Dark Fantasy Role Play

mroczne mięcho ku czci Melpomeny złożone w ofierze

  • .
    - Witaj! Poniżej znajdziesz pomysły na przygody, scenariusze rpg, generatory i opowiadania w klimatach fantasy - wszystko (poza poezją i scenariuszami do Gemini rpg) autorstwa Maestro, choć często inspirowane różnymi źródłami. Fani systemów Warhammer, Monastyr, Gemini, Midnight, Ravenloft, Dark Sun, Gra o tron (Pieśń Lodu i Ognia), Deadlands, Bestie i barbarzyńcy i innych światów RPG powinni znaleźć tu coś dla siebie. Szczególnie chciałbym pomóc początkującym Mistrzom Gry. Nie szukajcie tu rzeczy, które szybko się dezaktualizują. To ma być źródło konkretnych inspiracji do sesji gier fabularnych z niewielkim dodatkiem teorii rpg. Krwiste mięcho role playing.



Szara Kompania maszeruje wzdłuż Muru na wschód, pośród śniegu i mrozu. Ponad dwustu ludzi, trzy wozy i kilkanaście koni. Pośród najemników są Dzicy, zbrojni z południa i północy, górale z klanu Wullów i Norreyów, ludzie z Braavos, Pentos i Myr, zbieranina z Siedmiu Królestw, Wysp Letnich i Żelaznych. Dawni piraci, cyrkowcy, złodzieje, strażnicy miejscy, farmerzy, stręczyciele, rzemieślnicy, kłusownicy i mordercy. Cały sztab, a ostatnio zwłaszcza podporucznik Virion, musieli się namęczyć, by niechęć lub nienawiść pomiędzy różnymi grupami kompanionów przekuć w braterstwo broni. Pomogło w tym zagrożenie nadchodzące zza Muru, wspólny wróg. Inni. Biali Wędrowcy i ich upiory.

Najemnicy maszerują do Wschodniej Strażnicy - zamku Nocnej Straży nad Zatoką Fok. Mają zadanie, za które dostaną statki i możliwość opuszczenia Północy. Nad ich głowami, zatknięty na ciemnej lancy ze smoczej kości, trzepocze Szary Sztandar. Chorągiew wygląda z daleka jak szmata, podobnie nędznie jak ludzie pod nią maszerujący. Ale to ci sami, którzy zdobyli Winterfell i przynieśli zza Muru serce upadłej gwiazdy. Ci, którzy przeżyli już kilku królów.

Od niedawna w ich szeregach jest zmartwychwstaniec, odrodzony w ogniu Biały Smok, warg, w poprzednim życiu nazywany Jonem Snow.  Jeśli wierzyć Melisandre, która myliła się i kłamała zbyt często, ożywiony Jon to obiecany wybraniec, inkarnacja Azora Ahai, czempion Pana Światła. Tylko on może przeciwstawić się Ciemności i Zimnu, a jeśli upadnie, upadnie z nim cały świat. Tak mówią mity, podania z Essos i Dorne, opowieści starych niań i szepty czardrzew…


Cofnijmy się jednak w czasie kilka dni. Przymknijcie oczy i przypomnijcie sobie jak…


Zimową północ w Nocnym Forcie rozświetlają płomienie. Skaczą u podnóża wysokiego jak zamkowa wieża stosu drewna ułożonego pośrodku dziedzińca. Sterta płonących pni stanowi klatkę dla dwóch nieruchomych ciał: białego wilkora i człowieka w czerni. Już zasłania je dym, ogarnia wspinający się coraz wyżej ogień. Rosnący żar spycha sylwetki zgromadzonych wokoło najemników w tył, pomiędzy skaczące cienie, w tonące w gęstym mroku ruiny. W zaczerwienionych, twardych twarzach ludzi błyszczą oczy: zmęczone, zmrużone, jakby trawione gorączką, zahipnotyzowane płomieniami.

