Dark Fantasy Role Play

mroczne mięcho ku czci Melpomeny złożone w ofierze

  • .
    - Witaj! Poniżej znajdziesz pomysły na przygody, scenariusze rpg, generatory i opowiadania w klimatach fantasy - wszystko (poza poezją i scenariuszami do Gemini rpg) autorstwa Maestro, choć często inspirowane różnymi źródłami. Fani systemów Warhammer, Monastyr, Gemini, Midnight, Ravenloft, Dark Sun, Gra o tron (Pieśń Lodu i Ognia), Deadlands, Bestie i barbarzyńcy i innych światów RPG powinni znaleźć tu coś dla siebie. Szczególnie chciałbym pomóc początkującym Mistrzom Gry. Nie szukajcie tu rzeczy, które szybko się dezaktualizują. To ma być źródło konkretnych inspiracji do sesji gier fabularnych z niewielkim dodatkiem teorii rpg. Krwiste mięcho role playing.

I

Znaleźliśmy ten kamień na środku gościńca. Wypadł komuś? Ktoś go rozmyślnie wyrzucił? Może spadł z nieba? Nie wiemy tego do dzisiaj. Kamień był obrobiony, owalny i lekko ciepły mimo chłodu jesiennego dnia. Nasz elficki mag twierdził, że wyczuwa w nim magię, choć nie potrafił zidentyfikować jej rodzaju. Kamień zaległ na wiele dni na dnie jego plecaka. Jakiś tydzień później (przemierzyliśmy szmat drogi od tamtego gościńca) elf stwierdził, że kamień jest lodowato zimny i zaczął go starannie badać, jednak bez rezultatu. Wdaliśmy się wówczas w tą awanturę z wissenburdzkimi przemytnikami i na długi czas znów zapomnieliśmy o kamieniu. Koniec końców, to ja wpadłem na pomysł, że kamień zmienia temperaturę w zależności od położenia geograficznego. Był jakąś prymitywną wersja kompasu działającą na zasadzie "ciepło-zimno". Nie wiedzieliśmy czy iść w kierunku, w którym kamień się rozgrzewał czy ziębił. Krasnolud wybrał pierwszą opcje i narzucił nam kierunek. Mijały dni.
Kiedy kamień dało się trzymać jedynie w cęgach (bądź krasnoludzką łapą w rękawicy...) - był bowiem rozgrzany do czerwoności - trafiliśmy na większy kamień. Spory płaski głaz na niewielkim zarośniętym wzgórzu. Zupełna dzicz, mówię Wam. Pośrodku głazu było niewielkie zagłębienie (z zaschniętą krwią; jakieś pomioty Chaosu wykorzystywały pewnie to miejsce do rytualnych mordów) i wiecie co? Nasz mniejszy, parujący kamień idealnie pasował w owe wgłębienie. Mniejszy wtopił się w większy i wtedy... Ech, najpierw napadły nas stwory, które czciły to miejsce. Ważniejsze jest jednak to, że kiedy był już kompletny, wielki głaz zazgrzytał i odsłonił tunel prowadzący do wnętrza wzgórza. Tyle, że to nie było wzgórze, ani kurhan jak mędrkował nasz krasnolud. To był rodzaj więzienia, do którego my znaleźliśmy klucz i jak głupcy otworzyliśmy je. Ale to już zupełnie inna historia... .

____________________________

II

To naprawdę miało być proste zadanie. Zaczęło się klasycznie - mała ale ruchliwa mieścina, trzy karczmy na krzyż. Po podleczeniu ran i zamówieniu nowego ekwipunku szukaliśmy jakiegoś łatwego zajęcia na dwa-trzy dni. Ten człowiek też był nowy w mieście. Złamana ręka, opatrunek na głowie... . Ale płacił srebrem, spieszył się. Chciał, by obić jednego z drobniejszych kupców i kazać mu odczepić się od jakiejś kobiety. Małe piwo, powiecie- nam też się tak wydawało. Na odchodnym dodał, żebyśmy przynieśli mu wisior, który kupiec nosi przy sobie. Na znak, że wykonaliśmy zadanie.
Odnalezienie kupca, wymierzenie mu kilku szturchańców, przekazanie groźby. Poszło niemal jak z płatka. Niemal, bo ochroniarz (jednooki krasnolud) sprawił nam drobne kłopoty. Przez jego gwizdek musieliśmy gubić w uliczkach straż miejską. O wisiorze nie zapomnieliśmy. Zwykły, jakby stopiony kawał srebra był swoje wart, postanowiliśmy więc oddać go pracodawcy w ostateczności. Tylko że pracodawca nie żył. W nędznym szynku, gdzie miał się po zmroku z nami spotkać, zastaliśmy jatkę. Człowiek, który nas wynajął był najwyraźniej torturowany. Pech chciał, że kiedy zwijaliśmy mu mieszek (bo na co on trupowi?) napatoczyli się jacyś świadkowie. Znów przyszło nam wiać. W miasteczku podniósł się larum, przy bramach podwoili straże. Przyczailiśmy się w jakiejś knajpie i zaczęliśmy się głowić, kto tak urządził naszego pracodawcę. Krasnolud zasugerował, że może rozchodzi się o ten wisior. Tylko, dlaczego? Nie był na pewno magiczny (sprawdziliśmy), wart raptem kilka koron. Postanowiliśmy rankiem wymknąć się z miasta, choć krasnolud chciał koniecznie wypytać o naszyjnik pobitego przez nas kupca. Rano już wiedzieliśmy, że kupca i całą służbę nocą zamordowano, dom zaś splądrowano. Zgadnijcie kogo szukała straż miejska? Na szczęście nasze rysopisy nie były za dokładne... . Nie zaryzykowaliśmy ucieczki z miasta, postanowiliśmy się nie pokazywać. Ale nocą znaleźli nas. Nie straż, ale ludzie poszukujący wisiora. Ci obłąkani goście, też obcy w mieście, myśleli, że jest magiczny i stanowi relikwię Khorne'a, którego czcili. Nasz martwy pracodawca podobno zdradził ich i szukał przedmiotu na własną rękę. To wszystko było jedną wielką pomyłką, ale kto by nam uwierzył? Kultyści też tego nie zrobili...

Reakcje: 

0 Response for the "Dwa bezimienne pomysły"