lorda dowódcy Nocnej Straży, leci kruk z prośbą o wparcie Dzikimi w walce z Boltonami. Pismo pomaga redagować Mance, tak, aby Jon Snow poczuł się zobligowany do działania. Niemniej Król za Murem podkreśla, że bohaterowie przeceniają jego ewentualny wpływ na „Wolnych Ludzi” (jak sam nazywa Dzikich)...

Później Sir Eryk wraca do planowania serii nagłych ataków – wypadów na różne punkty twierdzy. Jak odpowie na to Bękart? Czy wyciągnął wnioski z nocnych porażek? Wkrótce się okaże…

Roose Bolton, królewski namiestnik Północy jest wciąż, choć nieco zapomnianym, więźniem Szarej Kompanii. Lady Dustin sugeruje wykorzystanie lorda Pijawki celem skłócenia szeregów wroga. Sama jednak nie wybiera się do Boltona. Gra trwa dalej. Gra o tron północy, ale może stawka jest znacznie większa? Czas pokaże. A zima? Zima nadchodzi, jak zawsze.
  ____________________________________ 


Tym razem zaserwowałem graczom liryczny wstęp do sesji...
Na interpretację tego kawałka poezji niestety nie dali się namówić, a przecież ujawniam tu co nieco. Obok jeden z "posterów-zwiastunów" niniejszej przygody.



Tną niebo czarne skrzydła wron,
Biel przetykana czernią,
Sterczą złamane zęby bron,
Śmierć staje za odźwierną.

Tnie całun zimy wieży szpon,
Cierń w oko wroga.
Ongiś stał tu północy tron,
Krwawa ku niemu droga.

Dmie wicher na cmentarny ton,
Sztandar porusza szary,
Polegli szarpią płótna szron,
Mroczne swe niosąc dary.

Drzewiec, co siwe niebo dźga,
Valyrii lancą był.
Na smoczej kości sto rytów ma,
Ostatni: Reynard Hill.

Nowy Kapitan dzieje tka,

Hexogo, dodaj sił!
Przez krew i stal kompania trwa,                                                                           
Choć świat upada w pył!