Kobieta w czerwieni stoi znacznie bliżej ognia, nie zwraca uwagi na gorąco. Zaciska spierzchnięte usta. W wyciągniętych przed siebie rękach trzyma duży kamień  - serce upadłej gwiazdy spoza Muru. Kiedy płomienie rosną, kapłanka powoli rusza w ich stronę. Ręce jej drżą, usta szepczą modlitwę. Wydaje się, że kobieta złoży kamień u stóp stosu, ale ona wstępuję w trzaskający ogień, przeciska głębiej między kopcącymi kłodami, znika w pulsującym świetle.

Po chwili płomienie buchają ze zdwojoną mocą, w jednej chwili zajmuje się cały stos, jego różową poświatę odbija lodowa ściana Muru. Nagle przez hałas pożogi przebija się kobiecy krzyk! Wrzask rozpaczy a może bólu? Rozdzierający, długi, straszny. Choć wydaje się to niemożliwe, ogień bucha jeszcze wyżej, jakby chciał przewyższyć stojący nieopodal pradawny Mur. Grzmot płomieni zagłusza krzyk. Biel przechodzi w błękit i zieleń. Nie sposób już patrzeć w ogień, światło oślepia z mocą zapomnianego letniego słońca. Żar jest nieznośny, dookoła parują śnieg i lód, powietrze zdaje się parzyć. Nagle ta olbrzymia sterta płonącego drewna zapada się w siebie z trzaskiem i sykiem, sypiąc dookoła wielkimi zielonymi iskrami! Ogień nienaturalnie szybko pożera wielkie pnie jodeł, spopiela drewno w mgnieniu oka, zdaje się być zdolny do topienia skał. W ciągu kilku minut wielki stos wypala się, gaśnie, niemal znika - jakby był tylko snem, a nie efektem kilkugodzinnej ciężkiej pracy ponad setki mężczyzn. Ciemność i chłód szybko odzyskują terytorium. Kompanioni stoją w ciepłym błocie, w kałużach, które teraz szybko ścina lód…

Wszystko stało się nadzwyczaj szybko, ledwie minęła północ. Teraz jest już po wszystkim i zmęczenie daje o sobie znać. Samobójstwo, a może poświęcenie kapłanki wszystkich zaskoczyło. Zwłok lady Melisandre nie widać pośród stygnących resztek paleniska, w tej temperaturze zapewne zwęgliły się nawet kości… Pogorzelisko wciąż jest zbyt gorące, by w nie wejść. Sir Ianowi wydaje się, że w jego centrum jest kształt przywodzący na myśl zwiniętą ludzką sylwetkę. Nie daje to spokoju rycerzowi. Wkrótce zmęczeni całonocną pracą BG idą spać, przy resztkach stosu zostaje straż i Kalispera piekąca kawał mięsa. Niemal niezauważenie w Nocnym Forcie pojawia się Jon Hollard wraz z wierną Ythar i jakimś towarzyszem. Wartujący kompanioni cieszą się z powrotu fechtmistrza, choć trudno im ukryć zaskoczenie. Dopiero jutro dotrze do nich, że Hollard jest już innym człowiekiem...
Rankiem sir Ian uważnie bada wystygły stos. Jest już pewny, że nie miał przewidzeń – ktoś porusza się pod zwęglonymi bierwionami. Czarna od sadzy i popiołu sylwetka powoli się prostuje. Tymczasem sir Eryk ciepło wita Hollarda, zbiera się cały sztab. Na zewnątrz rośnie zamieszanie, kilkanaście osób jest przy pogorzelisku, zaś Thull - szaman Skagów - obwieszcza krzykiem, że Mur runie! Mucha widzi w lodowej ścianie dziwny kolor, jakby błękitnawy zaciek, Kell i Hollard dostrzegają coś podobnego w najbliższym odcinku Muru, ale to kapłan Hexogi wznieca alarm, niemal panikę.  Pomimo wątpliwości Kella, sir Eryk nakazuje natychmiastowe opuszczenie Nocnego Fortu. W międzyczasie spod popiołu paleniska ukazuje się naga, blada, właściwie biała jak kość, pokryta czarnymi plamami sylwetka o twarzy przypominającej… Jona Snow, martwego lorda dowódcę Wron, choć podobieństwu przeczą czerwone oczy... albinosa?


Kilkanaście minut później wszyscy opuszczają Nocny Fort. Kompania rozbija obóz na jodłowym karczowisku czterysta kroków dalej. Mur wciąż stoi, nie wali się, wydaje się nienaruszony. Drżący, zdezorientowany, choć już odziany człowiek – dziwny albinos, który ocknął się wśród resztek stosu, o czym wie jeszcze niewielu najemników (uwagę większości skupił nagły poranny alarm), warczy jak zwierz (wilk?), pochłania wielkie ilości jedzenia i wina, toczy dookoła półprzytomnym spojrzeniem. Cały sztab duma, co teraz czynić? Sir Ian Storm niemal nie odstępuje albinosa, widzi w nim boskiego pomazańca, któremu chce służyć. Kompania przygotowuje się do wymarszu. Zmartwychwstaniec o białej, jakby łuskowatej skórze, obejmuje nagle małego Rikona Starka, strasząc przy tym skagowskiego szamana. Jakiś czas później albinos wskakuje na jeden z wozów i woła do ludzi. Przedstawia się jako Stark, „krew wilkora i smoka” (mówi też kilka innych niezrozumiałych rzeczy) chce pomsty na Boltonach, odzyskania Winterfell i ratunku dla swej siostry Aryi. Bohaterowie odczytują to jako próbę przejęcia dowodzenia nad kompanią. Kalispera zręcznie ośmiesza Jona, który szybko zaczyna tracić pewność co do wypowiadanych słów. Może nie są jego; brzmią, jakby pochodziły od kapłanki. Czy w jej umyśle Snow również był, podobnie jak w ciele sir Eryka?

Kapitan wygłasza kontr przemowę, przypomina o zasadach rządzących kompanią, nakazuje wymarsz po południowym polowym nabożeństwie Hexogi. Jon Snow - Biały Smok wydaje się być coraz bardziej zagubiony. Przypomina sobie swój miecz – Długi Pazur, ale później stwierdza, że to nie o to ostrze chodzi. Światłonośca Stannisa nie robi na zmartwychwstańcu wrażenia, ale kiedy Mucha przypomina o rodowym mieczu Dayne’ów (mających w herbie spadającą gwiazdę) – Świcie – ożywiony Jon Snow reaguje. Sir Eryk postanawia wyruszyć do Czarnego Zamku, wynegocjować statki, przy okazji odzyskać Długi Pazur. Między Kellem a zmartwychwstańcem dochodzi do krótkiej scysji: warg poznaje warga, a Snow, świadomie lub nie, próbuje zawładnąć porucznikiem. Sir Ian rozdziela mężczyzn w ostatniej chwili.

Później, w południe, odbywa się nabożeństwo Hexogi. Mucha wprowadza nowy element – rytuał spowiedzi. Kalispera kpi na różne sposoby z obrządku, profanuje spowiedź, ale cierpliwość towarzyszy wobec kobiety zdaje się nie mieć końca. Być może wynika to z faktu, ze uratowała im wszystkim życie w Winterfell? Tymczasem Mikael robi coraz większe postępy w fechtunku. Ćwiczy z Jonem Hollardem, który zdradza Hennicowi zamiar powrotu do Braavos i odnowienia swych, zdartych podczas tortur, tatuaży w Domu Czerni i Bieli. Ythar niepokoi się o ukochanego - miała nadzieję, że obecność przyjaciół uleczy rany duszy fechtmistrza...


Mucha rozmawia z Thullem, skagoskim szamanem, coraz bardziej zapatrzonym w Jona Snow, czy raczej Białego Jona. Thull dzieli się mitologią ze swojej wyspy, opowiada o powstaniu świata i pierwszej Długiej Nocy:

Lód i Ogień prowadzą odwieczny bój... Waśń ta zaczęła się zanim jeszcze pierwszy człowiek - Tornak - został ulepiony z śliny, włosów i paznokci Pierwszych Bogów. Ogień i Lód starsze są bowiem od świata całego, nawet od Pierwszych Bogów, tak, nawet od Nich... Ogień i Lód to wrogowie człowieka, zazdrośni o niego i siebie nawzajem... Zazdrośni jak Pierwsi Bogowie, którzy też walczyli między sobą, rzadko żyjąc w pokoju. Kiedy na niebie były jeszcze dwa księżyce, a świat nie był pęknięty, Prabogowie nie znieśli tego, że Mirrag, większy z księżyców, jest od nich piękniejszy, tak cudny, że ludzie jemu zaczęli składać hołd należny Pierwszym... Bogowie w swym gniewie zgnietli więc Mirraga, skruszyli jak człowiek kruszy pacynę śniegu w prawicy. Ale Mirrag był domem Ognia i płomienie zemsty spadły na świat. Góry płonęły, dymiły i topiły się, słońce posłuszne Ogniowi zgasło, ziemia się trzesła, a gwiazdy wirowały w tańcu śmierci. Ogień bowiem nie mógł zranić Pierwszych Bogów, ale mógł okrutnie dotknąć ich dzieło - ludzi- i tak uczynił. Wówczas jednak Lód dojrzał okazję zawładnięcie światem. Pokrył go bielą i śmiercią, a potem.. Stworzył swoje życie, bez ciepła, zrodzone w mroku... Równowaga została złamana. I wiele, wiele pokoleń temu nastała pierwsza Długa Noc i Wielka Zima, Ciemność zmagała się ze Światłem, a obie moce miały ludzi za nic, tak jak człowiek nie ogląda się na robactwo w kącie izby. I było tak, że tam gdzie największy Ogień i najzimniejszy Lód, tam magia się lęgła, świat przybierał dziwaczne formy. Z Ognia powstały smoki, z Lodu lewiatany. Raz tedy Ogień, raz Lód włada światem, szarpiąc go pazurami, ale pamiętają o tym jeno Pasterze Opowieści. Oto wielka pieśń świata, koło czasu... Mur runie, powiadam, choć może ściana wytrzyma. Widziałem, jak uroki zaklęte w lodzie stopiły się tam, gdzie dotknął ich ogień stosu. Ogień Praognia. Dlaczego, pytasz? Nie ma światła bez ciemności, cienia bez blasku. Nie ma odwagi bez lęku, zwycięstwa bez wroga...


Szara Kompania w niecałe dwa dni dociera do Czarnego Zamku i rozbija obóz w pobliżu jego zabudowań. Na spotkanie z 999 lordem dowódcą – Denysem Mallisterem i jego doradcami, udaje się cały sztab kompanii (poza pilnującym obozu Virionem) a także sir Ian Storm. Rycerz wciąż nie dopełnił ślubowania, jednak sir Eryk trzyma go blisko; być może widzi w nim bratnią duszę, kogoś ze swojego stanu, podobnie patrzącego na świat? W ponurym, podupadłym zamku bohaterowie długo rozmawiają z dowództwem Wron. Wiekowemu Mallisterowi brak jest zdecydowania. Mimo to prosi Kompanię o wypełnienie "małego zlecenia" w zamian za statki umożliwiające opuszczenie północy. Chodzi o odbicie Wschodniej Strażnicy, z której kilka dni temu nadleciał kruk w wieścią o ataku upiorów. Wysłani do Strażnicy zwiadowcy nigdy nie wrócili. Podobno Cotter Pyke z Nocnej Straży wrócił ze swego rejsu do Hardhome. Czyżby przywiózł ożywieńców ze sobą? Wrony mają zbyt mało ludzi by same zająć się sytuacją. W Czarnym Zamku jest ich niewiele ponad dwustu. Bohaterowie godzą się na układ żądając jako zaliczki Długiego Pazura. Przyparty do muru lord dowódca wydaje najemnikom miecz z valyriańskiej stali. Później sir Ian osobiście wręcza go Białemu Jonowi. Obaj zamierzają wstąpić w szeregi Szarej Kompanii, która po zdobyciu Wschodniej Strażnicy ruszy na południe drogą morską. Taki przynajmniej jest plan...  

Categories:
Reakcje: 

0 Response for the ""Krew wilkora i smoka" - 26. sesja "Wichrów Zimy""